Kocyk, herbatka i dobra książka. Dokładnie tak NIE wyglądał mój październik. Pod kocem zresztą zawsze jest mi za ciepło. Mimo to październik – niezwykle zapracowany i pełen stresujących sytuacji – dostarczył mi także pozytywnych, wywołujących uśmiech na twarzy chwil. Zapraszam Was na kolejny wpis z cyklu radości miesiąca!

Radości miesiąca #1: Powrót do przeszłości

W moim rodzinnym miasteczku jest kilka pizzerii, do których jako nastolatka często wybierałam się z koleżankami. Zawsze było to dla nas święto, wymagające założenia najnowszej bluzki i użycia cieni do powiek. Nie inaczej było tym razem. Uwielbiam wracać do miejsc, które kiedyś były dla mnie ważne, szczególnie w moim rodzinnym mieście. Czuję się wtedy, jakby te wszystkie wyprowadzki, studia i praca nigdy nie miały miejsca, a ja jestem przecież dziewczyną, która razem z przyjaciółką omawia wszystkie życiowe wzloty i upadki przy pizzy.

Są tacy ludzie, których sama obecność motywuje mnie i inspiruje. Są takie miejsca, w których zawsze będę czuła się dobrze. Powrót w rodzinne strony pozwala mi nabrać dystansu do moich codziennych, śmiertelnie poważnych problemów. To taki moment na zebranie sił i sprawdzenie, czy na pewno podążam w dobrym kierunku. I tak właśnie było.

Radości miesiąca #2: Książki

Październik to doskonały miesiąc na lekturę, nawet jeśli brakuje przy tym kocyka i herbatki. Kilka wpisów temu mogłyście przeczytać na moim blogu recenzję Sekretnego życia drzew – idealną książkę do czytania, kiedy za oknami liście zmieniają barwy i powoli ulatują na wietrze.

Najwięcej radości sprawiła mi jednak najnowsza książka o przygodach Harry’ego Pottera. Jestem wielką fanką tej serii i ogromnie czekałam na Przeklęte Dziecko. Cudownie było ponownie znaleźć się w tym świecie, choć żałuję, że to nie Rowling spisała tę historię – z pewnością byłaby jeszcze bardziej magiczna i wciągająca.

Uwierzycie, że jako nastolatka nie przeczytałam ani jednej książki Terry’ego Pratchetta? Udało mi się nadrobić zaległości teraz, kiedy wspaniały humor i fantastyczny świat w Kosiarzu umilał mi czas spędzony w tramwaju. Żałuję, że nie przeczytałam tej książki wcześniej – pewnie zrobiłaby na mnie jeszcze większe wrażenie.

Ostatnią pozycją, jaką przyniósł mi październik, był zbiór reportaży o tytule Każdy zrobił, co trzeba. Lubię czytać reportaże, tym bardziej, jeśli dotyczą naszego rodzinnego kraju, niuansów naszej kultury, różnorodności i komizmu, które towarzyszą naszym codziennym przeżyciom niezależnie od ich powagi i głębi. To wszystko znajdziecie właśnie w tej pracy zbiorowej – historie repatriantów, neopogan, nielegalnych imigrantów z Wietnamu lub poetów, którzy dorabiają w piekarni. Pomimo takiej tematyki książka jest lekka i niesamowicie wciąga. Przywodzi mi na myśl Busz po polsku Kapuścińskiego – obie książki warto przeczytać, powiedzą Wam wiele o życiu w Polsce teraz i 50 lat temu.

Radości miesiąca #3: Jesienne smaki

Z dyniowym latte jest tak, że z każdym kolejnym razem smakuje coraz gorzej. Mimo to cieszę się, że w ramach Kawa Festiwalu w Poznaniu miałam okazję spróbować jej zdrowej wersji w kameralnej, klimatycznej kawiarence Wściekłe Ciastka.  Październik to też domowe ciasto z cynamonem i jabłkami oraz pierożki z nadzieniem z dzikiej róży, na które przepis podawałam na blogu. To grillowana cukinia z serem i dynia, z której powstanie pyszna zupa. To papryka w occie i rozgrzewające, tradycyjne flaki mojej mamy. Pycha!

Radości miesiąca #4: Ulga

Ulga to jedno z najprzyjemniejszych znanych mi uczuć. Pojawia się, kiedy skreślę kolejny punkt z listy zaległych spraw do załatwienia. Gdy w końcu wybiorę się do lekarza i okazuje się, że diagnoza jest banalna. Kiedy dowiem się, że mogę poprawić egzamin. Gdy ktoś bliski dzwoni do drzwi po kilkudniowej nieobecności i kiedy sama dzwonisz do drzwi mieszkania po tym, jak spędziłaś pół tygodnia w delegacji. Gdy Twój pociąg ma opóźnienie, ale po godzinie przyjeżdża i wiesz, że już niedługo będziesz w domu. Kiedy kładziesz się do miękkiego łóżka ze świadomością, że rano nie obudzi Cię ani budzik, ani napięciowy ból brzucha.

Radości miesiąca #5: Jesień

Moja ukochana pora roku. Magia zaczyna się z chwilą, kiedy już można odkręcić kaloryfer i rozgrzać chłodne mieszkanie. Zawsze jest też dobrym pretekstem do tego, aby kupić kolejną parę rękawiczek – mam fioła na punkcie tej części garderoby. Można wreszcie wyciągnąć z szafy własnoręcznie uszyty komin z futerka i nie wygląda się głupio.

Lubię jesień nawet wtedy, gdy liście są już na ziemi, a po spacerze w parku buty są całe w błocie. Najbardziej kocham jednak miliony zniczy na cmentarzach i przepyszne, lśniące chryzantemy, mgliste poranki a nawet przenikliwy zimny wiatr. A także to, że żadna inna pora roku nie pozwala uporządkować swojego życia tak dobrze, jak właśnie jesień.

Radości miesiąca #6: Blog

Październik nie sprzyjał blogowej aktywności ale to właśnie wtedy blog podtrzymywał mnie na duchu. Dostałam od Was tak wiele ciepłych słów otuchy i wsparcia, tak wiele wspaniałych gestów, dzięki którym na mojej twarzy gościł uśmiech. Kinga wysłała mi zdjęcia pierożków, które wraz z córeczką upiekła według podanego przeze mnie przepisu. Ruda Wstążka, która przepięknie pisze i prowadzi bloga pełnego interesujących przemyśleń, wysłała mi pocztą list wraz z własnoręcznie pokolorowaną kartką i zakładką do książek.

Każdy Wasz komentarz, każdy lajk na Facebooku, każde miłe słowo sprawiają, że chce mi się tutaj wracać – i jestem Wam za nie ogromnie wdzięczna. 🙂

***

Większość osób nie lubi listopada, ale ja cieszę się na myśl o nowym miesiącu (czy da się nie lubić miesiąca, w którym obchodzi się urodziny?). Planuję bardziej skupić się na zdrowiu, realizacji zaległych zadań oraz swoim zdrowiu – mam nadzieję, że za miesiąc napiszę Wam, że udało się w 100%.

Jak Wam minął październik? Co sprawiało Wam radość? Jakie macie plany na listopad? Koniecznie dajcie znać w komentarzach!

 


Podobało Ci się? Jestem też tutaj:

[DISPLAY_ULTIMATE_PLUS]