Odzyskać równowagę w życiu nie jest tak prosto jak ją stracić. Są dni, tygodnie, miesiące nawet, kiedy nic nie działa jak trzeba. Wie się doskonale, jak wygląda nasza codzienna rutyna, ale jakimś cudem nie można tego wprowadzić w czyn. Z jednego kąta mieszkania krzyczy do Ciebie dziecko, z drugiego sterta prasowania, a Ty w tym wszystkim masz ochotę oglądać jeden odcinek serialu za drugim. A może nawet to robisz. Może obgryzasz skórki przy paznokciach i stresuje Cię dźwięk telefonu. Może przyszła wiosna a Ty jesteś zbyt zmęczona, żeby się tym cieszyć. Najzwyczajniej w świecie jest coś nie tak i z każdym kolejnym dniem coraz trudniej wrócić na właściwe tory.

Od czego zacząć? Jak zawsze, od pierwszego małego kroczku. Pierwszej porządnie zrobionej rzeczy, małego postępu na drodze powrotnej do tego życia, które tak lubisz. Od pierwszej ogarniętej rzeczy, nadrobionej zaległości, a czasem… od machnięcia ręką.

Chcecie wiedzieć, co ja robię, żeby odzyskać równowagę?

  1. Zamieniam dres na normalne spodnie i bluzkę po domu na ładny top. Dresik sprawia, że robię się rozmemłana, snuję się leniwie po kątach i nic mi się nie chce. Normalne ubrania za to wprost przeciwnie. Od razu czuję się lepiej sama ze sobą. Nie jestem już dziewczyną, która wygląda i zachowuje się w domu byle jak. Jestem kimś, komu chciało się postarać.
  2. Sprzątam. Czasami wystarczy mi kartonowe pudełko, w którym planowałam zrobić porządki od kilku miesięcy. Czasami – tak, jak dzisiaj – robię gruntowne wiosenne porządki, bo inaczej po prostu nie poczuję się lepiej. Mój chłopak tego nie rozumie, ale sprzątając jedno, tak naprawdę sprzątam drugie. Trochę sobie przy tym rozmyślam, bez żadnej presji, ale najczęściej okazuje się, że razem z odstawianiem na bok odkurzacza w kąt idą pozostałe trudności. Porządek w domu przekłada się na życie. To dowód na to, że najprostsze czynności mogą kryć w sobie największy potencjał rozwojowy (no a jakie okna czyste – zobaczcie same na Instagramie).
  3. Idę do sklepu po kwiaty. Wstawiam je do wazonu i przypominam sobie, że w moim życiu ma być ładnie oraz że jestem jedyną osobą, która może o to zadbać.
  4. Biorę dłuuuuugi prysznic i pozwalam sobie po prostu rozmyślać w strumieniach ciepłej wody.
  5. Biorę dłuuuuugi prysznic a potem wyciągam cały swój kosmetyczny arsenał. Wcieram, wklepuję, masuję i nakładam dopóki nie uzyskam pewności, że zajęłam się absolutnie każdą istniejącą częścią mojego ciała. To bardzo kojące poczucie – świadomość, że zrobiłaś wszystko, co mogłaś i że już nie można lepiej. A potem…
  6. Idę spać. Nie ma wtedy takiej opcji, żeby to budzik mnie budził. Ja sobie śpię, a w tym czasie wszystko samo się układa. Kiedy wstaję po dziewięciu godzinach snu, często problemy przestają być problemami. To jak wciskanie przycisku reset i kupienie nowego notesu – bo czy można lepiej zacząć nowy dzień niż od bycia wyspaną?
  7. Gotuję coś fantastycznego. Nie szybko i byle jak ale powoli, z namysłem i uwagą. Staram się, żeby było to zdrowe (w końcu!) i jak najsmaczniejsze, a najlepiej, żeby zostało jeszcze na jutro. Kiedy masz gotowy obiad na następny dzień to już sporo.
  8. Czytam Rillę ze Złotego Brzegu. Jest wiele książek, które mi pomagają, ale ta jest moim największym sprzymierzeńcem, kiedy staram się odzyskać równowagę. Podziwiam Rillę i chciałabym być choć trochę taka, jak ona – rozsądna, poukładana, pracowita i silna, a jednocześnie radosna i czerpiąca z życia pełnymi garściami. Jest w tej historii coś takiego, co mnie inspiruje i przypomina mi o tym, co naprawdę jest dla mnie ważne. Sprawia też, że czuję wdzięczność za moje życie – dobre i spokojne, wolne od koszmaru wojny.
  9. Uciekam do bliskich. Wyciągam chłopaka na spacer, spotykam się z przyjaciółką, jadę odwiedzić rodziców. Sama obecność bliskich mi osób pomaga i dodaje mi sił. Z nimi czuję się na swoim miejscu.
  10. Czasami jedyne, co robię, gdy chcę odzyskać równowagę to woda lub herbata z cytryną i sokiem z imbiru. Biorę kubek w dłonie i siadam z nim na podłodze, oparta plecami o kanapę. Z tej pozycji widzę przez okno w mieszaniu niebo i gałęzie drzew. Żadnych budynków czy ludzi. A kiedy dopiję napój do końca wstaję i nigdy jeszcze nie zdarzyło się, żebym nie czuła się lepiej.

Co Wy robicie, kiedy czujecie się zagubione i chciałybyście odzyskać równowagę? Co Wam pomaga wrócić na właściwe tory?