Maj twa już w najlepsze ale u mnie na blogu nie pojawił się jeszcze kwiecień. Zanim na dobre zapomnimy o majówce i razem ze mną wpadniecie w wir nowych, majowych wpisów, mam dla Was jeszcze krótkie podsumowanie ubiegłego miesiąca. Oj działo się, działo! Tak wiele i tak szybko, że nawet nie zdążyłam zrobić zbyt wielu zdjęć…

 

Wakacje dorosłego, pracującego człowieka

Kwiecień otworzył ten przyjemny czas w ciągu roku, który otwiera serię wolnych dni. Wielkanoc, długie weekendy, jeszcze dłuższe wieczory… I wiosenna pogoda, dzięki której nawet osiem godzin dziennie w pracy smakuje inaczej niż jeszcze pół roku temu.

W kwietniu poczułam bardzo mocno, że potrzebuję oddechu. Także od bloga – po to, aby przemyśleć kierunek, w jakim chciałabym podążać. Od zimowej stagnacji, braku radości i przytłoczenia obowiązkami, które dopadły mnie w pierwszym kwartale tego roku. Od rozmyślania nad różnymi życiowymi decyzjami i niepewności związanej z tym, w którą stronę pójść. Postanowiłam chłonąć tę wiosnę najmocniej jak tylko mogę i skupić się tylko na jednym celu. Tym, aby moje życie stało się tak pozytywne jak to, o czym chcę pisać dla Was na blogu. Wydaje mi się, że prawie mi się udało i zamierzam kontynuować to podejście w maju – na przekór zmartwieniom, strachom, lękom i niepewności, które czasem mnie dopadają. Kwiecień był miesiącem, w którym mocno działałam na tym polu, pracując wciąż nad tym, aby stare, nieprzyjazne myśli rozbroić i zastąpić nowymi.

podróż, zachód słońca, niebo, kwiecień, blog, mikrożycie, mikrozycieKwiecień i zachód słońca łapany z samochodu.

Kwiecień – wiosna pełną parą!

Wiosna jest piękna tego roku. Cieszę się pierwszymi lodami, spacerami w słońcu, zielenią liści w lesie i polnymi kwiatami. Cieszę się warzywami z ryneczku i domowych ogródków, lekkimi butami i zapachem kwitnących drzew.

Poznań zdecydowanie najbardziej lubię wiosną. Ma się wrażenie, że całe miasto (no dobrze, przynajmniej moja trasa tramwajowa) skąpane jest w zieleni. Za oknami unosi się zapach bzu a na rabatkach kwitną tulipany. Wiecie, że kiedyś nie znosiłam, kiedy robiło się ciepło? Zawsze miałam poczucie, że to chłodne miesiące pasują do mnie bardziej. Od kilku lat jednak wiosna skradła moje serce – a ja myślę, że to dlatego, że łatwiej niż kiedyś przychodzi mi pozwalanie sobie na beztroskę i radość. Tak po prostu.

A propos: w tym roku znowu mamy ptasich sąsiadów. Na akacjach przed naszym domem znowu mają gniazdo kwiczoły, ale też drugi rok z rzędu nocuje na nim para gołębi. Słodkie, prawda?

poranek, wiosna, kwiecień, blog, mikrożycie, mikrozyciePobudka przed szóstą czyli sezon na zakupy na lokalnym ryneczku uważam za otwarty!

Wyzwanie ekologiczne 100 minut dla Ziemi

Jestem bardzo ciekawa, ile z Was wzięło w nim udział! W kwietniu dużą ilość mojego czasu pochłaniało wyzwanie ekologiczne, które przygotowałyśmy z Matyldą z Calm Station. Przez dziesięć dni, codziennie przez dziesięć minut wykonywałyśmy kolejne zadania, których celem było zrobienie czegoś dobrego dla środowiska. Nasze postępy oraz postępy uczestników wyzwania można było podziwiać w wydarzeniu na Facebooku oraz pod hashtagiem #100minutdlaZiemi.

Wydarzenie dobiegło już końca ale tak naprawdę nie ma daty ważności – zadania można realizować w każdej chwili, a najlepiej codziennie, czyniąc z nich swoje nowe ekologiczne nawyki. Jeśli ciekawi Was, na czym polegało wyzwanie oraz jak nam poszło zapraszam Was do tych dwóch wpisów.

–> 100 minut dla Ziemi – wprowadzenie do wyzwania

–> 100 minut dla Ziemi – podsumowanie wyzwania

risotto, blog, kwiecień, gotowanie z resztek, mikrożycie, mikrozycieJedna z potraw ugotowanych w ramach wyzwania czyli moje ulubione risotto z resztek.

Kwiecień zero waste

Moje ekologiczne zapędy nie ograniczały się w ubiegłym miesiącu tylko do wyzwania. Jak zwykle u mnie, wszystko musiało doprowadzić nas… do kuchni. Może to za sprawą kupionej w ubiegłym miesiącu książki kucharskiej zero waste (przeczytaj moją recenzję) a może z tęsknoty za prostymi potrawami z dzieciństwa – kwiecień był zdecydowanie miesiącem gotowania z resztek i kuchennych eksperymentów.

kwiecień, bulion z obierek, gotowanie z resztek, gotuję nie marnuję, kuchnia, oszczędzanie, blog, mikrożycie, mikrozycieBulion z obierek czyli testowanie przepisów zero waste.

Poważnie wierzę, że gotowanie i jedzenie to jeden z najważniejszych elementów określających naszą tożsamość. Coś, co zdecydowanie warto przekazywać przyszłym pokoleniom, co nas określa i spaja. Może dlatego uwielbiam zbierać kuchenne patenty od wszystkich kobiet z rodziny. Lubię gotować zarówno nowoczesne, jak i tradycyjne dania. Wiosna w mojej kuchni pachnie dobrze znanymi potrawami, w których jako jeden z głównych składników pojawia się miłość. Wtedy, kiedy gotuję na obiad pierogi, mieszając przepisy odziedziczone po dwóch prababciach. Kiedy na deser mamy domowe drożdżowe ciasto z rabarbarem z ogródka Mamy mojego chłopaka. Kiedy lodówka pęka w szwach od zdrowych warzyw, po które wybrałam się na ryneczek od szóstej rano. Jest w tym magia, troska i ciepło, które nieodmienne zaczarowują codzienność.

 

Miesiąc przyjemności

Zdecydowanie mogę go w ten sposób podsumować. Zgodnie z moim postanowieniem w kwietniu poświęcałam sporo czasu na zapomniane do tej pory przyjemności. I tak na przykład… udało mi się wreszcie nadrobić czytelnicze zaległości. Poza ogromem książek kucharskich najmilsze były dla mnie chwile spędzane na czytaniu powieści. Jakich?

Po raz kolejny przeczytałam „Krystynę, córkę Lavransa”. Jeśli powiem Wam, że jest to książka – właściwie saga – o życiu kobiety w średniowiecznej Skandynawia być może niekoniecznie Was to do niej przekona. Ale „Krystynę…” naprawdę powinna przeczytać każda kobieta. W tej książce jest ukryta ogromna życiowa mądrość i każda kobieta odnajdzie w niej coś dla siebie. To wnikliwe studium kobiecej psychiki – jej lęków, nadziei, zmartwień, mechanizmów funkcjonowania – ale także powieść pełna refleksji dotyczących relacji międzyludzkich, życiowej zaradności oraz ponadczasowych obyczajów. A przy tym ciekawa, pełna zwrotów akcji historia dziejąca się w malowniczej Norwegii. Jest trudno dostępna – polujcie na nią w bibliotekach, na Allegro i w grupach na Facebooku.

krystyna córka lavransa, kwiecień, róże, blog, mikrożycie, mikrozycie, książkaNiewyraźna Krystyna w otoczeniu róż.

Co jeszcze czytałam w kwietniu? Dzięki Paulinie z bloga Czytaj na walizkach w końcu przeczytałam „Florystkę” Katarzyny Bondy i już wiem, że chcę więcej. Doskonały kryminał! A jeśli jesteście ciekawi co jeszcze pojawiło się na mojej półce w ostatnim czasie zajrzyjcie na mój profil na Lubimyczytać.pl.

Poza książkami były również seriale – dokończyliśmy Wikingów, Black Mirror i z wypiekami na twarzy oglądamy kolejny sezon Westworld. Zaczęłam również oglądać Outlandera i przyznam szczerze, że tutaj poległam. Teoretycznie ten serial ma w sobie wszystko, co mogłoby mi się podobać: malownicze krajobrazy (Szkocja), wątek fantasy (podróż w czasie) i historyczny (do osiemnastego wieku) i silną postać kobiecą. A jednak jakoś mnie nie porwał i poddałam się po dwóch i pół odcinka.

 

Kwiecień na Mikrożycie

Wszystko to złożyło się na lekką posuchę na blogu w kwietniu – poza wspomnianymi już wpisami o wyzwaniu ekologicznym na Mikrożycie pojawiły się poniższe posty.

–> Share Week 2018 czyli kogo w blogosferze czyta Marta? – czyli mój udział w blogowej akcji polecania wartościowych twórców – zajrzyjcie koniecznie, jeśli chcecie wiedzieć, które blogi namiętnie czytam po nocach 🙂

–> Tradycyjnie już Marzec w zdjęciach

–> Recenzja fantastycznej książki kucharskiej Gotuję, nie marnuję – kuchnia zero waste po polsku

–> Oraz całkiem osobisty list do miłych dziewczyn

 

To już wszystko – a jaki był Twój kwiecień? Jak zaczął się dla Ciebie maj? Daj znać, co słychać!