Kilka dni temu przytrafiło mi się coś, co mocno skłoniło mnie do myślenia i spojrzenia na pewne sprawy z nowej perspektywy. Bywa, że gdynie wszystko układa się śpiewająco te niedogodności wydają się tak niewielkie i nietrwałe, że nie poświęcamy im zbyt wiele uwagi. Aż nadchodzi dzień taki, jaki przytrafił mi się w ubiegłym tygodniu. Wtedy okazuje się, że te sprawy wcale nie są błahe. Przeciwnie, są koszmarnie istotne i bardzo Cię uwierają. Od dłuższego czasu pozornie nieistotne szczegóły kumulowały się w jeden wielki kłębek negatywnych emocji. Kłębek, który po prostu Cię przygniata. Ot tak.

Co robisz, kiedy przydarza Ci się coś nieprzyjemnego? Kiedy ktoś Cię zdenerwuje, coś popsuje Ci humor albo po prostu przez cały dzień zwalają się na Ciebie trudności? Ja mam dwa „ulubione” sposoby. A właściwie dwa sposoby, które zawsze stosuję, by opanować nieco negatywne emocje.

Po pierwsze: trzymam te emocje w sobie, w mniejszym lub większym stopniu. Złoszczę się po cichu i nie okazuję niczego na zewnątrz.

Po drugie: łapię za telefon i wyrzucam wszystko z siebie do życzliwego, współczującego ucha kogoś z moich bliskich.

Obie metody w pewien sposób działają. Stosując pierwszą z nich daję sobie przyjemne poczucie bycia „ponad to”. Mogę pogratulować sobie samej rzekomej dojrzałości, kiedy twierdzę, że nie zajmuję się swoimi emocjami dlatego, bo ich powód nie jest tego wart. Przy drugiej metodzie czuję z kolei przyjemne oczyszczenie, poczucie zrozumienia i bycia wysłuchaną.

 

Do czasu.

Problem ze strategiami, które stosuję jest taki, że żadna z nich nie uwalnia mnie od negatywnych emocji. Jeżeli się nimi nie zajmuję, jedynie spycham je gdzieś do podświadomości zamiast pozbywać się ich naprawdę. Podobnie relacjonowanie całej sytuacji drugiej osobie nie tylko sprawia, że przechodzę przez trudne zdarzenie na nowo, ale dodatkowo zarażam negatywną energią ludzi, na których mi zależy. W efekcie nigdy po zastosowaniu któregoś z tych sposobów nie udało mi się poczuć lepiej.

Dlatego właśnie dzisiejszy wpis jest o tym, jak naprawdę uwolnić negatywne emocje. Znaleźć dla nich ujście. Jest też o tym, co naprawdę działa i co warto robić w trudnych emocjonalnie sytuacjach.

 

Negatywne emocje nie tylko nie znikają same z siebie, ale mają tendencję do narastania.

Pamiętam, że będąc dzieckiem potrafiłam kłócić się z koleżanką by za chwilę z uśmiechem na ustach rozprawiać z nią o ulubionych książkach. Gdzieś po drodze zgubiłam tę umiejętność a nauczyłam się szkodliwej zdolności do chowania urazy. Długiego pamiętania wyrządzonych krzywd oraz – niestety – stawiania samej siebie w pozycji ofiary. Użalania się nad sobą i milczenia wtedy, kiedy powinnam dobitnie zaznaczyć swoje granice. Myślę, że w pewnym stopniu wszyscy po trochu się tego uczymy. Uczymy się być „dobrymi dziećmi”, „dobrymi uczniami” i „dobrymi ludźmi”. Tylko, że nasza postawa nie ma z dobrocią nic wspólnego.

 

Nie ma nic wspólnego przede wszystkim z dobrocią wobec samych siebie.

W medycynie od dawna wspomina się o tym, że nieprzepracowane, tłumione negatywne emocje mają nie tylko zły wpływ na naszą psychikę ale także na zdrowie fizyczne. Długotrwale przeżywane uczucia takie jak strach, złość, cierpienie czy poczucie niższości mogą doprowadzić do wystąpienia u nas konkretnych chorób. Louise L. Hay w swojej książce „Możesz uzdrowić swoje życie” podaje nawet konkretne wzorce myślowe odpowiedzialne za poszczególne przypadłości. Ich spektrum jest naprawdę niezwykle szerokie.

Odkrycie tej zależności naprawdę mocno mną wstrząsnęło. Okazało się, że kultywowanie złości czy smutku naprawdę nam szkodzi i istnieją na to dowody!

 

Zatrzymać negatywne emocje zanim zaleją innych.

Starając się uporać z emocjami, stosowałam też drugą strategię, o której już Wam wspominałam – popularne „wygadanie się”. Okazało się jednak, że uczynienie tej metody moją główną strategią radzenia sobie z emocjami odebrało jej jakiekolwiek pozytywne działanie. Udało Wam się kiedyś zaobserwować, jak nasze negatywne historie wpływają na ich odbiorców? Jak znika blask z ich oczu, zaczynają się garbić a na ich twarzach pojawia się poważny, zastygły grymas? Przykro było mi oglądać, jak ta zmiana dotyka mojego chłopaka, mojej przyjaciółki czy mojej mamy, kiedy ja próbuję po prostu poczuć się lepiej. Tym bardziej, że to nie działało – bo po długiej sesji narzekania zbyt mocno zanurzałam się w odmętach trudnych uczuć.

Czy w takim razie powinniśmy w ogóle zrezygnować z szukania u innych wsparcia w trudnościach? Oczywiście, że nie! Warto jednak nie stawiać na tę metodę w pierwszej kolejności.

 

Co zatem warto zrobić, kiedy czujemy negatywne emocje? Co zrobić, aby przeżyć je konstruktywnie i szybko się z nimi pożegnać?

Myślę, że wiele jesteśmy w stanie zdziałać na tym polu same dla siebie. Możemy nauczyć się takich działań, które pomogą nam wyciszyć emocje i wesprzeć same siebie w ich przeżywaniu. Zrezygnować z ich negowania czy uzależniania poradzenia sobie z nimi od innych ludzi. Pewnie nie napiszę Wam w tym wpisie nic odkrywczego, teoretycznie wszystkie znamy bardziej konstruktywne sposoby okiełznujące negatywne emocje. 🙂 Ale warto zastanowić się, czy wystarczająco często korzystamy z poniższych sposobów i czy mogłybyśmy rozwinąć swoje umiejętności w tym zakresie jeszcze bardziej.

 

Znajdź bezpieczny wentyl

 

Moim zdaniem najważniejsze jest przede wszystkim to, aby zauważyć uczucia wtedy, gdy się pojawiają. Nie mam przy tym na myśli poświęcania im nadmiernej uwagi – raczej o bycie uczciwą wobec samej siebie i uważne obserwowanie tego, jak się czujemy i jakie reakcje wzbudzają w nas poszczególne zdarzenia. Uważność to tutaj słowo klucz. Moim zdaniem starając się być tu i teraz mamy większą szansę na dostrzeżenie swoich stanów emocjonalnych oraz zrozumienie ich przyczyn od razu. Wychodząc z pozycji pilnego obserwatora tego, co dzieje się w naszym wnętrzu możemy nabrać dystansu nie tylko do swoich myśli ale także odczuć. A wówczas dużo łatwiej jest nam nie przywiązywać się do nich ale podjąć świadomą decyzję o tym, aby pozwolić negatywnym emocjom odejść.

Uważność to temat rzeka i zagadnienie zdecydowanie zbyt obszerne jak na ten wpis. Obiecuję, że już niedługo napiszę Wam na blogu o tym więcej – póki co przypominam Wam mój stary tekst zahaczający o ten obszar.

 

Jakie działania mogą nam pomóc rzeczywiście pozbyć się trudnych uczuć?

Zdaję sobie jednak sprawę, że nie zawsze będziemy w stanie podejść do emocji z dystansem i uważnością. Dzisiejszy wpis ma w końcu skupiać się przede wszystkim na znajdowaniu skutecznego ujścia dla naszych emocji.

 

Numer 1: Ćwiczenia fizyczne

Nie tylko dlatego, że pozwalają zużyć energię, jaką może w nas wyzwalać np. złość. Aktywność fizyczna ma bezpośredni wpływ na naszą gospodarkę hormonalną – pomaga przywrócić do równowagi poziom hormonów stresu oraz wyzwala produkcję hormonów szczęścia. Jest też doskonałym sposobem na to, aby „wyjść z własnej głowy”. Wysiłek fizyczny to droga do tego, aby ukorzenić w materialnej rzeczywistości, w tu i teraz. Dla osób, które mają tendencję do nadmiernego analizowania problemów może to być doskonały sposób na nabranie dystansu do trudności.

 

Numer 2: Pisanie pamiętnika

Jako nastolatka pisałam pamiętnik regularnie. Pamiętam, że ilekroć wydarzyło się coś trudnego brałam zeszyt i pisałam tak długo, aż umieściłam na papierze wszystkie swoje odczucia i poczułam spokój. Chociaż teoretycznie ten sposób przypomina rozmowę z przyjacielem to moim zdaniem góruje nad nią w conajmniej dwóch aspektach. Po pierwsze, przez brak żywego odbiorcy nasze negatywne emocje nie zakłócają dobrego samopoczucia innych. Po drugie, pisząc analizujemy swoje wypowiedzi bardziej i uważniej dobieramy słowa niż w zwykłej rozmowie. To zaś przekształca emocjonalny słowotok w uporządkowaną interpretację wydarzeń. W ten sposób nie tylko poddajemy negatywne emocje obróbce ale też potrafimy je zrozumieć i wyciągnąć z naszej reakcji emocjonalnej cenną lekcję.

 

Numer 3: Przekuj negatywne emocje w coś kreatywnego

Jakkolwiek nieprzyjemne, negatywne emocje również niosą ze sobą energię. To my decydujemy, w jaki sposób ją spożytkujemy. Przekuwając ją w stworzenie czegoś, nadajemy jej nowe znaczenie i poddajemy negatywne emocje kontroli.  Zajęcie się czymś, co sprawia nam przyjemność ale też odrywa nas na chwilę od analizowania problemów może nam tak po prostu poprawić humor. Kreatywne zajęcia często mają moc ukorzeniania nas w rzeczywistości oraz przynoszą szybkie rezultaty, które podnoszą nasze poczucie sprawczości. Nie ma znaczenia, jaką czynność wybierzemy – ważne, żeby sprawiała nam przyjemność i aby skoncentrować się bardziej na niej niż na końcowym rezultacie. U mnie najlepiej sprawdza się wyczarowywanie pyszności w kuchni oraz szycie.

Przeczytaj też:

–> Smutek – czy potrafisz go… świętować?

 

Numer 4: Porządkowanie

Daje namacalne efekty ale przede wszystkim – działa cuda w naszym życiu na zasadzie analogii. Porządkując przestrzeń trudno uniknąć porównań do sprzątania na bardziej metafizycznym poziomie. Często nieświadomie pracując nad porządkiem w jednej sferze przychodzą nam do głowy rozwiązania, które warto zastosować w codziennym życiu. Nasz mózg odpoczywa, kiedy my skupiamy się na prostej czynności sprzątania, a zrelaksowany podsuwa nam lepsze pomysły.

Poza tym na mnie osobiście widok czystego mieszkania działa kojąco. Poprawia mi humor, po prostu – a z możliwością ogarnięcia bałaganu łączy się przyjemne poczucie kontroli i dobrego spożytkowania energii.

Numer 5: Spójrz na wszystko z innej perspektywy

Czasami tym, co umożliwia nam ostateczne pożegnanie się z trudnymi uczuciami jest przyjrzenie im się w szerszym kontekście. Obcowanie z pięknem natury czy przeżywanie wyjątkowych chwil z bliskimi osobami to tylko kilka przykładów sytuacji, które mogą zmienić to, jak postrzegamy nasze problemy. Przyglądając się rzeczom większym od nas, przypominając sobie o uniwersalnych wartościach czy współczując innym odbieramy naszym problemom obezwładniającą moc wypełniania całego naszego pola widzenia.

 

Numer 6: Medytacja i modlitwa

Czyli dwa sposoby na absolutnie wyciszenie się i pozwolenie na to, by negatywne emocje dosłownie uleciały w niebyt. Medytacji osobiście nie praktykuję, chociaż w pewnych sytuacjach wchodzę w podobny stan naturalnie. Modlę się jednak regularnie i zawsze zaskakuje mnie, jak bardzo potrafi mnie to uspokoić. Powtarzanie tych samych słów, zwracanie się z ufnością do siły większej od nas – to wszystko niesie ze sobą niesamowitą kojącą moc. To temat tak osobisty, że trudno mi napisać o nim coś więcej, gorąco zachęcam jednak do tego, żeby poświęcić mu nieco uwagi.

 

Numer 7: Wdzięczność

Poszukiwanie wdzięczności, szczególnie jeżeli negatywne emocje są powiązane w jakiś sposób z inną osobą lub ogólną życiową sytuacją może zdziałać cuda. Nie tylko dla zmiany naszej perspektywy, poprawy humoru i odwrócenia uwagi ku przyjemniejszym rzeczom. Także dla zyskania właściwego oglądu sytuacji i zatrzymania ewentualnego narastania przykrych uczuć. Pamiętając o tym, za co jesteśmy wdzięczne łatwiej będzie nam ocenić, czy nasze odczucia są tymczasowe i powiązane z jednorazową sytuacją czy też stanowią część większego problemu. To zaś pociąga za sobą zdolność adekwatnej reakcji na przyczynę naszego obniżonego nastroju.

 

Numer 8: Zmiany

Wiesz dlaczego w ogóle czujemy negatywne emocje? Po to, abyśmy wiedziały, że coś w naszym życiu wymaga poświęcenia temu większej uwagi. Nie w każdym przypadku musimy reagować od razu i na dużą skalę. Jeżeli jednak przyczyna naszego stanu jest duża i ważna a negatywne emocje utrzymują się przez dłuższy czas może to stanowić sygnał dla wprowadzenia większych życiowych zmian. To może być przemodelowanie swoich relacji z innymi, zmiana pracy lub miejsca zamieszkania, pójście na terapię a czasami wiele rzeczy po kolei zanim natrafimy na właściwe rozwiązanie. Nie warto jednak bagatelizować sygnału alarmowego, jakim mogą być dlugotrwale odczuwane przykre emocje, ale sprawić by odeszły poprzez usuwanie ich przyczyn.

 

Numer 9: Czas dla siebie

Zauważyłam u siebie pewną zależność (ręka do góry, jeśli masz podobnie): ilekroć zdarza mi się zapomnieć o sobie, zatracić się w obowiązkach, pracy i poświęcaniu czasu innym, mój nastrój galopuje w dół. Jedynym, co pozwala mi wtedy poczuć się lepiej jest pozwolenie sobie wreszcie na czas dla siebie. Zdarza mi się brać wolne w pracy, gdy jestem przeciążona albo wychodzić na samotne zakupy w sobotni poranek, żeby choć przez chwilę pobyć w ciszy i bez towarzystwa. Czasami wystarczy skręcenie do galerii handlowej na obiad po drodze domu. Czas dla siebie nie musi być niczym spektakularnym i oznaczać od razu wieczora w wannie z pudełkiem czekoladek na modłę amerykańskich seriali. Czasami wszystko czego potrzebujemy to moment samotności. I to wystarczy.

 

Numer 10: Płacz

Był w moim życiu taki moment, że przez dłuższy czas w ogóle nie udawało mi się zapłakać. A potem przyszedł okres, w którym płacz stał się moją instynktowną reakcją na przykre emocje. Niekiedy bardzo kłopotliwą – szczególnie w pracy lub w towarzystwie niezbyt dobrze znany mi osób. Jednak po długiej sesji niepohamowanego płaczu zawsze jest mi lepiej. Czuję się ukojona i oczyszczona fizycznie oraz psychicznie. Płacz pozwala mi dotknąć mojej wrażliwości, jest przyzwoleniem na powiedzenie „tak, to bolało”. Sprawia, że czuję się autentyczna i jestem w kontakcie z samą sobą. A kiedy przemija, zabiera ze sobą wszystko to, co tak bardzo mnie bolało.

 

Na sam koniec chciałabym dodać, że chociaż negatywne emocje są istotne i wymagają naszej uwagi to jednocześnie nie musimy się do nich przywiązywać. Warto używać ich jako sygnału alarmowego, dzięki któremu możemy lepiej zadbać o swoje potrzeby i zmienić swoje życie. Nie jako narzędzia do budowania swojej tożsamości i osobistej historii, w której jesteśmy kimś, kto zawsze cierpi, czuje smutek lub złość. Nawet negatywne emocje pełnią w naszym życiu ważną funkcję – ale gdy przestają być pomocne po prostu się ich pozbądźmy. Pozwólmy im odejść.

 

Wiem, że to bardzo długi wpis, pełen sporej ilości przemyśleń – napisz mi proszę co o nim sądzisz i jak Ty okiełznujesz negatywne emocje. Jeśli uważasz, że inni również mogą z niego skorzystać będzie mi miło, jeśli go udostępnisz. 🙂 Dziękuję Ci za to, że dotrwałaś do końca i mam nadzieję, że zostawisz po sobie komentarz.