W listopadzie nie było wpisu z cyklu radości miesiąca. Potrzebowałam wtedy przede wszystkim zaszyć się w domu i trudno było mi o tym pisać w zwyczajowej, radosnej formie. Postanowiłam wynagrodzić to Wam w tym miesiącu. Jeżeli jesteście ciekawe, co sprawiało mi radość w ciągu ubiegłych miesięcy i jak minął mi grudzień zapraszam na kolejny wpis!

Radości miesiąca #1: Święta

Cała masa świąt! Zaczęło się od Wszystkich Świętych. Moim zdaniem wcale nie jest to ponure i nieprzyjemne święto. Uwielbiam podziwiać mnogość kwiatów, ozdób i kolorowych zniczy na grobach. Cmentarze są w tych dniach pełne ludzi i znajomych, których często spotykamy tylko w ten jeden dzień w roku. Mamy okazję wspominać naszych bliskich, zrobić dla nich coś dobrego, ale też zatrzymać się i nabrać dystansu do naszego życia. To radosny czas, nawet jeżeli – jak w tym roku – pogoda nie sprzyja długim spacerom wśród rozświetlonych pomników i kolorowych liści.

Urodziłam się 10-ego listopada. Choćby z tego względu lubię ten miesiąc – dla mnie jest zawsze pełen życzeń, spotkań z bliskimi i prezentów.

Grudzień to z kolei czas świąt Bożego Narodzenia. W tym roku ich obchody trwały niemalże cały miesiąc – od pierwszych prezentów kupionych jeszcze w listopadzie poprzez porządki, wyjazd do moich rodziców, szybki wypad na świąteczny jarmark i właściwe święta spędzone z rodziną mojego chłopaka. Miałam okazję odpocząć, cieszyć się smakołykami, udanymi prezentami i bliskością ważnych dla mnie osób. Jedyną rzeczą, której żałuję jest brak śniegu. Uwielbiam tę porę roku, o ile jest biała i z przyjemnością pozjeżdżałabym na sankach czy stoczyła wielką bitwę na śnieżki.

https://www.instagram.com/p/BOUWHPKAsEM/

Sylwestra od dwóch lat spędzam w domu, z najbliższymi. Nie jestem fanką świętowania na siłę, nie zawsze jestem też w nastroju na huczną imprezę. Zamiast tego przygotowałam proste smakołyki i spędziłam ten wieczór na oglądaniu ulubionego serialu oraz wybuchających za oknem fajerwerków. Szczególne podziękowania należą się anonimowemu sąsiadowi, który postanowił rozświetlić nasz wieczór przepięknymi fajerwerkami. Dziękujemy!

Radości miesiąca #2: Odpoczynek

Kojarzycie te wszystkie memy, gdzie ludzie pokazują, jak bardzo zmaltretował ich ubiegły rok? Sama mogłabym taki przygotować. Pod koniec roku czułam już, że bagaż wszystkich trudności i wyzwań z minionych 12 miesięcy przytłacza mnie zbyt mocno. Na całe szczęście w miałam szansę na kilka wolnych dni w listopadzie, a grudzień prawie w połowie spędziłam na urlopie.

Bardzo tego potrzebowałam. Grudzień pomógł mi uświadomić sobie, jak bardzo jestem niewyspana, jak mało mam czasu na przyjemności, jak sama siebie katuję niemożliwymi do zrealizowania listami zadań i jak bardzo mnie to wszystko unieszczęśliwia. Wzięłam sobie na głowę zbyt wiele i choć wciąż trudno mi się pogodzić z tym, że nie udało mi się zrealizować kilku ważnych zamierzeń z ubiegłego roku to cieszę się, że otrzymałam taką lekcję od życia. Bardzo chciałabym zmienić swoje podejście do pracy i odpoczynku w Nowym Roku.

Radości miesiąca #3: Rozrywka

Fantastyczne Zwierzęta i Jak Je Znaleźć obejrzałam w kinie aż dwukrotnie! Z przyjemnością poszłabym na ten film jeszcze kilka razy. Polecam nie tylko maniakom Harry’ego Pottera. Udało mi się też załapać na Księgowego, Doktora Strange oraz Łotra Jeden. Szczególnie ten ostatni niesamowicie przypadł mi do gustu. W domowym zaciszu udało mi się obejrzeć mój ukochany świąteczny film – The Holiday. Za każdym razem wzrusza mnie i skłania do refleksji dokładnie tak samo.

Grudzień, jako miesiąc w dużej mierzy spędzony na urlopie, to czas, kiedy nie wystawiałam nosa zza książek. Niestety nie starczyło mi czasu, aby obejrzeć w kinie Światło między oceanami, zrekompensowałam to sobie zatem poprzez przeczytanie literackiego pierwowzoru. Książka nie zrobiła na mnie tak dużego wrażenia, jak myślałam, ale i tak przypadła mi do gustu. Udało mi się również pochłonąć kilka tytułów, które od dłuższego czasu pokrywały się kurzem na regale z książkami. Były wśród nich moje ukochane retro kryminały Marka Krajewskiego – Arena Szczurów oraz fantastyczny, najnowszy Mock. Król, najnowsza powieść Szczepana Twardocha, jest prawdopodobnie najlepszą książką, jaką przeczytałam w tym roku. Powróciłam też do starych wypróbowanych przyjaciółek, o których pisałam dla Was w tym wpisie.

książki, grudzień, lampki choinkowe, mikrożycie, blog

Radości miesiąca #4: Zdrowie i uroda

Nie do końca mogę uznać ten punkt za źródło radości. Grudzień był dla mnie swoistym miesiącem objawień, a wiele z nich dotyczyło zdrowia i na początku raczej mnie martwiło niż cieszyło. Mimo to teraz jestem spokojniejsza, bo mam nadzieję, że moje dolegliwości w końcu ustąpią. Będzie to ode mnie wymagało zmiany diety i stylu życia, ale jestem zdeterminowana, by poczuć się lepiej. Trzymajcie kciuki!

Przed świętami udało mi się wygospodarować nieco czasu na wizytę u kosmetyczki oraz zakupy. Znalazłam też kilka świetnych kosmetyków. Sama byłam zaskoczona tym, jak bardzo poprawiło to mój nastrój. Niestety, również pod tym względem ubiegły rok nie był dla mnie łaskawy. Większa dbałość o swój wygląd jest jednym z moich postanowień noworocznych.

Radości miesiąca #5: Blog

Nie wiem, co się stało, ale jest Was na blogu coraz więcej i liczby rosną w sporym tempie. Grudzień był pod tym względem przełomowym miesiącem. Ogromnie mnie to cieszy! Każdy zostawiony przez Was komentarz motywuje mnie do dalszej pracy i podnosi mnie na duchu w cięższe dni. Dzięki Waszej aktywności na blogu i Facebooku jest mi coraz łatwiej uwierzyć w to, że moje pisanie ma sens i może się komuś przydać. Dziękuję! 🙂

Jak Wam upłynęły listopad i grudzień? Co w trakcie tych miesięcy sprawiało Wam radość? Chętnie przeczytam Wasze wypowiedzi pod postem – nie wahajcie się napisać!

 


Jeżeli spodobał Ci się ten wpis i chcesz być na bieżąco z nowościami na blogu, zajrzyj do mnie też tutaj:

[DISPLAY_ULTIMATE_PLUS]

Zapisz

Zapisz

Zapisz