Mam w szafie trzy sukienki na specjalne okazje. Pierwsza jest kremowa, ze wstawkami z koronki i gołymi plecami, druga cała koronkowa, czarna, a ostatnia to bladoróżowa mini idealna na wesele. Kremową miałam ostatnio na sobie sześć lat temu, trzecią cztery lata temu a tej czarnej nie założyłam nigdy (ale raz pożyczyłam ją szwagierce). Wbrew temu, co głoszą minimalistyczne blogi modowe, nie pozbyłam się ich jednak – kiedyś na pewno będę je jeszcze nosić. Przecież jeszcze zamierzam cieszyć się z małych rzeczy!

 

Brzmi znajomo?

 

Rozmawiam z koleżankami, czytam Was, dziewczyny, w internecie i wiem, że jest nas więcej. Dziewczyn, które trzymają w szafie sukienki na „po ciąży” i „na randkę z tym Jedynym” Kobiet, które dostają w prezencie fantastyczne kosmetyki i nawet nie wyjmują ich z pudełka „bo szkoda na co dzień”. Takich, które dojadają po dzieciach i mężu resztki bułek żeby się jedzenie nie marnowało. Tych, które chciałyby carpe diem i cieszyć się z małych rzeczy jak Sylwia Grzeszczak tylko jakoś tak… szkoda im tego wszystkiego. Bo dla kogo? Dla siebie?

Często patrzę na piękne buty na sklepowej wystawie i myślę właśnie w ten sposób. Albo, że nie zasłużyłam, bo znowu brownie z zakalcem i fakap w pracy. Czasem myślę, że nie jestem jeszcze gotowa, bo gdy wybija czternasta nie czuję każdym atomem mojego ciała, że chcę na obiad sałatkę. Ja wiem, że chcę pizzę. Życie codzienne to przecież nie towar luksusowy – to siedzenie na kanapie jeszcze tylko dzisiaj a od jutra już nie. Bywa też, że zwyczajnie martwię się, co ludzie powiedzą. Może też masz tak samo?

 

A zmiana nadejdzie nad ranem.

 

Obudzisz się któregoś dnia i poczujesz, że teraz już możesz. Twoje śniadania staną się przyjemniejsze o widok ulubionego kubka i zapach naprawdę dobrej kawy. Będziesz piękniejsza o wszystkie wklepane w cellulit balsamy, mądrzejsza o każdą przeczytaną książkę, zdrowsza o każdą wizytę u lekarza, która wreszcie będzie naprawdę ważna. W kalendarzu zapiszesz wszystkie zajęcia pilates i wiele razy przekładane kawy z przyjaciółką. Wstaniesz z łóżka i uświadomisz sobie, że zasłużyłaś. Już jesteś gotowa na to, by wreszcie cieszyć się z małych rzeczy.

Widzisz, dokąd zmierzam? To tak wcale nie działa!

 

Większość z nas czeka z lepszym życiem na moment, kiedy stanie się lepszą wersją samych siebie. Prawidłowa kolejność jest odwrotna.

 

Jeśli przeczytasz tę książkę dzisiaj to jutro będziesz nieco mądrzejsza. Miły poranek to czas na wypicie kawy, rozciąganie i pyszne śniadanie. Pieniądze wydane na kurs to nowe umiejętności. Dbałość o to, by znajdować czas dla przyjaciół zaowocuje spokojem ducha i szczęściem. Smarowanie dłoni kremem przyniesie Ci ładną skórę. Nie możemy oczekiwać, że osiągniemy lepsze życie, gdy wszystko, co je tworzy odłożymy na przyszłość. Nie możemy oczekiwać, że będziemy lepsze, jeśli będziemy wieść kiepskie życie. Jesteśmy tylko tak dobre, jak dobre jest to, co robimy po powrocie z pracy do domu w ponury jesienny dzień.

Wiecie, ja nie wiem, po co my to robimy. Magazynujemy te balsamy do ciała, te kupony rabatowe i zdjęcia na Pintereście. Te przepisy i kiecki z liceum, raz założone na wielkie wyjście. Meblujemy swoje życie dla kogoś, kto ma prawo korzystać z tego wszystkiego. Do głowy nam nawet nie przyjdzie, że tym kimś jesteśmy my same.

 

Dziewczyna, która nauczy Cię cieszyć się z małych rzeczy… to Ty.