Skończył się – nie tylko grudzień, ale i cały 2017 rok. Zastanawiałam się, czy napisać tu posumowanie ubiegłego roku, ale po namyśle stwierdziłam, że wolę zrobić to w krótszej formie na Facebooku (zerknij tutaj). Na blogu zaś tradycyjnie opiszę Wam miniony miesiąc – a grudzień był pełen wrażeń i naprawdę sporo się działo. Zróbcie sobie herbatkę, kawę lub gorące kakao, wyciągnijcie resztki jakichś sylwestrowych przysmaków i przeczytajcie o tym, co się u mnie działo.

W grudniu nie próbowałam nawet walczyć ze wszechobecnymi smakołykami i po prostu odpuściłam trochę. Moc słodyczy, a wśród nich ta przepyszna czekolada, czekała na mnie w mojej etatowej pracy – takie nasze świąteczne tradycje.

czekolada, cukiernia sowa, czekolada z drażetkami, grudzień, blog, mikrożycie, mikrozycie

Po raz pierwszy w tym roku postanowiłam też upiec pierniki i ciasteczka. O ile przepis na te drugie ciastka to znowu genialne kruche ciasto Basi Szmydt to pierniki robiłam pierwszy raz i bałam się, że będą twarde. Nic podobnego – korzystałam z tego przepisu, dzięki dodatkowi drożdży pierniczki są bardziej puszyste. Zapach przyprawy korzennej i maślanych ciasteczek unosił się w mieszkaniu cały dzień i przypominał nam o tym, że już za chwilę Wigilia.

pierniczki, ciasteczka, święta, boże narodzenie, grudzień, blog, mikrożycie, mikrozycie

Wspominałam już na blogu mimochodem, że zawsze obchodzimy więcej niż jedną wigilię. Co roku w okolicy świąt odwiedzamy mój rodzinny dom i dom Szymona. Tym samym grudzień mija nam w sporej części na podróżowaniu – tak to jest kiedy się pochodzi z dwóch różnych regionów Polski. 🙂 Pewną przyjemną rzeczą, która z tego wynika jest fakt, że świąteczne potrawy w naszych rodzinnych domach są dosyć różne. Bardzo lubię to, że zawsze mamy możliwość skosztowania bardzo różnych potraw, zwłaszcza że jestem ogromną fanką menu wigilijnego w każdej postaci.

Lubię atmosferę, która towarzyszy podróżowaniu do domu na święta – pakowanie najlepszych ubrań, upychanie do torby prezentów… W tym roku pierwszy raz wybraliśmy się w trasę samochodem. Lubię słuchać naszej własnej składanki w trasie, otulać się szalikiem i oglądać świąteczne dekoracje w cudzych oknach. Uwielbiam szybkie postoje na przypadkowych stacjach benzynowych, wypijaną pośpiesznie kawę, która dziwnym trafem zawsze jest znakomita. Wreszcie, lubię to radosne podekscytowanie, kiedy krajobraz za oknem staje się coraz bardziej znajomy.

Choinka w domu moich rodziców wyglądała w tym roku tak.

choinka, żywa choinka, święta, boże narodzenie, grudzień, blog, mikrożycie, mikrozycie

Poza przygotowaniami do świąt i korzystaniem z uroków tego miesiąca, grudzień to też czas kiedy dbaliśmy o relaks po pracy. Tradycyjnie oznaczało to między innymi odkrywanie uroków Netflixa – z tej okazji wyszperaliśmy prawdziwą serialową perełkę! Dark to kolejna udana historia z klimatem małego miasteczka i zaginionym nastolatkiem w tle, która zachwyci wszystkich fanów Stranger Things oraz innych mrocznych seriali. Na początku trudno było mi się wczuć się w klimat niemieckiej produkcji, ale szybko okazało się, że w gruncie rzeczy jest on nam bardzo bliski, a serial totalnie mnie pochłonął. Zaufajcie mi, po prostu musicie to zobaczyć!

Od trzech lat grudzień to również dla nas miesiąc pod znakiem Gwiezdnych Wojen. W drugi dzień świąt zawsze oglądamy jakiś film z tej serii. W tym roku nie wytrzymaliśmy jednak tak długo i obejrzeliśmy Ostatniego Jedi już wcześniej. Wiem, że nie każdy jest fanem tego uniwersum, ale dla mnie był to naprawdę świetny film, z rewelacyjną grą aktorską głównych postaci, uniwersalnymi wątkami o walce dobra ze złem i ciekawymi efektami specjalnymi. W takich klimatach czuję się jak ryba w wodzie, chyba jeszcze nie wyrosłam po prostu z bycia nerdem. 🙂

O białych świętach mogliśmy tylko pomarzyć ale nawet bez śniegu zima może być piękna. W jeden z cudownych końcoworocznych poranków jechaliśmy samochodem przez las tuż przed wschodem słońca. Światło malowało chmury na różowo i stopniowo napełniało las coraz większą ilością światła. Ziemia pokryta była szronem. Coś pięknego – możecie podejrzeć poniżej.

las, droga, wschód słońca, zima, grudzień, blog, mikrożycie, mikrozycie

Takie zachody słońca z kolei zawsze przypominają mi wieczorne powroty do domu po całodziennym szaleństwie na sankach. Więcej o moich ulubionych zimowych zabawach z dzieciństwa pisałam w tym poście. 🙂

choinka, ozdoby, święta, zima, grudzień, blog, mikrożycie, mikrozycie

A co do dzieciństwa – w przyszłym roku spełni się jedno z moich odwiecznych marzeń czyli… lot szybowcem! Był taki czas, że marzyłam o licencji pilota i nadal jestem bardzo podekscytowana na myśl o tym, że znajdę się w maleńkim samolocie, dryfując nad ziemią… Sama pewnie odkładałabym realizację tego marzenia w nieskończoność, na szczęście z pomocą przyszedł Święty Mikołaj w zmowie z Szymonem. Prezent na razie czeka w szufladzie na rozpoczęcie sezonu szybowcowego – na pewno dam znać, kiedy umówimy się na konkretny termin! 🙂 Swoją drogą, są może wśród moich czytelniczek dziewczyny, które mają za sobą podobne doświadczenie? Jestem bardzo ciekawa, jakie były Wasze wrażenia. 🙂

prezent, marzenie, voucher, giftcard, blog, mikrożycie, mikrozycie, grudzień

Miłym zaskoczeniem była również dla mnie wygrana w konkursie na blogu Dom na Obcasach. Nagrody pokazywałam Wam już na Instagramie – póki co czekają jeszcze na przetestowanie ale na pewno mogę przyznać, że płyny pachną mocno i bardzo ładnie.

miś coccolino, coccolino, intense, wygrana, konkurs, blog, mikrożycie, mikrozycie, grudzień

Inną miłą niespodzianką tego miesiąca było odkrycie fantastycznego kosmetyku na blizny. Jeśli borykacie się z pozostałościami po trądziku, rozstępami lub innymi bliznami, koniecznie wypróbujcie to serum. Nie należy do najtańszych ale jest warte swojej ceny i mówię to ja – dziewczyna, dla której oparzenia i inne wypadki są chlebem powszednim. 😉

Po zabieganym początku miesiąca udało mi się wygospodarować trochę czasu na lekturę i rozprawić się z książkami, które dostałam na urodziny. Na pierwszy ogień poszła cieniutka pozycja autorstwa Jonathana Carrolla. Uwielbiam jego powieści za ich magię, nieoczekiwane zdarzenia i zbiegi okoliczności oraz ukryte głębokie przesłanie. „Ucząc psa czytać” jest dokładnie taką książką i czytało się ją bardzo przyjemnie.

Zdecydowanie mogę Wam również polecić „Białowieżę szeptem„, choć to pozycja z zupełnie innego gatunku. Mamy tutaj zbiór reportaży o Puszczy Białowieskiej pokazanej z perspektywy związanych z nią ludzi. Dzięki rozmowom z mieszkańcami i przedstawieniu licznych anegdot można lepiej zrozumieć prawa rządzące społecznością Białowieży. Pozwala to również lepiej zrozumieć i zbliżyć się do Puszczy, która wywarła ogromny wpływ na historię tamtego regionu i mentalność jego mieszkańców. Nie brakuje również informacji o przyjezdnych, którzy dodawali Białowieży kolorytu i kształtowali jej losy – takich jak choćby Simona Kossak. Tę książkę czyta się jak najlepszą powieść o Dzikim Zachodzie, z tym większą przyjemnością, że dotyczy miejsc tak nam bliskich i kultur doskonale nam znanych.

Wreszcie, w grudniu udało mi się spotkać z przyjaciółką. Niby nie działo się u nas zbyt wiele i nie minęło zbyt wiele czasu od ostatniego spotkania, ale każda z nas wróciła do domu doładowana pozytywną energią. Babskie wsparcie, kobiece spojrzenie na pewne sprawy, zrozumienie – to wszystko jest ogromnie ważne! Nie wspominając już o naszej ulubionej poznańskiej kawiarni, której atmosfera zawsze sprawia, że jest mi ciepło na sercu – Sweet Surrender. Koniecznie zajrzyjcie tam, jeśli będziecie kiedyś w pobliżu. 🙂

kawa z przyjaciółką, kawa, blondie, sweet surrender, grudzień, blog, mikrożycie, mikrozycie

I tak wyglądał mój grudzień – miesiąc, który okazał się bardzo przyjemnym i spokojnym choć wcale się na taki nie zapowiadał.

A jak Wam upłynął grudzień? Jak minęły Wam święta i Sylwester? Napiszcie koniecznie, co u Was słychać!