Czyli wszystkie słodycze z osiedlowego moje! Bywa tak, że to już końcówka tygodnia i mam ochotę na kobiece filmy. Czasami chcę zaszyć się w domu nawet wtedy, kiedy na dworze jest ciepło i świeci słońce.  Chcę oglądać jak ludzie zmieniają swoje życie. Chcę się wzruszać albo cieszyć dobrym zakończeniem. Może trochę pośmiać, mocno zainspirować ale przede wszystkim – odpocząć. I takie właśnie kobiece filmy zebrałam dzisiaj dla Was w tym zestawieniu. Będzie też z naturą i poszukiwaniem samej siebie w tle bo umówmy się – która z nas nie ma czasami ochoty pieprznąć tym wszystkim i wyjechać w Bieszczady?

Kobiece filmy o życiu w zgodzie z naturą i z samą sobą

Miejsce pierwsze: Nigdy w życiu

blog. mikrożycie, mikrozycie, kobiece filmy, nigdy w życiu

Żródło: http://www.telemagazyn.pl/film/nigdy-w-zyciu-632315/

Pisałam Wam już o tym filmie w tym wpisie (klik) i zaskoczyło mnie, jak wiele dziewczyn go jeszcze nie widziało. Chyba nie ma filmu, który bardziej odpowiadałby definicji kobiece filmy, w zgodzie z naturą, w zgodzie z samą sobą. Nigdy w życiu to historia Judyty – matki, żony, dziennikarki pracującej w czasopiśmie… To kobieta jak każda z nas, która każdego dnia walczy o perfekcyjne życie. Wydaje się, że ma wszystko – po całym dniu spełniania się w pracy ma czas na wartościowe rozmowy z nastoletnią córką. Trzydaniowy obiad w rodzinnym gronie poprzedza namiętną randkę z mężem. Pewnego dnia okazuje się jednak, że mąż Judyty ją zdradza. Co robi wtedy Judyta? Płacze, je słodycze oraz… postanawia rzucić wszystko i zmienić swoje życie. Gwoli sprawiedliwości – nie w Bieszczadach lecz na podwarszawskiej wsi.

Mogłoby się wydawać, że to banalna, typowo babska historia. Ale właśnie za tę uniwersalność, nieprzeciętny humor i ciepło tak bardzo ją lubię. Nie ma chyba kobiety, które nie zbierałaby kiedyś swojego życia z gruzów. Wszystkie czujemy czasami, że w gąszczu oczekiwań i obowiązków tracimy siebie. Tęsknimy za prostym życiem. Judyta pokazuje jak odnaleźć siebie, spełniać marzenia, a nawet jak zbudować dom z bali (własnym sumptem!) i cieszyć się poranną kawą z widokiem na las. Uczy, że nigdy nie jest za późno i że tylko życie w zgodzie ze sobą może być udane, szczęśliwe… i zdolne pomieścić prawdziwą miłość. Jest przy tym postacią do bólu autentyczną. Bez problemu mogę uwierzyć w to, że taka kobieta jak ona naprawdę istnieje. Nie bez powodu została przecież autorką działu porad w kobiecym czasopiśmie, prawda?

Miejsce drugie: Wzgórze nadziei

wzgórze nadziei, kobiece filmy, blog, mikrożycie, mikrozycie

Źródło: www.pinterest.com

Tytuł filmu jest średnio udany. Przywodzi mi na myśl raczej schematyczne neoromanse niż dramat kostiumowy z Nicole Kidman, Renee Zellweger i Jude Law’em w obsadzie. Wzgórze nadziei to niesamowicie mądry, dobry film, który zostanie Ci w pamięci na dłużej.

Ada Monroe jest jak nierozkwitły kwiat, ze spuszczonym wzrokiem i cichym głosem przechadzając się pomiędzy książkami ipianinem przykrytym stronami pełnymi nut. Poznajemy ją, gdy w jej świecie pojawia się świeże uczucie do przystojnego Inmana. A także wojna secesyjna, która brutalnie wkracza nie tylko pomiędzy zakochanych, ale też w losy każdego z nich osobna.

Do czego ich zmusza? Inmana do dokonania wyboru. Kierowany troską o bezpieczeństwo narzeczonej postanawia zdezerterować i ruszyć z powrotem do domu. A Ada? Co może stać się z dziewczyną, która w czasie wojny domowej zostaje sama – bez rodziny, narzeczonego, pieniędzy i umiejętności zadbania o samą siebie?

Patrzenie, jak Ada się zmienia jest fascynujące. Zaczyna się z pozoru niewinnie, od sprzedaży pianina, porzucenia sztywnych sukien, posadzenia pierwszych nasion w ogrodzie. Od umiejętności znoszenia samotności, nudy, tęsknoty i przeciwności losu. Od nauki odnajdywania piękna w prostych czynnościach. Wzgórze nadziei w piękny sposób pokazuje, jak miłość, przyjaźń, natura i praca mogą wydobyć z ludzi to, co najlepsze. I nie tylko one – bo mogą uczynić to także przeciwieństwa losu i terror. To film z tego rodzaju, po których zawsze zastanawiam się, co zrobiłabym, gdyby w moim kraju wybuchła wojna. Czy umiałabym zachować nadzieję, nie poddawać się, żyć dalej z uśmiechem na twarzy?

Dojrzewanie Ady, Inmana i ich uczucia to nie jedyna przemiana w tym filmie. Odnajdziemy w nim także fantastyczne postaci drugoplanowe. Świetna jest szczególnie Renee Zellweger i jej bohaterka, bez której Ada nie przetrwałaby nawet dnia. Więcej Wam nie powiem – musicie obejrzeć ten film. I weźcie ze sobą chusteczki!

Miejsce trzecie: Pożegnanie z Afryką

blog, mikrożycie, mikrozycie, pożegnanie z afryką, kobiece filmy

Źródło: www.youtube.com

Jeśli za kobiece filmy zabieram się ja to wiadomo, że będą też jakieś kostiumowe. Tak jest też w tym przypadku. Główna bohaterkę – Karen Blixen – poznajemy w momencie, gdy po skandalu obyczajowym postanawia poślubić swego przyjaciela i kupić wraz z nim plantację kawy w Kenii.

Na miejscu nie czeka ją łatwy los. Niekorzystne położenie plantacji, zdrady męża, problemy finansowe i własna choroba, a także trudna sytuacja polityczna (jest rok 1914) spadają na barki młodej kobiety zupełnie nieoczekiwanie. Obserwując tę historię, nie można jednak pozbyć się wrażenia, że właśnie tego bohaterka potrzebuje najbardziej. W Afryce nie obowiązują sztywne konwenanse, tak żywe w europejskiej Danii. Karen udowadnia, że potrafi być panią własnego życia, równą mężczyznom pod każdym względem. Afryka wzmacnia w niej duszę – wolną, dziką, zmysłową, pełną radości i prostoty.

Postać Karen Blixen niesamowicie mnie inspiruje. Nie obawia się stanąć oko w oko z lwem, opowiadając historie zapala ogniki w oczach mężczyzn, w pocie czoła pracuje na plantacji razem z mężczyznami. Wiecie, że to prawdziwa historia? Chyba dzięki temu jest tak silna. Przede wszystkim jest to jednak opowieść o wielkiej, dojrzałej miłości. Meryl Streep nie tyle gra główną postać, co po prostu nią jest i to bardziej niż sama Karen Blixen. Robert Redford pasuje tam idealnie, a chemia pomiędzy aktorami potęguje jeszcze wrażenie, jakie wywiera ten film. A gdyby tego było mało – Pożegnanie z Afryką to także film przepiękny artystycznie. Z oszałamiającą muzyką i scenami, które żywcem chciałoby się wkleić do własnego życia.

Posłuchajcie.

Miejsce czwarte: Podróż na sto stóp

blog, mikrożycie, mikrozycie, podróż na sto stóp, kobiece filmy

Źródło: http://collider.com/the-hundred-foot-journey-charlotte-le-bon-interview/

Wierzcie mi lub nie, ale jest taka jabłonka przy drodze we wsi Osówka (mazowieckie), która rodzi najlepsze jabłka na świecie. I o tym właśnie jest ten film!

Matka Hasana zaszczepia w nim miłość i szacunek do jedzenia, ucząc go sekretów hinduskiej kuchni i magicznej mocy tradycyjnych przypraw. Szczęśliwe i pełne miłości dzieciństwo Hasana kończy się nagle – pożarem rodzinnej restauracji, w której ginie jego matka oraz ucieczką ocalałej rodziny z Indii do Europy. Odnalezienie swojego miejsca w nowym świecie okazuje się dla nich niezwykle trudne. Aż do dnia, gdy w niewielkim francuskim miasteczku warzywa nareszcie smakują tak, jakby miały duszę. Opuszczona restauracja wygląda na idealne miejsce do założenia lokalu z kuchnią hinduską. Wszystko byłoby dużo łatwiejsze, gdyby nie sąsiedztwo zdeterminowanej właścicielki tradycyjnej francuskiej restauracji – i to takiej z gwiazdką Michelina!

Dla mnie jedzenie i natura to dwie nierozerwalnie splecione ze sobą dziedziny życia. Gotowanie w tym filmie jest ukazane jak magia, która zaczyna się od wyboru warzyw na targu i zrywania dzikich porzeczek nad rzeką. To, czego potrzebuje w dalszej kolejności to wyobraźnia i odwaga. Najważniejsze są jednak miłość, bezpieczeństwo i towarzystwo bliskich osób, bo tylko wtedy jedzenie – i życie – mogą przynieść nam szczęście. Polecam ten film szczególnie ludziom młodym, poszukującym swojej drogi, którzy w postaci głównego bohatera na pewno odnajdą coś z własnych rozterek. A tak naprawdę to polecam go wszystkim. Jest po prostu świetny.

Miejsce piąte: Jedz, módl się, kochaj

blog, mikrożycie, mikrozycie, kobiece filmy, jedz módl się kochaj

Źródło: http://www.oprah.com/spirit/how-to-eat-pray-and-love-at-home

Historia Elizabeth zaczyna się w miejscu, które znamy z wielu podobnych filmów i własnego życia. To nieszczęśliwa, samotna, zmęczona kobieta, której świat właśnie legł w gruzach. Zamiast odbudowywać je kawałek po kawałku bohaterka dosłownie rzuca wszystko i jedzie… do Włoch. A potem do Indii. I wreszcie na Bali. Każde z tych miejsc ma swój motyw przewodni – od odnajdywania radości życia po szukanie swojej duchowości i wreszcie otwieranie się na relacje z innymi ludźmi. Natura jest w tym filmie obecna pośrednio – w cieszeniu się prostymi przyjemnościami, w niesamowitym jedzeniu, dążeniu do poznania samej siebie i przyjmowaniu radości, jaką niesie świat.

Jedz, módl się, kochaj to  film ciepły, zabawny, pouczający. Potrzebny, bo gwarantuję Ci, że wrócisz do niego nie raz. Sama często oglądając go przyłapuję się na tym, że chciałabym pojechać w taką podróż. Chciałabym mieć tyle czasu, by poznawać życie i odkrywać samą siebie. Potem zaczynam się zastanawiać, czy rzeczywiście mogę to zrobić tylko w podróży, wśród dzikich leśnych ostępów albo kiedy spotka mnie coś trudnego? Czasami do zmiany nie potrzeba nam wiele. Inspiracją równie dobrze może być dla nas… wieczór na kanapie. I mądre, kobiece filmy.

Znacie te filmy, podobały się Wam? A może polecicie mi coś podobnego – lekkie, kobiece filmy z naturą i poszukiwaniem siebie w tle? Będę wdzięczna!

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz