Oficjalnie obwieszczam, że w tym roku wiosna nie nadejdzie. Tak przynajmniej myślałam we wtorek, kiedy wracałam od dentysty na piechotę i żałowałam, że nie mam czapki oraz rękawiczek. To są dni, kiedy nic się nie chce. Najchętniej leżałoby się w łóżku, gdzie jest ciepło i przytulnie.

Było mi tak zimno, że jak już dotarłam do domu to wiedziałam jedno – nie wiem skąd, ale po prostu muszę mieć pomidorową. Z lubczykiem i ryżem, taką jak u mamy. Zamiast tego była ta od Profi, też bardzo dobra, no ale kurczę.

Niby ciepło i przytulnie, ale coś jest nie tak. Olśniło mnie.

Dotarło do mnie, że przecież teraz sama jestem swoją mamą. Sama się muszę ładnie czesać, ciepło ubierać i prowadzać do różnych miejsc, w których powinnam się znajdować. Wszystko się zgadza, prawda? No ale nawalam w tej roli.

Jakimś cudem znalazłam się na dworze podczas minusowych temperatur bez czapki, rękawiczki i prospektu domowej pomidorowej w domu. Szczerze mówiąc, często mi się nie chce. Często przychodzę do domu i myślę, że jestem zbyt zmęczona, aby wykonać w ciągu dnia coś więcej niż pójście do pracy. Nie chce mi się ćwiczyć, nawet wykąpać niekiedy, co dopiero nasmarować balsamem. Moje ciepło i przytulnie załatwiam sobie niższym kosztem – rzuceniem się w wymiętej piżamie na kanapę, z tabliczką czekolady zamiast ładnej, świeżej pościeli, schludnej piżamki i talerza pysznej zupy.

Chociaż nie mogę powiedzieć, że się nie staram, bardzo staram. Ale do tego, co robiła moja mama, że mnie było ciepło i przytulnie, to moje staranie niestety nie dorównuje. Po całym dniu zajmowania się cudzymi dziećmi w pracy, z perspektywą zjazdu w weekend i brakiem takiej fantastycznej pralki, jakie można kupić dzisiaj na pewno mojej mamie nie chciało się czytać mi po raz trzeci Muzykantów z Bremy przed snem. A potem jeszcze raz i jeszcze raz.

Dla mamy byłam niekwestionowanym priorytetem. Dlaczego nie jestem nim dla samej siebie?

Wcale nie potrzeba wiele, żeby było ciepło i przytulnie. Trzeba się tylko zastanowić nad tym, co jest dobre i to robić, nawet jeśli nam się nie chce. Czasem ugotować najlepszy bulion warzywny i zamrozić na pomidorówkę, na zimne dni. Wrzucić do zamrażalnika te awaryjne warzywa na patelnię. Zjeść tylko wtedy, kiedy jestem głodna – sałatkę, nie chipsy. Iść spać wcześnie. Zabrać z domu parasol na wszelki wypadek. Zapisać się na kurs i nie prasować dopóki się nie skończy. Przytulić się do kogoś bliskiego zamiast przeglądania Facebooka.

Takie tam drobiazgi, ale z nich składa się miłość.

A ta pomidorówka ze zdjęcia – ani trochę mi się nie chciało, ale sama ją zrobiłam.

Jak to jest u Ciebie? Jak łatwo przychodzi Ci troszczenie się o samą siebie? Bo mam wrażenie, że wielu z nas sprawia to trudność… a co Ty o tym myślisz?