Ja wiem, że jak z jednej strony słychać Walentynki to z drugiej od razu odzywają się głosy, że to komercyjne amerykańskie święto. Miłość trzeba celebrować codziennie i to prawda. Ale ja osobiście lubię ten dzień. Po latach grania twardzielki daję już sobie pozwolenie na to, by potrzebować ludzi w moim życiu. Miło przyznać to zarówno przed sobą samą jak i przed Wami: dlatego przed Wami lista rzeczy, których nie lubię robić sama. Absolutnie trzeba mi do nich innych ludzi. Choć część z nich jest raczej małego kalibru to pomyślcie, ile małych i dużych rzeczy byłoby sto razy trudniejszych bez wsparcia naszych bliskich. W pojedynkę jest szaro, a miłość to jak 5D, Dolby Surround ExpressInterCity w jednym! Dlatego mam nadzieję, że spędzicie Walentynki z kimś, kogo kochacie – mężczyzną, przyjaciółką, mamą lub tatą, może z Waszym dzieckiem lub psem? W końcu miłość niejedno ma imię. 🙂

 

Więcej na ten temat:

–> Najlepszy prezent dla mężczyzny (na Walentynki, na urodziny, na zawsze!)

–> Czy potrafisz być sama? Rozmyślania przy myciu zlewu.

–> Mam najlepszego chłopaka na świecie, czyli o tym, co dają związki (zapis rozmowy pomiędzy mną a Magdą na jej blogu Mowiacslowami.pl)

 

5 rzeczy, których nie lubię robić sama

 

Miejsce piąte wśród rzeczy, których nie lubię robić sama: Nie lubię kupować sobie sama biżuterii

Właściwie to ostatnią sztukę biżuterii kupiłam sobie sama na trzecim roku studiów. Nawet jeśli coś bardzo mi się spodoba, czekam aż dostanę to w prezencie na urodziny lub święta. Może to kwestia pragmatyzmu, bo biżuteria jest zawsze na końcu mojej listy wydatków. A może fakt, że osoby w moim otoczeniu mają dobry gust? Nie wyobrażam sobie jednak, że miałabym kupić sobie coś sama – zupełnie jakby to, że nie zrobił tego ktoś inny miało sprawić, że nowa błyskotka ucieszy mnie mniej. Dla usprawiedliwienia powiem, że zupełnie nie wiem skąd mi się to wzięło.

 

Miejsce czwarte wśród rzeczy, których nie lubię robić sama: Nie lubię chodzić sama na imprezy

Samotne wyjście do klubu albo wpadanie na domówkę, na której znam tylko gospodarzy? Albo, o zgrozo, pójście w pojedynkę na wesele? Zdecydowanie nie. Wprawdzie wiele takich imprez za mną ale chyba po dwudziestu siedmiu latach życia dotarło do mnie w końcu, że to nie dla mnie. Już nie staram się wszystkim na siłę udowodnić, że nawet najbardziej niespotykana kombinacja gości nie jest w stanie mnie przerazić. Odpuściłam sobie i w domowym zaciszu pielęgnuję mój introwertyzm a potrzeby imprezowe załatwiam zawsze w bezpiecznej (niewielkiej) odległości od mojego stada.

 

Miejsce trzecie wśród rzeczy, których nie lubię robić sama: Nie lubię być sama w naszym mieszkaniu w nocy

Gwoli ścisłości, w wynajmowanym mieszkaniu. I wcale nie dlatego, że się boję – no może troszkę… Jest mi wtedy po prostu pusto. Ciągle mi zimno i nie mogę się rozgrzać. Łóżko też jest jakby bardziej niewygodne i trudno mi zasnąć. Nic nie poprawia mi humoru. Tak już chyba jest, że człowiek szybko przyzwyczaja się do dobrego, do obecności ukochanych osób i tego, że zawsze można się do kogoś przytulić…

 

 

Miejsce drugie wśród rzeczy, których nie lubię robić sama: Nie lubię sama jeść ciasta

Czasami z tęsknoty piekę blachę szarlotki, gdy Szymon jest w delegacji. Innym razem pod wpływem impulsu wstępuję do Cukierni Sowa po moją ulubioną babeczkę kajmakową. To nie ma znaczenia – ciasto kojarzy mi się z domem, ciepłem, wspólnotą. Może to dlatego, że moja mama kocha piec i wszystkie rodzinne chwile zawsze były okraszone jej pysznymi wypiekami? Ilekroć w odruchu łakomstwa pochłonę coś dobrego w samotności zawsze w trakcie jest mi trochę smutno. To po prostu nie ma prawa tak wyglądać – ciasto oznacza towarzystwo. Jeśli dzieje się inaczej to coś jest nie tak. Koniec i kropka.

rzeczy których nie lubię robić sama, góry, alpy, podróże, czerwiec, radości

Miejsce pierwsze wśród rzeczy, których nie lubię robić sama: Nie lubię sama podróżować

No, chyba że pociągiem do rodzinnego domu! Wtedy każdy kilometr, wszystkie następujące po sobie etapy podróży i witanie się na nowo ze starymi okolicami to dla mnie święto. Za to każda inna samotna podróż, szczególnie za granicę, to dla mnie ogromny stres. Co jeśli się zgubię? Czy na miejscu na pewno sobie poradzę? Co jeśli mój pociąg/autobus/samolot się spóźni albo będzie odwołany? Ratunku, nie! Moja głowa produkuje miliony czarnych scenariuszy i już dawno nauczyłam się, że jedynym skutecznym lekarstwem jest… zabranie w podróż kompana. Nie jestem typem samotnego podróżnika i hołduję zasadzie, że nie musisz podróżować, aby być szczęśliwa.

 

Czego najbardziej na świecie nie lubisz robić sama? Podziel się tym w komentarzu i zobaczymy, czy jest to coś, co mamy wspólnego. 🙂