Jednak nie było białych świąt, przynajmniej nie na Mazowszu. Ale może u Was spadł śnieg? Może spadnie w ferie? Kiedy byłam dzieckiem biały puch gwarantował dzieciom dobrą zabawę a rodzicom spokój na cały dzień. Mieliśmy też kilka ulubionych rozrywek na wypadek, gdyby pogoda nie pozwalała na szaleństwo na dworze. Przypomniałam sobie ostatnio  o nich i postanowiłam opisać Wam pięć najlepszych zimowych zabaw mojego dzieciństwa. Oto one – a na końcu wpisu czeka na Was niespodzianka.

 

5 najlepszych zimowych zabaw mojego dzieciństwa – miejsce pierwsze: Jazda na sankach

I to takich, które pamiętały jeszcze dzieciństwo mojej mamy i cioci! W okolicy mojego rodzinnego domu panowały doskonałe warunki do takiej zabawy – tuż za nim zaczynało się strome zbocze doliny rzeki. Przed wjechaniem sankami wprost do wody chroniły nas tylko szczęście, wąski pas olch i… spłycony okop z czasów II wojny światowej. Kluczowe dla sukcesu saneczkarza były dwa elementy. Po pierwsze, płozy sanek należało nacierać śniegiem tak długo, aż błyszczały w słońcu i sunęły po śniegu niczym bolid Formuły Jeden. Po drugie, dla komfortu cieplnego saneczkarza niezbędne było zakładanie podwójnych rękawiczek oraz legginsów pod spodnie.

Najwspanialsze w jeździe na sankach, poza towarzystwem przyjaciół i ruchem, było przebywanie na świeżym powietrzu. Pomimo temperatury grubo poniżej zera zostawałyśmy na dworze do późna. Wyobraźcie sobie jak pięknie wygląda skrzący się srebrzyście śnieg, ciemnoniebieskie niebo i księżyc oraz pierwsze gwiazdy nad ciemniejącymi konturami drzew…

 

5 najlepszych zimowych zabaw mojego dzieciństwa – miejsce drugie: Kulig

Nie miałam okazji brać udziału w takim prawdziwym, saniami, ale na szczęście dziadek moich przyjaciółek miał ciągnik. Przyczepiałyśmy do niego saneczki i jeździliśmy w ten sposób po okolicznych lasach. Najgorzej miał zawsze ten, kto jechał tuż za ciągnikiem i walczył z pryskającym spod kół świeżym śniegiem. Ostatnie miejsce w szeregu było zarezerwowane dla poszukiwaczy przygód. Na końcu najmocniej zarzuca na boki, najłatwiej też spaść z sanek i utknąć w przydrożnej zaspie.

Najbardziej zapadł mi w pamięć kulig, który odbył się tuż przed zapadnięciem zmroku. Lampy przy wiejskiej drodze paliły się ciemnożółtym światłem, na niebie świeciły już gwiazdy. Sosnowy las przy drodze wydawał się niemal czarny, tą specyficzną dla lasu czernią pełną tekstury, na którą składają się niezliczone warstwy gałęzi, ciemnozielonych igieł i samotnych liści. Jeździliśmy tak długo, jak długo dało się jeszcze odróżniać przydrożne kształty gołym okiem. To jedno z nielicznych, bardzo mi drogich wspomnień, które zapamiętałam jako absolutnie idealne. Do dzisiaj myślę o nim z ogromną wdzięcznością i cieszę się, że mogłam to przeżyć.

 

5 najlepszych zimowych zabaw mojego dzieciństwa – miejsce trzecie: Bitwa na śnieżki

Nasza zwyczajowa banda liczyła trzy osoby ale zdarzało nam się zebrać więcej dzieciaków z okolicy. W jeden z takich zimowych dni, kiedy wyczerpaliśmy już wszystkie niebezpieczne pomysły na jazdę na sankach, stoczyliśmy ogromną bitwę na śnieżki. Polem bitwy stała się nadrzeczna, podmokła łąka, pełna suchych traw przykrytych grubą warstwą lepkiego śniegu. Znakomicie lepiło się z niego śnieżki!

Nie byłam wprawdzie najlepszym strzelcem ale i tak nadal uśmiecham się na myśl o tym dniu. Nieco gorzej wspomina go pewnie moja mama. Widok przemoczonej, zziębniętej córki z czerwoną z zimna twarzą i sinymi palcami nie był dla niej ani zaskakujący, ani przyjemny. Ale może właśnie dzięki temu mam całkiem niezłą odporność?

 

5 najlepszych zimowych zabaw mojego dzieciństwa – miejsce czwarte: Teatrzyk

Oczywiście nie zawsze dało się spędzać czas na dworze. Wtedy można było pobawić się w teatrzyk. Nie miało znaczenia, czy role odgrywały gumowe piszczące zabawki, pacynki czy własnoręcznie przygotowane z kartonu figurki. Mogły to być nawet cienie, rzucane na ścianie przez złożone palce przy użyciu małej lampki. Liczyło się to, że można było opowiedzieć historię. Przygody Czerwonego Kapturka, bajki o leśnych zwierzętach a nawet odgrywany sto razy scenariusz odwiedzin u sąsiadki. Sama mogłam stać się narratorem, poprowadzić opowieść w dowolnym kierunku i przetłumaczyć ją na własny język.

 

5 najlepszych zimowych zabaw mojego dzieciństwa – miejsce piąte: Robienie czegoś z niczego

Bardzo szeroki termin bo i kategoria zabaw, jakie się pod nim mieszczą jest niezwykle pojemna. Jasne, że w domu były zabawki, ale była w nim też cała masa niepotrzebnych lub przypadkowych przedmiotów, które można było zostawić dziecku „do zabawy”. W ten sposób wchodziłam w posiadanie skrawków materiałów, guzików, pustych opakowań i kartoników po rajstopach. Mogłam bawić się nimi bez ograniczeń, nie bojąc się, że zniszczę coś cennego.

Uwielbiałam tworzyć ubranka dla lalek chociaż te najładniejsze były dziełem mojej mamy. Podobały mi się wszelkie wyklejanki albo robienie modeli – kiedyś skleiłam misterną replikę pirackiego statku, która ze względu na użyty do jej budowy papier nie przetrwała wodowania. Tworzyłam też ozdoby do swojego pokoju, z różnymi rysunkami oraz łańcuchami kolorowych koralików na czele. A kiedy brakowało mi towarzystwa uwielbiałam bawić się z przyjaznymi duchami, które tworzyły… cienkie foliowe torebki. Nie dało się nudzić!

 

To co to za niespodzianka?

Niespodzianką, którą chciałabym się z Wami podzielić, jest rewelacyjny wpis Basi, który zainspirował mnie poniekąd do napisania mojego posta. Basia opisuje w nim „eksperyment”, który wraz z mężem przeprowadzili na dwójce swoich synów. Podaje zarazem niezawodny sposób na to, aby Twoje dziecko było nie tylko szczęśliwe, ale przede wszystkim twórcze, potrafiące współpracować i dobrze gospodarować swoim czasem. Wszystkie umiejętności, które chciałabyś, aby Twoje dziecko posiadało i które szkoli się w korporacjach za grube miliony. Nie chcę powtarzać tego, jak wiele może dać Twoim dzieciom nieskrępowana zabawa – zamiast tego odsyłam Cię na bloga Basi.

 

Nie bójmy się zostawiać dzieci samych

Zajęcia, na które zapisujemy dzieci, zabawki, które im kupujemy, bajki, które im włączamy – to dorosła ingerencja w dziecięcy świat. Często jesteśmy w nim obecni w nadmiarze, a tymczasem dziecko również potrzebuje przestrzeni dla siebie. Potrzebny mu czas na to, by poznać siebie, by rozwijać relacje poza rodziną, eksplorować i przeżywać przygody. Nie wciskajmy mu do ręki gotowych rozwiązań, rozrywek, odpowiedzi.

Pięć najlepszych zimowych zabaw mojego dzieciństwa nie zawiera słowa o zabawkach ani wymyślnych rozrywkach. Jestem wdzięczna moim rodzicom za to, że nie zapisali mnie na milion zajęć pozalekcyjnych. Nigdy nie śmiali się z moich zabaw z foliowymi torebkami. Nauczyli mnie zabaw ze swojego dzieciństwa i pozwolili samej zdecydować, czy mi się podobają. Myślę, że to dobra droga – nie tylko do tego, aby dziecko mogło rozwijać swoje umiejętności i uczyć się świata. Także po to, żeby za dwadzieścia lat miało lepsze wspomnienia z dzieciństwa niż przesiadywanie przed komputerem.

Myślę, że udostępnianie memów o tym, że jesteśmy ostatnim pokoleniem, które bawiło się na dworze nie jest z naszej strony odpowiedzialne. Możemy przecież pokazać dzieciom, że jest coś poza internetem i że to właśnie zabawa na śniegu czy kopanie piłki z rówieśnikami to prawdziwy świat. Kiedy znajdujemy sobie hobby, wychodzimy na dwór lub spotkać się z przyjaciółmi, dodatkowo wzmacniamy ten przekaz. W końcu dzieci rzadko robią to, co im każemy – za to najczęściej to, czego się od nas nauczyły.

 

A jakie były Twoje ulubione zabawy z dzieciństwa?

 

Każdy komentarz zostawiony na blogu to dla mnie ogromna radość. Jeśli podobał Ci się ten post, zostaw po sobie komentarz, udostępnij go albo polub mój profil na Facebooku i Instagramie, żeby być na bieżąco z nowościami na blogu! 🙂