Moje biuro znajduje się w sporym parku biznesowym, gdzie pojedyncze budynki oddzielone są od siebie parkingami i pasami zieleni. Na tych trawniczkach pojawiły się ostatnio płócienne leżaki. Ustawione w grupkach po trzy-cztery przyciągały mój wzrok, kiedy rano szłam do pracy a potem o nich zapominałam.

W piątek nic nie szło nam jak z płatka. Pogoda na zewnątrz była obłędna i ludzie po prostu nie mogli wytrzymać w czterech ścianach. Widok na jezioro i drzewa wcale nie pomagał – palce co chwila zacinały się na klawiaturach, lemoniada lała się strumieniami i nikt nie mógł uwierzyć, że minęło dopiero 5 minut. Kiedy wyszłam przed budynek po sprzedawane z samochodu onigiri okazało się jeszcze, że na placu między budynkami odbywa się firmową impreza na Dzień Dziecka! Była perkusja i ogromne bańki mydlane oraz milion atrakcji, których nie udało nam się zobaczyć. Musieliśmy wracać do pracy.

Wszystkie wpadłyśmy na ten sam pomysł. O 13.10 zabrałyśmy nasze jedzenie na zewnątrz, na na leżaczki. Niebo było błękitne, świeciło słońce, temperatura szalała. Ja usiadłam na trawie, a dziewczyny zdjęły buty i z radością zanurzały w niej bose stopy. Czułyśmy się zupełnie jak na wakacjach i wkrótce przestałyśmy rozmawiać o pracy. Czas płynął wolno – chociaż perspektywa powrotu do biura na jeszcze trzy godziny nie zachwycała to wszystkie czułyśmy, że wreszcie, może po raz pierwszy w tym tygodniu, udało nam się prawdziwie zrelaksować w trakcie lunchu.

Kiedy siedziałam na tej trawie nie mogłam przestać myśleć o tym, że początkowo zamierzałam pochłonąć jedzenie przy biurku lub usiąść w małym kuchennym kąciku bez okien. Dlaczego chciałam wybrać coś takiego zamiast tych leżaków, trawy i słońca?

Dlaczego my, ludzie, tak często decydujemy się na bylejakość kiedy mamy mnóstwo lepszych opcji dostępnych na wyciągnięcie ręki?

Powodów jest mnóstwo.

Czasami podświadomie uważamy, że bylejakość jest czymś normalnym. Myślimy to nie dla mnie, dla mnie samej szkoda czasu, nie będę się wygłupiać. W naszych oczach inni ludzie są warci wszelkiego zachodu ale nie potrafimy zastosować tych samych zasad do siebie samych. Często uważamy też, że powinnyśmy spełnić jakieś dodatkowe warunki zanim będzie nam wolno wyciągnąć ręce po coś lepszego. Znam wiele kobiet, które marzą o tym momencie, kiedy schudną do upragnionej wagi, planując kupienie sobie ładnych ubrań lub wizytę u dobrego fryzjera. A dlaczego nie zrobić tego już teraz?

Niekiedy wybieramy bylejakość za strachu. Boimy się, że jeśli zaczniemy się wychylać spotka nas coś złego – ze strony losu lub innych ludzi. Obawiamy się dodatkowo, że sami będziemy wtedy przyczyną naszego nieszczęścia. Tkwimy zatem w bezpiecznej bylejakości, o którą nikt nie może mieć do nas pretensji.

Czasami nie znamy niczego innego niż bylejakość. Być może do tej pory w naszym życiu spotykało nas niewiele dobrego lub brakuje nam dobrych wzorców w jakimś jego obszarze. To przypadek wielokrotnie sprawia, że tacy ludzie stykają się z innymi sposobami na życie, zachowaniami czy przykładami relacji. Przeżywają wówczas spore zaskoczenie – a to jednak można inaczej…?

Bywa, że bylejakość jest wyrazem naszego smutku, utraty motywacji.

Nie widzimy efektów naszych starań lub nie jesteśmy nimi usatysfakcjonowane i pozbawia nas to ochoty do dalszego kontynuowania tych działań. Zgoda na bylejakość jest wtedy jak wołanie mam dosyć, nie warto, i tak mi się nie uda, to nie ma sensu. W wielu przypadkach pod taką postawą kryje się jednak iskierka nadziei, pragnienie uzyskania wsparcia czy pomocy.

Zdarza się wreszcie, że bylejakość jest naszym sposobem na ukaranie samych siebie za rzeczy, których nie potrafimy sobie wybaczyć. Nie pozwalamy sobie na coś lepszego ponieważ kiedyś w przeszłości popełniłyśmy jakiś błąd, wyrządziłyśmy komuś krzywdę lub z naszej przyczyny stało się coś złego. Ta rana wciąż tkwi w nas i jest żywa, a my próbujemy wyrównać ten rachunek odmawiając sobie radości z życia.

Znam wiele osób, dla których zgoda na bylejakość jest sposobem obrony przed zazdrością, jaką czują wobec innych osób. Można sobie z nią poradzić poprzez zanegowanie tego uczucia oraz niebylejakości samej w sobie. Czujemy się wtedy moralnie lepsi od tych ludzi, którzy nie potrafią sobie odmówić przyjemności podczas kiedy my z pokorą zajmujemy się prawdziwym życiem.

Niezależnie od tego, z jakiego powodu wybieramy bylejakość jest coś, co łączy je wszystkie – są to nasze myśli o nas samych.

To, jakie mamy przekonania na swój temat, co o sobie myślimy i jak podchodzimy do samych siebie ma bezpośrednie przełożenie na to, czy wybieramy bylejakość. Dla odmiany, można przecież myśleć o sobie, że:

  • Zasługuję na wszystko, co najlepsze
  • Bycie szczęśliwą i spełnioną jest dla mnie bezpieczne
  • Sama decyduję o tym, jak wygląda moje życie
  • Moje działania przynoszą efekty, których dobre skutki obserwuję w swoim życiu
  • Wybaczam sobie i pozwalam sobie na dobre życie
  • Wszyscy jesteśmy równi a ja mogę być tak samo szczęśliwa jak inni ludzie

 

Być może słyszałaś już kiedyś o afirmacjach? Są to pozytywne, oznajmujące zdania w czasie teraźniejszym, których częste powtarzanie może nam pomóc w uporaniu się z pewnymi problemami, zmianie szkodliwych nawyków lub wzorców myślowych. Zgodnie z mechanizmem samospełniającego się proroctwa to, w co wierzymy staje się dla nas prawdą – same w podświadomy sposób poszukujemy sytuacji, które potwierdzą nasze wewnętrzne przekonania. Za pomocą afirmacji możemy przekonać się chociaż trochę do pozytywnych rzeczy a to zwiększa nasze szanse na doświadczenie czegoś dobrego w naszym życiu.

Jak pracować z afirmacjami? Przede wszystkim spokojnie i konsekwentnie.

Afirmacje warto powtarzać sobie w ciągu dnia jak najczęściej aby przyzwyczajać swój umysł do dobrej myśli. Ważne jest jednak także to, w jaki sposób to robimy. Jeszcze lepsze efekty przyniesie powtarzanie takich zdań w skupieniu, w trakcie kilku minut wyciszenia – aby tym bardziej przyswoić sobie daną treść.

W trakcie powtarzania afirmacji często doświadczamy oporu. W naszej głowie pojawiają się myśli o tym, że to, co robimy jest głupie lub bez sensu, co chwila coś nas rozprasza. Jest to całkowicie normalne zjawisko – jedynym lekarstwem na nie jest konsekwencja. Opór z czasem będzie malał a my zaczniemy zauważać, jak nasze życie zaczyna potwierdzać nasze nowe przekonania.

O afirmacjach warto poczytać więcej, jest to bowiem świetne narzędzie do wprowadzania zmian w naszym życiu. Dobrze jednak wiedzieć, że muszą one iść w parze z działaniem. Siedzenie na kanapie i powtarzanie w kółko afirmacji nie zmieni naszego życia. Mogą one jednak właściwie ukierunkować naszą uwagę na to, czego pragniemy doświadczyć. Pomogą uporać się z problemami, wykorzystać okazje, otworzyć się na dobro.

Dlaczego zatem nie rozpocząć długiego weekendu postanowieniem, że bylejakość będzie znikała z naszego życia? Głęboko wierzę, że wystarczy, jeśli postanowimy sobie że się zmienimy  i będziemy do tego dążyć. Naszą nową afirmacją może być jedno proste zdanie.

 

Wybieram dla siebie zawsze to, co najlepsze.

 

A co Wy myślicie o tej bylejakości w naszej codzienności? A może korzystałyście już z afirmacji i chciałybyście podzielić się tym, jakie były Wasze wrażenia z ich stosowania? Jak zawsze czekam na Wasze komentarze i życzę Wam udanego długiego (lub zupełnie zwyczajnego) weekendu!