Półtora roku temu dostałam swoją pierwszą poważną pracę. Wszystko było dla mnie nowe. Szklane drzwi otwierane kartą magnetyczną, benefity, ciasteczka w kuchni po południu. Także obowiązki, konieczność pracy w języku angielskim oraz – chyba najbardziej – delegacje. Po trzech tygodniach w nowej pracy pojechałam w pierwszą podróż służbową do Berlina. Kiedy przyznałam się, że jest to mój pierwszy wyjazd za granicę, usłyszałam Musisz podróżować więcej. Ależ mnie to musisz wtedy zdenerwowało!

Mając dwadzieścia pięć lat znałam więcej osób, które wcześniej nigdy nie wyjeżdżały poza Polskę. Tymczasem znalazłam się w kompletnie innym środowisku. W mojej nowej pracy ceniono podróże, planowano je, rozmawiano o nich przy ekspresie do kawy. Fakt, że nigdy nie wyjeżdżałam poza granicę kraju dziwił ludzi dookoła. Wszyscy twierdzili, że powinnam to zmienić – ale właściwie dlaczego? Zaczęłam się nad tym wszystkim zastanawiać.

Musisz podróżować!

A przede wszystkim możesz. Podróżowanie w latach PRLu i wczesnych latach dziewięćdziesiątych było znacznie bardziej skomplikowane, a możliwości większości osób w tym zakresie były mocno ograniczone. Dzisiaj możemy sobie pozwolić na odwiedzenie praktycznie każdego zakątka świata, o ile tylko mamy na to czas i pieniądze. Korzystamy z tej wolności – co roku w okolicach każdego długiego weekendu oraz w sezonie letnim moja tablica na Facebooku zapełnia się zdjęciami moich znajomych z wakacji. Chorwacja, Włochy, Wyspy Kanaryjskie… Oglądanie uśmiechniętych twarzy w otoczeniu pięknych krajobrazów łatwo może nas wprawić w przygnębienie. Wystarczy porównać te zdjęcia do szarości naszego mieszkania w bloku lub dusznego powietrza w biurze.

Poza obietnicą doświadczenia tego samego stanu szczęścia, podróż to też – niczym w mojej pracy – element naszego towarzyskiego wizerunku. Osoby, które podróżują są postrzegane jako radosne, żądne wrażeń, otwarte oraz… zamożne. Opowieści o weekendzie spędzonym u babci na wsi mogą nie mieć w takim towarzystwie podobnej siły rażenia co relacja z wypadu na Bali. Wypada nam zatem wyjeżdżać, mieć piękne zdjęcia z wakacji oraz opowiadać o tym swoim znajomym. Sami często nakładamy na siebie przymus podróżowania, chcąc dorównać standardom, jakie wyznacza nam społeczeństwo. A gdyby tego było nam mało, możemy zawsze uciec się do szeregu kulturowych przekonań związanych z podróżowaniem.

Podróże kształcą i poszerzają horyzonty

Trudno dyskutować z takim zdaniem. Na początku w pracy zastanawiałam się, czy moje małe doświadczenie w zakresie wyjazdów zagranicznych sprawia, że inni odbierają mnie jako osobę ograniczoną, o wąskich horyzontach. Być może tak jest? Ostatecznie nie podróżując, rezygnuję z namacalnego kontaktu z innymi kulturami oraz zdobywania nowych doświadczeń.

Wyjedź gdzieś, odpocznij, rozerwij się

Dla wielu z nas okazją do podróży jest przede wszystkim wakacyjny urlop. Mówi się, że zmiana otoczenia może nam wyjść na dobre – tym bardziej jeśli zamieniamy wspomniany już szary blok na słoneczną grecką wyspę. Urlop spędzany w domu wydaje się czasem straconym. Zauważyłam też, że ilekroć pytam kogoś o plany na urlop i ta osoba nie zamierza nigdzie wyjeżdżać, czuje się w obowiązku wytłumaczyć dlaczego tak jest. W tym roku nigdzie nie jedziemy bo oszczędzamy na… Mamy akurat remont i nie chcemy zostawiać go w połowie… Teraz nigdzie nie jedziemy, ale jesienią wybieramy się… Słyszę takie odpowiedzi bardzo często i zawsze zastanawiam się, czy rzeczywiście zostawanie w domu należy usprawiedliwiać. Jeśli tak, to oznaczałoby jedno – to, że musisz podróżować, aby być szczęśliwa. A co więcej…

Musisz podróżować tak, jak wszyscy

Nie znam chyba ani jednej osoby, która potrafiłaby szczerze powiedzieć, że nie lubi podróżować. Warunki takiego podróżowania są już jednak obwarowane wieloma indywidualnymi preferencjami. Są ludzie, którzy za nic w świecie nie wsiądą do samolotu. Jedni lubią pływać, inni nie cierpią gorących temperatur, ktoś chce wylegiwać się przy hotelowym basenie a ktoś inny przeżyć przygodę na tropie historycznych miejsc.

Pewnego rodzaju lokalizacje czy sposoby podróżowania cieszą się jednak większym prestiżem niż inne. Z jakiegoś powodu w folderach biur podróży nie znajdziemy wycieczek dla pasjonatów, którzy uwielbiają odkrywać pozostałe po II wojnie światowej bunkry i fortyfikacje. Nie ma w nich ofert dla osób zainteresowanych zwiedzaniem pałaców na Dolnym Śląsku (a szkoda, to moje wielkie marzenie). I choć obiektywnie wycieczka pociągiem na Hel również jest podróżą to dla wielu z nas wydaje się mniej ważna niż wakacje w ciepłych krajach. Zupełnie jakbyśmy naśladowali dzieci mówiące To się nie liczy.

Kiedy usłyszałam musisz podróżować więcej zdałam sobie sprawę, że ja w gruncie rzeczy podróżuję bardzo dużo! Owszem, nigdy nie byłam za granicą ale średnio raz w miesiącu wsiadam w pociąg aby wylądować na wsi. Jako nastolatka zwiedziłam na rowerze wszystkie miejsca w promieniu kilkudziesięciu kilometrów od mojego rodzinnego domu. Często organizujemy sobie spontaniczne wyprawy do ukochanego Torunia (przeczytaj, jakie miejsca odwiedzam w nim najchętniej – klik). Obecnie zaś szykuję się do weekendowego wypadu nad morze i wyjazdu do Francji na wesele siostry ciotecznej w lipcu. Czy to rzeczywiście jest mało?

Podróż w głąb samej siebie

Usłyszany od kolegi z pracy komentarz sprawił, że głębiej zastanowiłam się nad tym, czym są podróże w moim życiu. Na pewno znasz takich ludzi, którzy co roku jeżdżą na wakacje w to samo miejsce. Być może ważne jest dla nich powracanie do ulubionych chwil, swojska atmosfera, bezpieczeństwo. Znam też kobiety, które pod wpływem trudnych wydarzeń życiowych pakują walizkę i uciekają do rodziców, aby wszystko przemyśleć. A jak to jest u Ciebie? Czego Ty poszukujesz, kiedy udajesz się w podróż? Czego chcesz doświadczyć? Planowanie wakacji nieoczekiwanie może Cię sprowokować do odpowiedzi na pytania dotyczącej samej siebie.

Jakie pamiątki przywieziesz z podróży?

Niekiedy bywa jednak tak, że podróżowanie staje się dla nas środkiem, za pomocą którego chcemy osiągnąć coś innego. Wspominałam już o odpoczynku czy odcięciu się na chwilę od codzienności, mam jednak na myśli nieco odmienne przypadki. Niektórzy poprzez rodzinne wyjazdy próbują nadrobić czas, którego na co dzień mają dla bliskich za mało. Skłócone pary czasami wierzą, że wycieczka do Włoch pomoże im zażegnać kryzys w związku. Często zmiana otoczenia mogą nam rzeczywiście pomóc w rozwiązaniu naszych problemów – poprzez zmianę perspektywy, dostarczenie pozytywnych doświadczeń czy podarowanie czasu, który możemy poświęcić najbliższym.

Dziwi mnie jednak, kiedy obserwuję ludzi pracujących po 10-11 godzin dziennie, którzy następnie w pierwszej wolnej chwili wyjeżdżają w jakieś egzotyczne miejsce, by po powrocie do Polski nadal rzucić się w wir nadgodzin. Czy podróżowanie może zastąpić życie samo w sobie? Przykro mi, kiedy myślę o tym, że można zaniedbać całe swoje życie dla złudnego poczucia, że liczą się w nim tylko te tygodnie, które spędzamy na Majorce. Można wykorzystać podróż jako impuls do zmiany, przywożąc z niej mnóstwo dobrych przemyśleń, postanowień oraz energię do działania. To smutne, kiedy jedyną pamiątką z wyjazdu staje się chwilowe odurzenie, historie do opowiadania znajomym i sterta prania.

Mikrowyprawy w wielkim mieście

To tytuł fantastycznej książki Łukasza Długowskiego (tutaj recenzja – klik). Niesamowicie poruszył mnie jej początek. Autor opisuje w nim pewne zdarzenie z jego samotnej podróży przez Norwegię. Obdarzony duszą podróżnika Łukasz był wciąż głodny nowych wrażeń. Gdzieś w trakcie tamtej wyprawy zaczął jednak rozmyślać o swojej rodzinie. O tym, że coś mogłoby mu się stać. O tym, że być może czasami dobrze jest poddać się i pobyć nieco mocniej w tym życiu, które dzieje się w przytaczanym już przeze mnie bloku. Wycofał się, zawrócił. Chcąc jednak nadal doświadczać tego, czego pragnął w podróżach – powiewu nowości i przygody – wypracował koncepcję mikrowypraw, którą dzieli się na kartach książki.

Jeśli w podróżach chodzi nam przede wszystkim o określone emocje czy wrażenia, dlaczego nie poszukać ich w miejscach łatwo dostępnych, bliskich naszemu codziennemu życiu? Dlaczego nie ułatwić sobie łączenia podróży z innymi dziedzinami życia poprzez proste zainteresowanie miejscami, które znajdują się tuż obok? Łukasz przekonuje, że każdy z nas może zaspokoić swój apetyt na przygodę w położonym blisko domu lesie, oddalonym o dwie godziny od domu rezerwacie a nawet w miejskim parku (jeśli zdecydowanie wolisz wyjazdy do spa, w Polsce również masz do wyboru wiele ciekawych miejsc:)).

Ludzie, których spotykam na swojej drodze tylko utwierdzają mnie w przekonaniu, że wszyscy jesteśmy na swój sposób ciekawi świata i żądni przygód. Po prostu u jednych z nas ta ciekawość sięga daleko poza granice kraju, u innych zaś nie. Są tacy, którzy potrzebne im emocje i wzruszenia odnajduję w prostej wycieczce do oddalonej o kilkadziesiąt kilometrów wioski. Ta różnorodność jest piękna.

Czy musisz podróżować, aby być szczęśliwa?

Oczywiście, że nie musisz. Na pewno możesz, jeśli chcesz. Chociaż buntowałam się przeciwko musisz podróżować, to daleka jestem od tego, aby nie doceniać zalet podróżowania. To nie tylko doskonała rozrywka i sposób na odpoczynek, ale też często impuls do zmiany naszego życia. Myślę jednak, że najważniejsze jest to, aby także wyjazdy planować w zgodzie z samą sobą. Tylko będąc szczera wobec siebie i wybierając to, co nam odpowiada, możemy doświadczyć dobroczynnego wpływu podróży na nasze życie. Jeśli nie lubisz niewygody, wybierz hotel z tyloma gwiazdkami, na ile tylko możesz sobie pozwolić. Jeśli nie lubisz przebywać daleko od domu, jedź na kilka dni do najbliższego dużego miasta. Wybierz się na Teneryfę na swój wieczór panieński. Ewentualnie zaszyj na tydzień w domku na Mazurach z ulubionymi książkami.

Jakie Wy macie podejście do podróżowania? Gdzie najchętniej się wybieracie? Nie mogę się doczekać, żeby poznać Wasze spojrzenie na ten temat (no i dowiedzieć się, gdzie wybieracie się na urlop). 🙂