Która z nas nie irytowała się czasami, kiedy prosiła swoją mamę o radę? Jeśli byłaś nastolatką choć trochę podobną do mnie, to chciałaś, żeby ktoś wszedł w Twój dramat i pobył tam z Tobą. Ty naprawdę nie rozumiałaś, nie umiałaś, nie wiedziałaś. Mama słuchała Cię z uwagą po czym dawała Ci jedno – prostą odpowiedź. Zupełnie nie taką, jakiej oczekiwałaś. A dzisiaj? Sama jestem za stara.

Mówi się, że to my wprowadzamy zmiany w naszym życiu. Jeśli Ty nie wstaniesz z fotela, nie zaczniesz szukać nowej pracy czy nie przestaniesz się objadać nikt inny tego za Ciebie nie zrobi. Istnieje jednak pewna kategoria zmian, które zachodzą w nas samoistnie z wiekiem. Nie wymagają z naszej strony żadnego świadomego wysiłku. To jak wzrost, wypadanie mlecznych zębów i to, że nasze włosy ciemnieją.

Teraz, kiedy bliżej mi do trzydziestki niż kiedykolwiek, moje życie mnie zadziwia. Rzeczy, które desperacko chciałam kiedyś zmienić rozwiązały się same, gdy tylko odpuściłam i pozwoliłam im się toczyć swoim torem. Wyrastam z problemów niczym z ukochanego dresiku z Królem Lwem.

Jesteś ciekawa, na co jestem za stara?

Jestem za stara na życie problemami innych ludzi

Jeżeli czytasz mojego bloga od jakiegoś czasu to pewnie wiesz, że z wykształcenia jestem psychologiem. Nieprzypadkowy wybór. Wszelkie nieszczęśliwe i borykające się z problemami stworzenia ludzkie przybijały do mnie zawsze niczym do stacji dokującej.

Przez długi czas byłam wszędzie tam, gdzie trzeba było kogoś pocieszyć, komuś pomóc, obgadać byłego chłopaka albo poroztrząsać, jaką sukienkę należy założyć na spotkanie z obecnym.

Pewnego dnia po prostu przestałam. Dotarło do mnie, że niektóre z tych osób wcale nie chcą wyjść z trudnej sytuacji. Nie potrzebują i nie stosują moich rad. Znudziły mnie poważne dylematy z kategorii konfekcyjnej oraz rozszarpywanie znaczenia emotikon w smsach we wszystkich możliwych kierunkach.

Dziwnym trafem okazało się, że moje życie jest dla mnie znacznie ciekawsze.

Jestem za stara na narzekanie

Własne oraz cudze. Narzekanie, którego natężenie jest nieuzasadnione. Narzekanie, po którym nie następuje żadne działanie. Narzekanie, które psuje mi humor na cały dzień, a rozmówcy pozwala odejść lekkim krokiem.

Nie pozwalam już na to, aby zatruwać swoją głowę negatywnymi myślami i opiniami. Jeżeli coś mi się nie podoba, akceptuję albo działam. Kiedy ktoś wylewa na mnie nalewkę z piołunu, aby poczuć się lepiej, znikam.

Jestem za stara na nie wychodzenie z domu bez makijażu

A było inaczej! Malowałam się do pracy, na uczelnię, do Biedronki i do malowania płotu na działce rodziców. Stukałam wysokimi obcasami po oblodzonych chodnikach. Nakładałam cztery kolory cieni na powieki, idąc do sąsiadki na ploteczki. Ale też – niestety – zasmarowywałam podkładem intensywny trądzik. Prostowałam włosy. Obgryzałam paznokcie, a potem ukrywałam dłonie w rękawach swetrów.

Dzisiaj już mi się nie chce. Jestem za stara, żeby tyle energii poświęcać na to, aby zawsze wyglądać jak zaginiona siostra Kim Kardashian. Zmieniły mi się priorytety. Wolę nałożyć maseczkę niż bronzer i jeść orzechy zamiast spryskiwać włosy lakierem. Za stara jestem, żeby odpuszczać sobie krem pod oczy. Za stara jestem, żeby się ukrywać.

Jestem za stara na awantury o brak kwiatów

Mój chłopak jest najlepszy na świecie i nie lubi kupować kwiatów. To nie znaczy, że nigdy tego nie robi. Jeśli myślisz jednak, że budzę się otulona płatkami róż, a bukieciki wypadają mi z zamrażarki, gdy wyciągam mięso na obiad – to cóż…

Kiedyś bardzo mi to przeszkadzało. W sumie nadal nie obraziłabym się, gdybym dostawała kwiaty częściej. Ale już nie kłócimy się z tego powodu. Nie myślę o tym, że facet przyjaciółki znosi jej do domu wonne kwiecie. I że mój, gdyby kochał, też by tak robił.

Można kochać i nie kupować kwiatów. A jeśli ma się do tego świetny charakter i dobre serce to w gruncie rzeczy nie trzeba. Jestem za stara, by złapać się na to, że gdzieś na świecie istnieje jakiś ideał, który robiłby wszystko a nawet więcej. Nawet w 50 twarzach Greya tego nie ma!

Wybieram człowieka z takim zestawem wad, które dla mnie… wcale nimi nie są. Kwiaty zawsze mogę sobie kupić sama.

Jestem za stara na udawanie, że się świetnie bawię

Wyjaśnijmy sobie jedno – introwertyzm to choroba. Nieuleczalna, wstydliwa i trzeba na nią szczepić. Długo zachowywałam się, jakby to była prawda.

Nie jestem w stanie zliczyć, ile razy poszłam na imprezę choć tak naprawdę chciałam zaszyć się w domu z dobrą książką. Ile razy zgadzałam się na coś, na co wcale nie miałam ochoty. Ile spotkań odwołałam w ostatniej chwili, bo wiedziałam, że chcę pobyć sama, ale jeszcze nie umiałam tego przekazać.

Pewnego dnia po prostu przestałam. Już nie wmawiam innym, że będę szczęśliwa, jadąc na 3 miesiące łapać pająki w Australii. Że nie przeraża mnie ogromny rollercoaster. Że jestem bardziej ekstrawertyczna, rozrywkowa, szalona i w ogóle bardziej niż jestem.

I wiesz co? Dobrze mi ze sobą.

Jestem za stara na lenistwo

Na studiach nie miałam z tym problemu. Cały dzień spędzony na oglądaniu How I Met Your Mother jawił mi się jako cudowna rozrywka. Nadal zdarzają mi się takie totalnego rozprężenie, kiedy rzucam wszystko tak, jak stoję, by po środku tego bałaganu oglądać filmiki o pijanych Rosjanach na YouTube.

Największą przyjemność dają mi te dni, kiedy uda mi się zrobić choćby jeden mały kroczek. Jedną małą rzecz. Dzień, w którym pozmywam naczynia, ugotuję obiad na zapas, rozprawię się z łańcuchem górskim nieuprasowanych ubrań, napiszę post na bloga. Lubię odpoczywać, lubię nic nie robić – kiedy mam po czym. Nie na zapas, którego być może nigdy nie zużyję.

Jestem za stara na udowadnianie, że nie jestem kobietą

Oj, chciało się pokazać wszystkim, jak to potrafię naprawić kran, rozmawiać o grach komputerowych i zakląć niczym woźnica… Że jestem tak mądra, inteligentna i nie-stereotypowa, że nawet odżywka do włosów mi uwłacza.

Tylko po co? Dzisiaj spokojnie dzwonię do chłopaka, kiedy w domu wyskoczą bezpieczniki, bezwstydnie oglądam filmiki z kotami na YouTube i noszę kalendarz w motylki. Nie uważam, że to, co kobiece znaczy gorsze.

Za to wreszcie robię to, na co i tak zawsze miałam ochotę!

Jestem za stara by ciągle zaczynać od nowa

Kiedy jesteś młoda, masz czyste konto. Nie ten chłopak to inny. Lubisz śpiewać to zostaniesz wokalistką ale też lubisz zmywać naczynia więc pójdziesz do pracy na zmywaku. Wyjedziesz, wrócisz, przeprowadzisz się i znów wyjedziesz. Możesz próbować do skutku. Możesz wszystko.

A ja lubię o sobie samej wiedzieć coś. Lubię decyzje z przeszłości, dzięki którym wiem, na czym stoję. Znam dostępne dla mnie opcje. Kosmetyczką nie zostanę, nie wyjadę na Erasmusa i nie założę innej sukienki na studniówkę niż tamta oliwkowa bombka. Już nie będę zmieniać pracy, chłopaka, przyjaciół, kiedy tylko na wspólnym zdjęciu pojawi się pierwsza rysa. Jestem za stara na to, by ciągle mnie przesadzać.

I wiesz co? Bardzo się z tego cieszę!

Jestem za stara na to, żeby nie mieć oszczędności

Jako dwudziestosześciolatka wiem jedno: nie będę przez tydzień żywić się kisielem Gellwe, bo spodobała mi się torebka. Torebka może być nawet z logo Biedronki, ale pieniądze na czarną godzinę muszą być.

Nie tylko o to chodzi, aby w trudnych sytuacjach życiowych mieć zabezpieczenie. Kiedy raz zrozumiesz, jaki to komfort nie martwić się o to, za co kupisz kurtkę na zimę, już nie będziesz chciała przestać. Już nie zamienisz drogiego prezentu, jaki Mu kupisz na urodziny na nadrabianie ugotowaną kolacją i kusą sukienką. Nie będziesz chciała nigdy więcej bać się, że nie starczy Ci pieniędzy na lekarza.

Żadne przedmioty nie będą dla Ciebie ważniejsze od spokoju.

Jestem za stara na to, by być idealna

Mogłabym napisać tu o tym, jak z wiekiem obrastamy w mądrość, dystans do siebie i akceptujemy nasze wady. Prawda jest taka, że mam pajączki na lewej nodze pod kolanem. Pomimo picia soku z imbiru litrami nie chcą zniknąć. Tym samym już nigdy nie będę jak dziewczyny z teledysków Davida Guetty.

Nie połączę swojej figury z czasu, kiedy miałam osiemnaście lat z cerą, jaką miałam jako dwudziestolatka i włosami, które moment świetności przeżywały w okolicach moich dwudziestych trzecich urodzin. Nie prześcignę samej siebie. Zawsze coś będzie krzywo, coś będzie odstawać, coś sobie odpuszczę i coś mi się nie uda.

Samo życie. Tylko ta mądrość, dystans i akceptacja mogą mi pozostać.

P.S. Jestem też za stara, by nie prosić mamy o radę. Dzwonię za każdym razem, kiedy gotuję rosół.

P.S.2. Zdjęcie autorstwa Jakuba Tabisza – zerknijcie koniecznie!

A Ty? Jakie zmiany zaobserwowałaś u siebie w miarę, jak stajesz się starsza? Z jakich problemów wyrosłaś?