Uwielbiam oglądać zdjęcia jedzenia. To moja tajna broń jeszcze z czasów gimnazjalnych, kiedy zdjęcia błyszczących cwibaków i babek w kolekcjonowanych przez mamę Przepisach Czytelników pomagały mi przetrwać na diecie. Dzisiaj lubię przeglądać ładne fotki jedzenia na Instagramie i Pintereście. Te wszystkie #yummie, #foodporn, lodowo-kawowe koktajle ze Starbucksa i różnorodne muffiny zawsze budzą we mnie ochotę na coś pysznego. Coraz częściej natrafiam jednak na inne tagi: #cleaneating, #realfood czy #czystamicha. Zastanawiacie się o co chodzi? Bo ja bardzo – tym bardziej, że tak otagowane sałatki były pełne świeżych warzyw, kasz, jasnego mięsa i wyglądały niesamowicie apetycznie. Postanowiłam wtedy, że zainteresuję się clean eating nieco bardziej.

Clean eating można przetłumaczyć jako czyste jedzenie. Chodzi zatem o to, aby spożywać potrawy jak najmniej przetworzone, pozbawione chemicznych dodatków, sosów, nadmiaru soli oraz cukru. Jeśli zaczniemy analizować skład kupowanych przez nas produktów szybko zauważymy, jak wiele z nich zawiera te substancje w nadmiarze. Nie chodzi tu tylko o fast foody i słodkie napoje gazowane. Gotowa sałatka potrafi mieć nawet 300 kcal, z czego 99% to ociekający tłuszczem dressing. Z kolei cukier kryje się wszędzie – nawet w pomidorach i groszku w puszce.

Dlaczego tak wiele spośród spożywanych przez nas potraw zawiera dodatki, które mają poprawić ich smak? 

Osoby, które przechodzą na dietę lub zaczynają się zdrowo odżywiać często twierdzą, że zdrowe jedzenie jest pozbawione smaku i mdłe. Przez lata naszego życia przyzwyczailiśmy bowiem nasze kubki smakowe do podkręconych doznań i normalne jedzenie nie sprawia nam już takiej przyjemności. Wszystkie dodawane do żywności substancje mają za zadanie tak poprawić nasze odczucia smakowe, abyśmy chcieli ponownie kupić produkt, który nam je zafundował. Cukier czy wzmacniający  smak glutaminian sodu mają działanie uzależniające – sprawiają, że sięgamy po coraz mocniej ulepszone potrawy oraz częściej doświadczamy zachcianek, którym nie sposób się oprzeć.

Niestety, żadna z dodawanych do jedzenia substancji nie jest zdrowa. Wszyscy słyszeliśmy o szkodliwym wpływie na zdrowie cukru, soli, tłuszczy trans czy glutaminianu sodu. Spożywane w nadmiarze, mogą powodować choroby układu krążenia, otyłość, obciążać nasze organy wewnętrzne, przyczyniać się do obniżenia nastroju czy kłopotów ze strony układu pokarmowego, pogarszać stan naszej skóry i przyspieszać procesy starzenia a nawet… wywoływać nowotwory. Nie bez znaczenia jest też dla nas czynnik estetyczny, bowiem ulepszone potrawy są bardziej tuczące i powodują szybsze przybieranie na wadze.

Clean eating to sposób odżywania, który w dłuższej perspektywie nie tylko zapewni nam piękny wygląd, ale też zdrowie. I choć początkowo pozbawione chemii jedzenie może nam nie smakować, to na szczęście ten stan szybko mija.

Jak zresetować swoje kubki smakowe? 

Bardzo prosto – rezygnując ze sztucznych substancji, przestawiając się na jak najbardziej naturalne i proste jedzenie. Zrobiłam sobie taki detoks na początku tego roku, zainspirowana wpisem Basi o grzybach Candida. Chociaż nie udało mi się go przejść bez potknięć, to poza przetworzoną żywnością zrezygnowałam również z glutenu, cukru i laktozy.

Początkowo faktycznie jedzenie wydawało mi się mdłe. Po krótkim czasie zaczęłam jednak przyzwyczajać się do smaku nieprzetworzonego, prawdziwego jedzenia – a potem zauważać, jak wiele posiada wymiarów, jak bardzo jest złożony i przede wszystkim pyszny. Przełom nastąpił, kiedy z braku czasu nie przygotowałam sobie jedzenia do pracy i skusiłam się na koktajl ze stołówki. Niby tylko owoce, woda i miód – był tak słodki, że nie byłam w stanie go wypić. Większości kupujących go osób kompletnie to nie przeszkadzało.

Kiedy jedzenie naprawdę jest bez smaku… 

Jeśli zechcesz przestawić się na clean eating, nie tylko dosładzana i ulepszana żywność przestanie Ci smakować. Przekonasz się też, że zwykłe pomidory mogą ogromnie różnić się w smaku w zależności od tego, skąd pochodzą. Kupione w markecie będą mniej smaczne niż te z lokalnego ryneczku. Jeżyny importowane z Meksyku to nie to samo, co te zebrane prosto z krzaczka na mojej sekretnej polance nad rzeką. Nie wspominając już o mrożonych kurkach, które w niczym nie przypominają tych zebranych w lesie.

Różnica w smaku wynika z warunków masowej produkcji żywności. Często są to rośliny chemicznie pędzone, hodowane w małych skrzynkach. Wszyscy wiemy też, jak wyglądają hodowle zwierząt, których mięso czy jaja potem spożywamy – ciasne boksy, klatki mieszczące zwierzę w pozycji stojącej, stojące jedna na drugiej w setkach rzędów, ciemność, wzbogacana antybiotykami i hormonami pasza. Moja babcia jeszcze do niedawna hodowała kury sama. Dawała im do jedzenia otręby, suchy chleb oraz świeżutkie, rosnące nad rzeką pokrzywy. Miały do dyspozycji przestronny, przytulny kurnik oraz ogrodzony wybieg, gdzie przez cały dzień miały dostęp do świeżej wody i promieni słońca. Jest różnica, prawda?

Clean eating w wielkim mieście – jak jeść czysto, gdy nie mieszkasz na wsi?

Nie każdy z nas może sobie pozwolić na pomidory zerwane prosto z krzaczka, wiejskie jajka i mięso z lokalnej ubojni. Dla wielu z nas, szczególnie żyjących w mieście, kupienie dobrej jakości jedzenia to prawdziwe wyzwanie. Nie oznacza to jednak, że clean eating nie jest dla nas!

Zacznij od zakupów – dokładnie czytaj etykiety i skład produktów. Uważaj szczególnie na warzywa w puszce, jogurty i soki, które często zawierają dodatkowy cukier. Jeśli masz do wyboru kilka wersji danego produktu, porównaj ich skład i wybierz ten najzdrowszy. Ostrożnie należy też podchodzić do sklepowych ciast i słodyczy. Często są wręcz nafaszerowane chemią, która ma im zapewnić długą świeżość oraz atrakcyjny wygląd. Uważnie przyglądaj się również pieczywu, które kupujesz i staraj się wybierać to sporządzone na zakwasie.

Także w centrum miasta możemy mieć dostęp do lokalnych produktów. Rozejrzyj się po okolicy – w Poznaniu niemal każda dzielnica i każde osiedle ma swój ryneczek, gdzie ludzie z okolicznych wiosek sprzedają uprawiane przez siebie owoce i warzywa. Sklepy ekologiczne wyrastają jak grzyby po deszczu, a półki z produktami bio znajdziemy niemal w każdym supermarkecie (jeśli macie w pobliżu Netto, koniecznie zobaczcie, co mają w ofercie – moim zdaniem wybór zdrowej żywności jest tam bardzo szeroki). Zlokalizowanie dobrego sklepu mięsnego i miejsca, w którym kupimy dobry chleb zajęło nam trochę czasu, ale być może w Waszym przypadku świetny sklep czai się tuż za rogiem? Nie bójcie się też pytać sprzedawców o to, skąd pochodzą sprzedawane przez nich produkty.

Stałą dostawę świeżych, wiejskich produktów zapewnia nam rodzina. Jajka ze zdjęcia pochodzą od mojej kochanej cioci, która zawsze odkłada je dla mnie ilekroć przyjeżdżam do rodzinnego domu. Dzięki naszym mamom przez całą zimę możemy zajadać przepyszną paprykę konserwową oraz ogórki kiszone, a także zdrowe, naturalne wędliny. Jeżeli nie masz takich kontaktów, popytaj wśród znajomych. Być może ktoś z nich ma działkę albo rodzinę na wsi lub dojścia do okolicznych gospodarstw.

Warto uświadomić sobie, że największe znaczenie ma to, co my sami zrobimy z jedzeniem w swojej kuchni. Nawet najzdrowsze składniki nie pomogą nam, jeśli będziemy przyrządzać je w głębokim tłuszczu, z grubą panierką oraz mnóstwem soli. Spróbuj zastąpić smażenie grillowaniem, pieczeniem lub gotowaniem na parze. Jeśli jest Ci trudno oszacować ilość oleju potrzebną do smażenia, przelej go do buteleczki z atomizerem. W ten sposób dokładnie spryskasz tłuszczem całą patelnię, nie przesadzając jednocześnie z jego ilością. Zrezygnuj z dużej ilości soli czy cukru, sosów z torebki lub słoiczka oraz kostek rosołowych. Najprostszy i najlepszy obiad może składać się np. wyłącznie z kurczaka, brokułów i ugotowanej kaszy.

Czy ja mam czas na ten cały clean eating?

Nie będę Cię oszukiwać – zlokalizowanie miejsc, gdzie możesz kupić zdrowe jedzenie, codzienne gotowanie i pilnowanie tego, aby nie przeciążać swojego pożywienia kalorycznymi, niezdrowymi dodatkami zajmuje więcej czasu niż wrzucenie gotowej lazanii do piekarnika. Zdrowe jedzenie jest jednak naprawdę pyszne i Tobie też może smakować – a czy może być lepszy sposób na to, aby zainwestować w swoje zdrowie i ładny wygląd? Kiedy po kilku tygodniach detoksu zjesz świeży, domowy twarożek ze szczypiorkiem prosto z ogródka i bułeczką z małej piekarni, zrozumiesz, co mam na myśli. A jeśli nadal się wahasz i masz obawy to pozwól, że odpowiem na to jedno najważniejsze pytanie, które masz w głowie od początku lektury tego wpisu.

Czy już nigdy nie będzie mi wolno zjeść lodów i chipsów?

Jasne, że będzie Ci wolno! Uwierz mi jednak, że po jakimś czasie będziesz mieć na nie znacznie mniejszą ochotę. Ja też nie jestem w stanie ich sobie odmówić od czasu do czasu. Przez to, że na co dzień odżywiam się zdrowo, pofolgowanie zachciankom raz na jakiś czas nie wpływa na mój organizm negatywnie. Dzięki clean eating udało mi się schudnąć, pozbyć się trądziku oraz ograniczyć napady wilczego głodu. Jestem też radośniejsza i czuję się lekko, a nadal jem pyszne potrawy.

To co, zachęciłam Cię? Masz jakieś swoje patenty na zdrowsze jedzenie? Daj znać w komentarzu!