Stało się! Wytrwałam w poście doktor Dąbrowskiej nieco ponad dwa tygodnie i rozpoczęłam niezwykle ważny etap wychodzenia z postu. Na blogu pojawiło się podsumowanie efektów po pierwszym tygodniu stosowania, ale chciałabym, żebyście miały pełny obraz tego, jak dieta doktor Dąbrowskiej może wyglądać. Mam nadzieję, że ten post Wam się przyda – dajcie koniecznie znać, jeśli macie za sobą lub planujecie post warzywno-owocowy.

Po informacje o założeniach tej diety, o tym dlaczego się na nią zdecydowałam oraz efektach po pierwszym tygodniu zapraszam Was serdecznie do tego posta:

–> Dieta doktor Dąbrowskiej – na czym polega? Efekty po pierwszym tygodniu stosowania

 

Dieta doktor Dąbrowskiej – jak upłynął mi drugi tydzień postu warzywno-owocowego?

Po pierwszym tygodniu moje samopoczucie było bardzo dobre i utrzymywało się na tym poziomie przez cały post. Czułam się jednak nieco słabsza – potrzebowałam więcej snu i momentami snułam się smętnie po domu zamiast tryskać energią. Spodziewałam się raczej wybuchu sił witalnych zamiast trybu zombie ale widocznie tak działała na mnie obniżona kaloryczność posiłków. Do negatywnych skutków muszę też niestety zaliczyć stan skóry, która wprawdzie stała się gładka i promienna ale za to sucha niczym papier.

Kryzysy również się pojawiały – nie tak spektakularne jak pod koniec pierwszego tygodnia ale jednak. Tym razem najczęściej objawiały się osłabieniem, lekkim stanem podgorączkowym, pogorszonym samopoczuciem i dolegliwościami ze strony układu pokarmowego. Wystąpiły około 10-ego i 13-ego dnia postu.

Nie zauważyłam dalszych zdrowotnych objawów ani nowych korzyści ze stosowania postu. Najbardziej widocznym skutkiem była utrata wagi – łącznie w trakcie 16-dniowego postu straciłam 5 kilogramów.

 

Dieta doktor Dąbrowskiej – drugi tydzień – największe zaskoczenie

Tym, co kompletnie różniło ten tydzień od poprzedniego i bardzo mnie zaskoczyło była… kompletna zmiana smaków. Nie miewałam już zachcianek na ciasta czy węglowodany, jedzenie stało mi się obojętne. Gdybym mogła, jadłabym tylko cukinię i jabłka. Z trudem zmuszałam się do picia soków warzywnych, jedzenia szpinaku czy warzyw gotowanych na parze. Myślę, że z tego powodu jadłam też sporo mniej niż powinnam, co pewnie przyczyniło się do mojego gorszego samopoczucia. Dowiedziałam się zresztą w facebookowej grupie, że część osób obserwuje podobne objawy pomiędzy drugim a trzecim tygodniem postu. W miarę kontynuowania postu wstręt do warzyw podobno ustępuje.

Kolejnym zaskoczeniem było dla mnie to, jak poprawiła się moja świadomość sygnałów płynących z ciała. Jest mi łatwiej odróżnić, czy jestem rzeczywiście głodna czy np. znudzona. Lepiej rozróżniam co mi smakuje a co nie oraz jak wpływa na moje samopoczucie to, co zjadłam. Ustabilizowały się nieco pory spożywania przeze mnie posiłków. Bardzo brakowało mi rutyny i większej wiedzy w tym zakresie jednak kompletnie nie spodziewałam się, że post może tutaj pomóc. Tym bardziej to pozytywna zmiana!

 

Dieta doktor Dąbrowskiej – co dalej?

Kolejnym etapem po zakończeniu diety jest wychodzenie z postu. Polega na powolnym zwiększaniu kaloryczności posiłków oraz zakresu produktów aż dojdziemy do zdrowej diety, opartej na warzywach, owocach i produktach pełnoziarnistych, o kaloryczności odpowiadającej naszej masie i stylowi życia. Wychodzenie uznaje się za ważniejszy etap niż nawet sam post i warto ściśle trzymać się podanych zasad, aby utrzymać zdrowotne efekty i nadal obserwować spadek wagi. Istnieją dwie metody wychodzenia – stara i nowa. Z tego, co widzę, ta druga ma więcej zwolenników a dokładne zasady znajdziecie między innymi w tej książce.

Oznacza to jedno: nie od razu po zakończeniu postu można jeść co się tylko chce i nie należy po nim wracać do starych nawyków żywieniowych. Jest niestety jeden szkopuł, który pokrzyżował mi nieco plany – w sobotę czekała mnie rodzinna impreza, na której nie wypadało mi nie skosztować tortu i jedzenia na stole. Od poniedziałku kontynuuję jednak wychodzenie z postu zgodnie z założeniami diety. Mam nadzieję, że dzięki temu nowy kilogram, który został moją pamiątką po imprezie zniknie bezpowrotnie.

 

Jak wygląda dieta doktor Dąbrowskiej od kuchni?

Czyli informacje, których szukałam przed rozpoczęciem postu i nigdzie nie mogłam znaleźć. 🙂 Bo kiedy czytamy o tej diecie wszystko, co można znaleźć to zachwyty nad utratą wagi, zdrowotnymi korzyściami i tym, jak śmieciowe jedzenie przestaje po niej smakować. Zdaję sobie sprawę, że brzmi to nierealistycznie. Chciałam Wam zatem opisać mój drugi tydzień na diecie, który nie był tak kolorowy jak większość relacji z tego okresu, które czytałam. Chciałam też opowiedzieć Wam szczerze o tym, jak udało mi się przejść dietę przy „normalnym”, codziennym trybie życia.

Zaczęłam ją jednak na urlopie. 🙂 Dzięki czemu mogłam przetrwać najgorsze dni i kryzysy poza biurem. Bardzo polecam to rozwiązanie – bo kiedy boli głowa, jest Ci słabo, ciągle śpisz i marzysz o czekoladzie trudno skupić się na pracy. Po powrocie do biura było mi zdecydowanie łatwiej trzymać się diety ze świadomością, że wytrwałam w niej już tydzień. Na szczęście w stołówce mamy pod dostatkiem jabłek i soku pomidorowego. Wszelkie „większe” posiłki przygotowywałam dzień wcześniej i zabierałam ze sobą. Co najczęściej? Zupy, sałatki i frytki z selera lub gotowane warzywa.

 

Dieta doktor Dąbrowskiej – czy mój chłopak był na diecie razem ze mną?

Nie. W naszym domu to ja zazwyczaj przygotowuję posiłki więc zdarzało mi się nie tylko przygotowywać jedzenie dla siebie ale też obiad dla niego tego samego dnia. Moje posiłki były jednak na tyle proste i nieskomplikowane, że robiły się w zasadzie same. Mam nawet wrażenie, że właśnie przez to i to, że normalne obiady starczały Szymonowi na dwa dni gotowałam na poście nawet mniej niż normalnie.

Czy przeszkadzało mi przygotowywanie normalnego jedzenia, którego nie mogłam zjeść? I tak, i nie. Na początku oraz mniej więcej w połowie postu miałam ogromną ochotę na coś normalnego. Jednak im dłużej, tym łatwiej było opierać się pokusie. Moje zachcianki przeniosły się wtedy z pizzy i słodyczy na zdrowe jedzenie. Marzyłam o chlebie z hummusem i owsiance. Doszło nawet do tego, że kiedy jednego dnia Szymon zamówił pizzę jej zapach… po prostu mnie drażnił. Przy okazji imprezy w weekend miałam też małe podejście do jedzenie w fast foodzie i… kompletnie mi nie smakował. Nie dokończyłam nawet swojej porcji. A zatem historie o zmianie smaku to kompletna prawda. 🙂

 

Dieta doktor Dąbrowskiej – czy zdarzyły mi się w kuchni jakieś niewypały?

Podejrzewam, że nawet więcej niż tych udanych dań. 🙂 Na moim talerzu królował między innymi przesolony bigos, obrzydliwy krem z białych warzyw, którego nie zdołałam przełknąć oraz niedogotowana kapusta, przyrządzona w ilości hurtowej. Moja pizza z kalafiora wyszła zbyt miękka a kapuśniak zbyt kwaśny. Gdybym to dzisiaj miała podchodzić do postu po raz pierwszy na pewno sięgnęłabym po sprawdzone przepisy z internetu i przećwiczyła kilka z nich wcześniej.

Czy w trakcie postu jadłam potrawy, które znajdą się w moim menu na stałe? Oj tak. 🙂 W dużej mierze były to jednak powroty do starych ulubieńców, o których zapomniałam już, jak bardzo mi smakują. Uwielbiałam pomidorową, grillowaną cukinię i bakłażana, sałatkę z pomidora, papryki i ogórków kiszonych. W podróży pociągiem świetnie sprawdził się koktajl z jabłka, natki pietruszki i soku z cytryny. Lazania z cukinii wymaga nieco udoskonalenia ale zapowiada się bardzo dobrze, podobnie jak pizza z kalafiora. Moją absolutną miłość odkryłam jednak ostatniego dnia postu – tarte jabłko i marchewka z cynamonem. Czuję, że to będzie moje ulubione śniadanie w okresie jesienno-zimowym.

 

Dieta doktor Dąbrowskiej – czy poleciłabym ją bliskim?

Już to zrobiłam – opowiedziałam o niej w rodzinie, napisałam o niej Wam. 🙂 Naprawdę myślę, że to świetny sposób na poprawę zdrowia, samopoczucia i sylwetki. Efekty były niesamowite i jestem pewna, że będę powtarzać post po dozwolonym okresie przerwy. Dzisiaj wiem jednak, że do tej diety trzeba się dobrze przygotować, aby była łatwa i sprawiała nam przyjemność. Będzie znacznie prościej, jeśli zgromadzisz sporo przepisów i nastawisz się na czas tylko dla siebie, w trakcie którego będziesz się uczyć swojego organizmu.

To chyba najważniejsze, co mi dała – umiejętność wsłuchiwania się w swoje ciało i rozumienia tego, co chce mi przekazać.

 

Jestem bardzo ciekawa, czy po moim pierwszym poście o diecie któraś z Was postanowiła się jej podjąć – jeśli tak, koniecznie dajcie znać, jak Wasze wrażenia. Trzymam kciuki! 🙂