Jest taki serial, który oglądam zawsze, kiedy chcę pobyć sama – Cranford na podstawie powieści Elizabeth Gaskell. Jeśli jeszcze go nie znacie to koniecznie obejrzyjcie! Akcja toczy się w połowie dziewiętnastego wieku, w niewielkim angielskim miasteczku. Bohaterkami są głównie kobiety – niezbyt młode, niezamożne, w większości samotne. To one, przyjaciółki od czasów młodości, stanowią siłę napędową maleńkiej społeczności. Serial jest przezabawny i krzepi tak, jak długa wizyta u babci – idealny w okresie Świąt Bożego Narodzenia.

Cranford pozwala też uświadomić sobie bardzo ważną prawdę – kobieta rzadko w życiu jest sama.

Mężczyzna, to co innego. Ale my, kobiety, bez obstawy bywamy jedynie na zakupach w spożywczaku, po powrocie z pracy. Nasze zbiorowe chodzenie do toalety nieodmienne bawi kolejne pokolenia młodych chłopców. Potrafimy przez całe studia trzymać z osobami poznanymi na pierwszych zajęciach. Mamy swoje koleżanki od chodzenia na zakupy i na kawę w galerii handlowej. Tworzymy grupki w pracy i mówimy Dzień dobry sąsiadom. Poznajemy swoich mężczyzn i od tej pory my jesteśmy, a oni gdzieś nas zabierają, coś nam kupują i załatwiają. Mamy dzieci, którymi należy się zająć. Jeśli tego byłoby mało, na ogół są jeszcze rodzice oraz dalsza rodzina.

Znam mnóstwo kobiet, które czują dyskomfort na myśl o tym, że miałyby się gdzieś wybrać samotnie.

Wiadomo, dla innych każda z nas śmiało pójdzie nie tylko na pocztę, ale nawet w otchłań piekła. Chodzi o robienie czegoś przyjemnego. Czy kiedykolwiek byłaś sama w kinie, w teatrze, na lodowisku, w muzeum? Czy byłaś kiedyś sama na wczasach? Nie liczy się szybki lunch w przerwie od pracy – kiedy ostatnio świadomie sama wybrałaś się do ulubionej kawiarni?

Przyznam szczerze, że ja również albo nie robiłam tego wcale, albo było to bardzo dawno temu.

Kiedy myślimy o zrobieniu czegoś dla siebie przychodzą nam do głowy wyrzuty sumienia. Przecież mogłybyśmy wykorzystać ten czas bardziej produktywnie. Najlepiej byłoby poświęcić go innym, abyśmy tylko przez przypadek nie poczuły się jak egoistki. Obawiamy się, że będziemy się nudzić albo czuć niezręcznie. Zastanawiamy się, co pomyślą inni ludzie na widok samotnej kobiety w kawiarni. Może będą nam współczuć? I czy to w ogóle bezpieczne? Czy nie lepiej wybrać się w towarzystwie, tak na wszelki wypadek?

Codziennie obserwuję kobiety, które miękko przechodzą spod rodzicielskich skrzydeł tuż przed ołtarz. Żadna z nas nie chce być sama. Żadna z nas nie chce być nie tylko starą panną, ale nawet singielką na dłuższą metę. Często popadamy jednak w drugą skrajność i kompletnie przestajemy poświęcać sobie czas. Nasi bliscy to przecież nie tylko problemy i ośmiotysięczniki prania do poskładania. Zachowujemy się zupełnie, jakby o siebie wolno nam było zadbać na ostatnim miejscu. Umówmy się, na to nigdy nie starcza już czasu.

Przykre, że kiedy dorastamy, przestajemy się nad sobą zastanawiać.

Oddajemy odpowiedzialność za nasze życie ludziom wokół nas i czekamy, aż odgadną i zaspokoją nasze pragnienia. Słynne dowcipy z cyklu powinieneś się domyślić nie wzięły się przecież z powietrza. Stopniowo zaczynamy żywić urazę do całego świata, bo nie zaspokaja naszych potrzeb. Można tak nieszczęśliwą spędzić całe życie, nigdy nie dowiadując się, jaki smak lodów lubimy najbardziej.

Codziennie obserwuję kobiety, którym nie został nikt, o kogo mogłoby się troszczyć. W średnim i starszym wieku, wdowy, rozwiedzione, samotne, z dziećmi na drugim końcu Polski. Chodzą do teatru, do kosmetyczki, ćwiczą z kijkami, mają przyjaciółki od kawki i wiśniowej naleweczki, a nawet latają balonem. Zastanawia mnie wtedy, dlaczego większości z nas tak trudno jest pogodzić siebie z życiem dookoła.

Nadal żyjemy w społeczeństwie, w którym prędzej ktoś nas pochwali za to, że się zaharowujemy i poświęcamy dla innych niż karze odłożyć odkurzacz i zrobi herbatę.

Pomijając same siebie mamy pewność, że nikogo nie urazimy. Nie wzbudzimy niezadowolenia, nie będziemy się wychylać. Wierzymy w sprawiedliwość i to, że nasze poświęcenie zostanie dostrzeżone, a my same będziemy mogły liczyć na opiekę innych. To bardzo wyczerpująca postawa – dużo trudniejsza niż poświęcenie samej sobie 30 minut dziennie.

Na początku z pewnością będzie trudno. Poczucie winy i strach będzie Cię męczyć, bliscy mogą się zdziwić. Obejrzyj sobie wtedy Powrót do Cranford. Zwróć uwagę na scenę, w której panna Matty w końcu decyduje się założyć wymarzony turban. Zdradzę Ci spoiler: była szczęśliwsza a świat się nie zawalił. Tak samo będzie z Tobą.

P.S. Wiem, że zdjęcie kiepskiej jakości, ale mam do niego wielki sentyment. 🙂

Życzę Wam, abyście znalazły chwilę dla siebie nawet w przedświątecznym zabieganiu. Będzie mi miło, jeśli dacie znać, co myślicie o tym wpisie w komentarzach!

 


Jeżeli spodobał Ci się ten wpis i chcesz być na bieżąco z nowościami na blogu, zajrzyj do mnie też tutaj:

[DISPLAY_ULTIMATE_PLUS]

Zapisz