Z Tobą, a przy okazji również ze mną. Mnie letnia depresja dopada co roku.

Jesienna depresja to coś oczywistego, zakorzenionego na dobre w naszej kulturze (patrz m.in. tutaj). Zimowa jest z kolei uzasadniona medycznie, bo ciemno, zimno i rzeczonego słońca brak. Chwała Bogu, że to nie Spitsbergen. Nawet wiosenna depresja ma prawo się pojawić, bo to moment przesilenia, a kiedy minie będziesz ćwierkać jak szczygiełek. Ale letnia depresja? Kto to słyszał? W lipcu i sierpniu masz przecież co najmniej trzy powody, aby czuć się wspaniale:

  1. Jest ciepło.
  2. Świeci słońce.
  3. Urlop już blisko.

Podczas gdy wszyscy o tym rozmawiają, Ty zastanawiasz się, co jest z Tobą nie tak. Jest Ci smutno i nie masz na nic ochoty. Opisałam cztery rzeczy, które sprawiają, że dopada letnia depresja. Nie wierzę, że tylko mnie, a zatem może u Ciebie jest podobnie i będę Ci mogła jakoś pomóc?

Powód numer jeden: spędzasz lato w mieście

Ręka w górę kto pomyślał o powrocie tramwajem do domu około godziny siedemnastej. Latem granitowe centra miast stają się jeszcze bardziej duszne. Powietrze w upale nabrzmiewa kurzem tworząc lepką zawiesinę, a nasze mieszkania z wielkiej płyty są niczym maleńkie, prywatne piekarniki. Jest głośno i gorąco, istne piekło. A kiedy postanawiasz udać się w jedno z urokliwych zielonych miejsc, mamiących obietnicą błogiego odpoczynku, spotykasz hordy ludzi, którzy wpadli na dokładnie ten sam pomysł. W takiej sytuacji letnia depresja pojawia się sama, szczególnie jeśli tak, jak ja przez całe swoje życie mieszkałaś na wsi. Dla Ciebie wciąż naturalny jest zielony las tuż za płotem i szumiąca w dolinie rzeczka. Tęsknisz za nimi.

Powód numer dwa: są wakacje – Ty pracujesz

Tak naprawdę słowo „wakacje” na stałe wyprowadziło się już z Twojego słownika. Będziesz spędzać lato w pracy przez całe swoje życie. Jednak wystarczy rzut oka za okno w biurze, aby przypomnieć sobie smak lodów pożeranych przed wiejskim sklepikiem, kiedy razem z przyjaciółką przetrząsałyście na rowerach cały powiat. Co rano w gorącym tramwaju myślisz o tym, że był kiedyś w Twoim życiu czas, gdy przez dwa miesiące w roku chodziłaś wyspana. Umierając z nudów na spotkaniu bezwiednie zaczynasz rozmyślać o tym, jak to do późna przesiadywałaś na ognisku z piwem w dłoni, rozmawiając z przyjaciółmi. A kiedy po raz setny będziesz się dusić w eleganckiej bluzce przed Twoimi oczami pojawi się to jezioro, nad które zawsze jeździłaś z rodzicami. I ta woda taka chłodna… Chciałabyś smakować lato wszystkimi zmysłami, ale jesteś już dorosła i musisz spędzać je w pracy. Czasami bardzo trudno jest się z tym pogodzić.

Powód numer trzy: w słońcu wszystko widać wyraźniej

Latem mam wrażenie, że niczego nie da się ukryć. Nie chodzi tylko o moje nadprogramowe kilogramy, bez których letnia depresja byłaby niczym tort bez wisienki. W trakcie urlopu, kiedy kosztuję zupełnie innego życia na ogół okazuje się, że w tym codziennym wiele rzeczy nie styka. Wystarczy to sobie uświadomić, aby nastrój skutecznie się obniżył, ale przecież jeszcze trzeba temu wszystkiemu stawić czoła, kiedy urlop dobiegnie końca. I choć wracam wówczas mądrzejsza o wiedzę dotyczącą mnie samej, jest mi z tym ciężko i gorzko.

Powód numer cztery: oczekiwania kontra rzeczywistość

Lato i Boże Narodzenie to dwie pory w trakcie roku, które obrosły przekonaniami niczym pieniek w grzybki. Na przekór temu, że z filmów i reklam doskonale znasz obraz lata, w Twoim życiu jednak jakoś nie ma pływania łódką po stawie. Przez to, że nie wylegujesz się na plaży czujesz się gorsza od swoich znajomych na Facebooku. Zupełnie ignorując to, co stoi za przygotowaniem każdej reklamy Coca Coli i każdego zdjęcia na Instagramie wmawiasz sobie, że jest z Tobą coś nie tak, bo Twoje życie jest zwyczajne. Przez większość roku jesteś z niego zadowolona, ale latem standardy stają na głowie. Więc wstajesz z fotela, na którym masz ochotę posiedzieć, bo w wakacje po prostu musisz wyjść z domu. Przecież jest taka ładna pogoda.

Zanim się obejrzysz letnia depresja już z Tobą jest.

 

Więc co ze mną nie tak?

Nic, wszystko w porządku. Naoglądałaś się ładnych obrazków na Pintereście i Facebooku. Nasłuchałaś, że masz się czuć dobrze, bo zmieniła się pogoda. Przemyślałaś wiele spraw, bo wreszcie miałaś na to czas. Nie wszystkie wnioski są kolorowe. Chciałabyś korzystać z lata tak, jak lubisz, i masz wyrzuty sumienia, że inny, powszechnie przyjęty sposób Cię nie zadowala.

 

Ja zaczęłam od tego, że się wyspałam. Porozmawiałam z chłopakiem, zjadłam dobrego batona i jeszcze lepszego burgera na obiad. Poszliśmy na spacer, z którego wróciliśmy tramwajem, bo nam się odechciało w połowie. I jeszcze parę rzeczy sobie postanowiłam, grając w małą gierkę na Facebooku, którą bardzo lubię. Widocznie pomogło, bo w końcu jestem w stanie coś napisać na blogu.

A Ty? Czy Ciebie też dopada letnia depresja? Jak sobie z nią radzisz?