Przeglądając swój telefon zauważyłam, że listopad niekoniecznie zapisał się w jego pamięci pod postacią wielu zdjęć. Wybaczcie mi proszę, że ten wpis będzie bardziej bogaty w kadry z Instagrama. Jest też już prawie połowa grudnia. Dopiero teraz moje życie trochę zwolniło i mam nadzieję, że powoli zacznę wczuwać się w ten świąteczny nastrój. Póki co jednak zapraszam Was jeszcze na podsumowanie ubiegłego miesiąca. 🙂

Symbolicznie listopad zaczął się dla nas już w Halloween, które świętowaliśmy na niemal samotnym seansie „Blade Runnera 2049„. Zauważyłyście, jak wielki szał panuje ostatnio na wszelkie seriale, filmy a nawet ubrania, które nawiązują do lat osiemdziesiątych i początku lat dziewięćdziesiątych? Jest tak, jakbyśmy podzielali te same obawy, to samo onieśmielenie i niepewność w stosunku do szalejącej technologii, co ludzie w tamtych czasach. Mam wrażenie, że motywy znane z nastoletnich lat naszych rodziców mają być takim kojącym lekarstwem na wszechobecne telefony, coraz bardziej odrealnione zdjęcia… To w końcu pokolenie, dla którego technologia była w jeszcze tylko rozrywką, nie integralną częścią życia – być może próbujemy się czegoś od niego nauczyć?

Przyznam, że ta fascynacja mnie nie ominęła, a nawet wydaje mi się, że przybiera u mnie jakieś obsesyjne formy. Wspomniany już „Blade Runner” oczywiście bardzo mi się z tego tytułu podobał, ale to tylko jeden z wielu objawów mojej fascynacji latami osiemdziesiątymi. Ten rok to też czas „Stranger Things” i „Twin Peaks„, a ostatnio mocno romansującego z latami osiemdziesiątymi „Riverdale„. W moich słuchawkach w pracy w listopadzie słychać było głównie tego typu muzykę:

Wiem, że wiele z Was pewnie nie cierpi listopada. Moi rodzice chyba chcieli oszczędzić mi tych uczuć, bo w listopadzie mam właśnie urodziny. Zawsze, do końca życia, będę miała zatem przynajmniej jeden powód (poza Świętem Zmarłych, którego klimat uwielbiam), żeby lubić ten ponury miesiąc. W tym roku jednak pogoda w listopadzie była dla nas całkiem łaskawa. Choć to już nie październik z jego eksplozją kolorów to mimo wszystko było pięknie. Zrobiłam to zdjęcie w trakcie długiej podróży samochodem z mojego rodzinnego domu do Poznania.

listopad, droga, samochód, blog, mikrożycie, mikrozycie

Jak prawdziwa baba uwielbiam dostawać na wszelkie okazje tak kobiece prezenty jak biżuteria i kwiaty. Pokazywałam Wam już ten bukiet na blogu – sprawił mi ogromną radość. Bransoletka to również prezent od chłopaka.

bukiet, kwiaty, urodziny, blog, mikrożycie, mikrozycie, listopad

Boże Narodzenie co roku wkrada się w naszą rzeczywistość coraz wcześniej – zupełnie ten biedny listopad nas przerażał. W tym roku tuż po Wszystkich Świętych zaczęłam natrafiać na stoiska z bombkami w galeriach. Szybko, bo już w połowie miesiąca, na poznańskim Placu Wolności stanął mały jarmark świąteczny. Bardzo lubię tę tradycję, tym bardziej, że jest raczej nieznana w moich stronach. W tym roku wybrałam się więc na grzane wino i inne pyszności, ale niestety ogromne tłumy przy stoiskach nieco mnie zniechęciły. Zbieram się jednak na odwagę, aby pójść na diabelski młyn, który w tegorocznej edycji jarmarku jest kompletną nowością. Przyznajcie, wygląda magicznie, prawda?

listopad, krówki, herbata, jarmark, diabelski młyn, blog, mikrożycie, mikrozycie

Pomimo jesieni i niskich temperatur za oknem nadrabiałam towarzyskie zaległości – między innymi przy pysznej, rozgrzewającej herbacie w towarzystwie dawno niewidzianych znajomych. Myślę, że w ostatnim czasie przesadziłam nieco z siedzeniem w swojej strefie komfortu – i chociaż ten wpis nadal jest dla mnie aktualny – to zapragnęłam nieco ruszyć się ze swojej introwertycznej skorupki. Nawet jeśli jest mi wygodnie na kanapie, z krówkami od dziadka pod ręką i z odcinkiem ulubionego serialu to jednak czuję, że przyszła pora na nieco więcej aktywności. Zobaczymy, jak pójdzie mi w grudniu!

Czy czytałam? Niewiele, szczerze mówiąc. Po raz kolejny przeczytałam „Dziewczynę z pociągu„, której mroczny klimat zdecydowanie pasował mi do pogody za oknem. Wróciłam też do sprawdzonej Reginy Brett. W listopadzie była w Poznaniu na spotkaniu autorskim, z którego wyszłam jeszcze zanim się zaczęło, przerażona tłumem ludzi oczekujących w kolejce i perspektywą spędzenia tam czterech godzin po pracy. Też tak czasami macie, że wydaje Wam się, że czegoś chcecie aż do momentu, kiedy to się rzeczywiście dzieje?

A jak Wam upłynął listopad? Czy myślami jesteście już przy zbliżających się świętach Bożego Narodzenia? Dajcie znać co u Was słychać koniecznie!