Może pamiętacie, że na urlop wybierałam się w tym roku do Francji? Dopiero tego lata trafiła się okazja, aby odwiedzić rodzinę, ktora tam mieszka. W Franche-Comte spędziliśmy tydzień i przez ten czas mieliśmy okazję spróbować wielu wspaniałych potraw przyrządzanych przez naszych gospodarzy. Szczerze mówiąc, o francuskiej kuchni wiadomo mi było niewiele – moja wiedza na ten temat ograniczała się do stereotypowych żab czy ślimaków oraz kilku przepisów przywiezionych do Polski przez ciocię, w której domu się zatrzymaliśmy. Może właśnie dlatego jedzenie, które dla nas przygotowywano, było dla mnie sporym zaskoczeniem. Jest inaczej niż w Polsce, inaczej niż w reklamach, zupełnie inaczej niż w romantycznych filmach. A zresztą… przekonajcie się same.

Co zaskoczyło mnie w francuskiej kuchni? Warzywa

Nie wiem, dlaczego, ale myśląc o francuskiej kuchni zawsze miałam w głowie soczyste, pachnące słońcem warzywa i owoce. Może częściowo jest za to odpowiedzialna Podróż na tysiąc stóp i scena, gdy Marguerite stawia przed swoimi gośćmi tacę pełną pomidorów? Większość potraw, które spożywaliśmy, opierała się jednak głównie na mięsie, serach i węglowodanach. Sałatki? Owszem, ale raczej w formie lekkiej sałaty z sosem vinegraitte niż np. gotowanych brokułów. Wszystkie dania, których próbowaliśmy, były niezwykle smaczne, jednak mniejsza ilość warzyw była dla nas sporym zaskoczeniem. W naszym domu jemy ich bardzo wiele, często obywając się bez mięsa przez wiele dni. Potrawy mięsne to jednak najwyraźniej podstawa francuskiej kuchni.

Co zaskoczyło mnie w francuskiej kuchni? Ryż z masłem

Bardzo dużo – nie tylko w sosach i ciastach. Zupełnie niespodziewanym pomysłem było dodawanie go w trakcie gotowania makaronu lub ryżu. Nigdy bym na to nie wpadła a tymczasem smakuje to po prostu obłędnie. Dodatkiem do takich węglowodanów było z reguły mięso, ale ja widze je w towarzystwie ziół i suszonych pomidorów jako aromatyczny, lekki lunch.

Co zaskoczyło mnie w francuskiej kuchni? Francuzi rzeczywiście jedzą dużo sera

Wiecie, zawsze myślałam, że to jak z kutią na wigilijnym stole – niby wszyscy jedzą, ale jednak każdy polski dom ma do tego inne podejście. Chociaż podczas naszego pobytu za każdym razem po głównym posiłku pojawiała się na stole deska pełna różnych gatunków sera, byłam przekonana, że jest to uprzejmość naszych gospodarzy wobec polskich gości a nie codzienny rytuał. Po rozmowie z kilkoma Francuzami zmieniłam zdanie. Jeżeli jest jedna rzecz, jaką każdy z nich na pewno ma w swojej lodówce, bez wątpienia jest to ser. Są one spożywane codziennie, a większość osób bez trudu rozpoznaje swoje ulubione gatunki nawet spośród wielu serwowanych rodzajów.

Co zaskoczyło mnie w francuskiej kuchni? Podawanie ciasta z cydrem

Tak samo jak każdy rodzaj dania – ryby, sałatki, mięso – ma swój odpowiedni gatunek wina, z jakim powinno być serwowane, tak samo ciasto jest podawane… z cydrem. Napój ten w niczym nie przypomina tego, jaki możemy kupić w Polsce i nawet mnie, raczej nie gustującej w tym alkoholu, zdecydowanie przypadł do gustu. Jak się okazuje, cydr to trunek charakterystyczny dla francuskiej kuchni a w połączeniu z ciastem smakuje naprawdę doskonale. Muszę przyznać, że to naprawdę doskonałe połączenie!

Co zaskoczyło mnie w francuskiej kuchni? Zupa z pasztetu

W dużym uproszczeniu! Chociaż sama nazwa nie brzmi apetycznie, to nie chodzi tutaj o rozrobiony w wodzie pasztet podlaski, lecz o zupę foie gras. Foie gras to z kolei słynny gęsi pasztet – jest to zatem tak naprawdę zupa z gęsiny, wzbogacona o pokrojoną marchew, cebulę i kawałeczki pasztetu. Całość podano nam w pięknych, kamionkowych miseczkach z ciastem francuskim zapieczonym na wierzchu. Palce lizać!

Jak minął Wasz urlop? Miałyście kiedyś okazję kosztować francuskich potraw? Jakie były Wasze największe kulinarne zaskoczenia? Stęskniłam się za Wami i chętnie o nich posłucham!