Takie jak w dzieciństwie albo chociaż jak na tych zdjęciach sprzed trzech lat. Z zaspami po obu stronach drogi, przez które nie dałoby się otworzyć drzwi samochodu, gdyby ten nagle się popsuł. Z paprociami na szybach i soplami zwieszającymi się z dachu. Obowiązkowo z kuligiem przez zaśnieżony las. Chciałabym białe święta.

Białe święta, których teraz nie ma już nawet w piosence.

Takiej prawdziwie białej zimy w centralnej Polsce nie było już dawno. Zabrzmi to bardzo patetycznie ale za moich czasów… no właśnie, śnieg zawsze był już na moje urodziny w listopadzie. Najwspanialsze wspomnienia z dzieciństwa to jazda na sankach i trochę mi smutno, że teraz dzieci mają ku temu tak niewiele okazji. Przykro mi, kiedy przez trzy zimowe miesiące przez okno widzę tylko błoto i smog. Nie śnieg.

To skomplikowane…

Taki status ma mój związek z byciem eko i dbałością o środowisko. Myślę, że już na starcie było mi łatwiej, bo jestem z takiego domu, gdzie jak wychodzisz z pokoju na 5 minut to i tak gasisz światło. Dzieciństwo spędziłam na wsi, bawiąc się na dworze i ciesząc się bliskością natury – tym bardziej wiem, jak wiele mamy do stracenia. Na początku z rzek wyniosą się bobry i raki, znikną żółte porosty z murów i pni drzew. Przepadną moje ulubione miejsca, radość z kąpania się w czystej rzece i możliwość oglądania gwiazd na nocnym niebie. No i oczywiście białe święta. Bardzo tęskniłabym za tym wszystkim.

białe święta, las, blog, mikrożycie, mikrozycie, śnieg, zima, grudzień

Mnie też czasami się nie chce

Każdy tak ma. Bywa, że macham ręką na wszystko i wrzucam plastik z papierem do jednego worka. Wyrzucam zepsutą paczkę sałaty, z której nie uszczknęłam nawet listka. Albo tłumaczę sobie, że efekt cieplarniany nie wziął się od jednej foliowej torebki i zostawiam własną torbę na zakupy w domu. Takie wiecie, małe codzienne kompromisy. Niewinne udogodnienia. Bo przecież nie wyrzucam śmieci do lasu i nie kupuję w hipermarkecie obranych ziemniaków w foliowym opakowaniu. No to o co chodzi? Przecież to tylko jeden raz, to tylko ja, to taki drobiazg. Przecież wszystko jest w porządku, prawda? A prawda jest taka, że większość z nas stara się być w porządku, ale to nadal może być za mało.

Jeszcze piętnaście lat temu białe święta były co roku

Człowiek wywiera coraz większy wpływ na środowisko naturalne, coraz bardziej je przekształca i zmienia. Z roku na rok Dzień Długu Ekologicznego wypada coraz szybciej. Wystarczy też zajrzeć na stronę WWF, aby dowiedzieć się, że zwierzęta, o których uczono i uczy się w szkołach – pszczoła, ryś, tygrys czy foka – wymagają naszej natychmiastowej pomocy. Coś jest tutaj mocno nie tak i nasze bycie w porządku chyba nie sprawdza się tak, jak powinno.

Nawet jeśli to, czego nauczono nas w temacie ekologii już się nie sprawdza, to zobaczcie – dbanie o środowisko jest teraz łatwiejsze niż kiedykolwiek. Kilka lat temu trudno było dostać w sklepie pojemniki do segregowania śmieci w domu czy przyjazne środowisku środki czystości. W sieci jest wiele blogów inspirujących do oszczędnego, ekologicznego trybu życia. W księgarniach roi się od książek takich jak ta, które opowiadają o naturze – nie tak, jak na maturze z biologii, ale jak o domu, w którym nie było nas na tyle długo, że zapomnieliśmy, która szczoteczka do zębów jest nasza. I kiedy pomyślę o tym, że są ludzie, którzy na zakupy chodzą z własnymi pojemnikami na makaron, mąkę i kaszę to jakoś przestaję być dumna z tego, że zawsze zakręcam wodę przy zmywaniu naczyń.

Chciałabym, żeby nasz dom był bardziej przyjazny naturze. Nie chcę mieć poczucia, że to, w jaki sposób ja i moi bliscy żyjemy zaburza obecną w niej równowagę. Że bierzemy więcej niż jesteśmy w stanie oddać – bo przecież będziemy musieli jakoś spłacić ten dług. Wiadomo, że pewnych rzeczy nie przeskoczymy – jeździmy Dieslem i zapominamy tych toreb na zakupy. Chciałabym jednak częściej pokazywać na blogu, co udało nam się zmienić w nadziei, że kogoś to zainspiruje i komuś to pomoże.

Chcę ocalić świat, który znam

Świata, w którym na spacerze w lesie można spotkać łosia i zająca, nie trzeba się bać jeść znalezionych w lesie grzybów, można kupić w piekarni chleb ze złotą, chrupiącą skórką i pachnące słońcem jabłka na targu. Świat, w którym mamy błotniste przedwiośnie, ciepłe lato, złotą polską jesień i mroźną zimą. Białe święta i cienkie rajstopy zakładane do kościoła na Wielkanoc.

 

W przyszłym roku chciałabym poświęcić byciu eko więcej energii i czasu. Czeka mnie sporo pracy, ale cieszę się na myśl, że zrobię coś dobrego i już nie mogę się doczekać. A może zechcesz dołączyć do takiego wyzwania razem ze mną? Powiedz, co o tym myślisz w komentarzu.

 

P.S. Niezależnie od prognozy pogody czekam na białe święta w tym roku. Dam znać, czy będziemy takie mieć na Mazowszu!