Znacie to uczucie kiedy po ciężkim tygodniu zapadacie się w wannie pełnej piany a potem powoli smarujecie ciało ulubionym balsamem? No właśnie ja też nie.

Nie chodzi o to, że nie mam w domu wanny. Po prostu nie za bardzo lubię dbać o siebie. Nie cierpię jak mi się dłonie albo stopy kleją a tego wklepywania balsamu to po prostu nie znoszę. Kłopot w tym, że #iwokeuplikethis nie jest dla mnie. Cały ten kosmetyczny arsenał jest mi niestety potrzebny.

Próbowałam oczywiście planować czas dla siebie, rozpisywać go na kolejne punkty i tak dalej żeby zmusić się do systematycznego dbania o urodę ale wszystko to było na nic. Mam jednak kilka swoich urodowych patentów, które na co dzień bardzo ułatwiają mi życie i pomagają utrzymać zadowalający stopień zadbania organizmu. Chcecie podpatrzeć coś dla Ciebie?

1) Balsam do ciała pod prysznic

Wyobraź sobie, że już nigdy nie będziesz wciskać się w spodnie tuż po nałożeniu balsamu ani kleić się do pościeli wieczorem. Nie będziesz musiała spędzać godziny w łazience na wsmarowywaniu balsamu w każdy centymetr kwadratowy skóry na ciele. Po prostu szybciutko nasmarujesz się przyjemnie pachnącym płynem pod prysznicem, przez chwilę poczytasz etykietkę szamponu, spłuczesz i… to już.
Na początku obawiałam się, że nawilżenie będzie kiepskie jednak wszystkie balsamy pod prysznic jakich do tej pory używałam sprawdzały się pod tym względem nieźle (a używałam Nivea i Eveline). Spokojnie pozwalają zredukować częstotliwość stosowania normalnego balsamu do kilku razy w tygodniu.

2) Kosmetyki w wersji mini

Tak, takie jak do samolotu. I tylko do samolotu bo na co dzień to niepotrzebny bajer – tak jeszcze do nie dawna myślałam. Ale wyobraź sobie te wszystkie odżywki, balsamy, dezodoranty, które musisz zabrać ze sobą w podróż. Pod koniec pakowania moja łazienka na ogół była kompletnie ogołocona a sama kosmetyczka ważyła kilka kilogramów. Nic dziwnego, że nie chciało mi się jej potem taszczyć w ramionach do cudzej łazienki (nie wspominając o czasie, jaki zajmuje użycie tego wszystkiego).
Mini kosmetyki (na zdjęciu macie balsam z Rossmanna) są lekkie i spokojnie wystarczają na kilkudniowy pobyt poza domem. Dodatkowo można pójść nawet o krok dalej i przygotować specjalną kosmetyczkę na wyjazdy, wypełnioną małymi buteleczkami i tubkami, zawsze pod ręką, by wrzucić ją do walizki wraz z parą skarpetek i ładowarką do telefonu. Planuję coś takiego stworzyć w najbliższym czasie.

3) Elektryczna tarka do pięt

Każdy, kto boryka się z suchą skórą (oraz wiele innych osób) zna ten letni koszmarek. Jeszcze gorsze jest ślęczenie z pumeksem w dłoni i mozolne ścieranie martwego naskórka. Zupełnie jak w kamieniołomie, a efekt i tak na ogół jest co najwyżej średni.
Taką elektroniczną tarkę od Scholla dostałam dwa lata temu na Gwiazdkę i od tamtej pory moje życie (szczególnie w sezonie na sandałki) naprawdę jest prostsze. Nie wspomnę nawet o tym, że taki zabieg trwa dosłownie chwilę.

4) Szczotka do masażu ciała

Czyli 3w1: balsam antycellulitowy, peeling do ciała i kawa o poranku. Wprawdzie nie jest to może najszybszy zabieg ale działa naprawdę fantastycznie i po początkowym okresie, kiedy skóra przyzwyczaja się do drapiących włosków staje się nawet przyjemny.

A wspominałam już, że zapobiega wrastającym włoskom?

5) Kosmetyki naturalne

Gorąco zachęcam Was do tego, żeby przynajmniej raz w życiu dać im szansę, szczególnie jeśli Wasza skóra czy włosy w jakikolwiek sposób sprawiają Wam problem. Naturalne mydło z nanosrebrem i kremy Make Me Bio to mój absolutny must have jeśli chodzi o pielęgnację twarzy. Gdyby nie one, pewnie nadal borykałabym się z uporczywym trądzikiem.

Poza tym naturalne kosmetyki nie zanieczyszczają środowiska i cudownie pachną.

6) Oleje

Do włosów, żeby wyglądały dobrze chociaż moja pielęgnacja ogranicza się do szamponu i naprędce spłukiwanej o piątej rano odżywki Garniera. Do twarzy, żeby ją nawilżyć i ukoić, ale też zmyć makijaż, jeżeli akurat zabrakło płynu micelarnego. Na suche skórki wokół paznokci. Jako dodatek do masek do kiepskich masek do włosów. Do płukania ust co rano, dzięki czemu pozbyłam się problemów z zatokami, mam ładniejszą cerę i bielsze zęby. Na blizny jako genialny Bio Oil.

Oleje mają mnóstwo zastosowań i są dość tanie. W dodatku jeżeli nie sprawdzą się na włosy lub twarz, na pewno znajdziesz dla nich inne zastosowanie. W najgorszym przypadku większość z nich możesz zużyć w kuchni.

 

Pewnie znalazłabym jeszcze wiele innych ciekawych i dobrych patentów oraz wspaniałych kosmetyków, ale bez tych powyżej nie wyobrażam już sobie mojej codziennej pielęgnacji. Też z nich korzystacie? A może znacie zupełnie inne kosmetyczne perełki? Dajcie znać!

P.S. W najbliższym czasie może mnie być mniej w blogosferze – za tydzień zdaję ważny egzamin i próbuję to połączyć z pracą i szeroko rozumianym dorosłym życiem. Ale po powrocie szykuję dla Was niespodziankę! Tymczasem w niedzielę o 12.45 trzymajcie za mnie kciuki. 🙂