Styczeń to dla mnie zawsze nowy początek. Jesteście ciekawe, co nowego się u mnie zadziało? Co w tym miesiącu było dla mnie źródłem radości? Oto kolejny wpis z cyklu radości miesiąca.

Radości miesiąca: styczeń #1 – Zima

Wyglądam któregoś dnia przez okno a tam… śnieg. Nareszcie! To taki filtr, dzięki któremu nawet bure od smogu miasto zaczyna wyglądać pięknie.  Wszyscy mogliśmy tego doświadczyć, kiedy przez kilka dni w Poznaniu utrzymywała się szadź. Codziennie rano budziłam się w pałacu Królowej Śniegu, choć to tylko trzy akacje przed blokiem.

Zauważyliście kiedyś, jakie cudowne są te zimowe słowa? Śnieg, szadź, szron, mróz, ślizgawica… Absolutnie nieprzetłumaczalne, po polsku miękkie, stare. Eleganckie. Nagle okazuje się, że na tak wiele różnych sposobów można opisać to, co za oknem i to, że zimno. Umówmy się – śnieging i mrozing po prostu źle brzmi.

Ja chyba po prostu uwielbiam tę porę roku. Kojarzy mi się z szaleństwem na sankach, świętami, parującym rosołem i cieplutką wełną. Na całe szczęście styczeń dał mi okazję do oglądania zimy w jej naturalnym środowisku. Gdzie? W lesie. Nad rzeką. Przy małym strumyczku na bagnach. Tam, gdzie jako dziecko karmiłam łabędzie, u podnóża najlepszych torów saneczkowych w okolicy. Na moście im. Legionów Piłsudskiego w Płocku, z którego widać widać ogromną, lodową pustynię. To Wisła.

Radości miesiąca – styczeń #2: Równowaga

W 2016 roku zasoby wyczerpały mi się pod koniec trzeciego kwartału. Jakimś cudem dotoczyłam się do świątecznego urlopu, rezygnując z wielu ważnych spraw, żałując pary, która poszła w gwizdek i obiecując sobie, że będzie inaczej.

No i jest. Choć skłamałabym mówiąc, że wszystko idzie zgodnie z planem. Wolę jednak wypracować nawyki, które zostaną ze mną na zawsze, nawet kosztem wielu potknięć i wolniejszego postępu niż zmobilizować się na dwa miesiące a potem pogalopować w stronę tego, co było. Już nie popełnię tego samego błędu.

Co robię? Piję rano szklankę wody z cytryną na czczo. Więcej śpię i czytam. Pilnuję, żeby mieć czas na głupie gierki na Facebooku i seriale. ‚Ich komme aus Polen’ gdy jadę tramwajem, żelazko gdy mi się chce, a blog kiedy tylko mam czas. Żyję, nie skreślam zadań z listy.

Radości miesiąca – styczeń #3: Zdrowe jedzenie

I znowu – nie ma, że z pizzą i czekoladą jesteśmy po rozwodzie. Ale styczeń to dla mnie miesiąc kiedy, zainspirowana przez Basię Szmydt i podejrzewająca u siebie podobne dolegliwości, zaczęłam ograniczać ilość cukru, laktozy i glutenu w diecie. Z ciekawości.

No i powiem, że teraz ciekawi mnie tylko, czy wytrzymam, bo nie mam już najmniejszych możliwości, że warto. Nie chodzi nawet o utratę wagi czy o to, że się lepiej czuję. Piękna jest świadomość, że wszystko, co na moim talerzu mi służy.

Co jadłam? Krem z pora i cieciorki na przykład. Puddingi chia, omlety, naleśniki z mąki ryżowej. Jaglankę zamiast owsianki i grilowane mięso na obiad. Ryż w ilościach hurtowych. Mleko migdałowe na milion sposobów. Sałatkę z cykorii, którą moja mama zrobiła z przepisu koleżanki, która to ten przepis ma od innej koleżanki… Wszystko zdrowe, wszystko smaczne.

Radości miesiąca – styczeń #4: Kosmetyki

Pisałam Wam o tym w poście o zimowej organizacji czasu. Tej zimy chcę tonąć w balsamach, kremach, peelingach i innych cudownościach. Mam ochotę rozkoszować się cudownymi zapachami, wchłaniać te wszystkie witaminy i antyoksydanty a gdybym miała w domu wannę, pewnie bym do niej przyrosła.

Niestety nie zawsze starcza mi siły na długotrwałe rytuały pielęgnacyjne ale umówmy się – i tak jest lepiej. Odkryłam w tym miesiącu kilka naprawdę świetnych kosmetyków. Minimalizm w pielęgnacji totalnie się u mnie nie sprawdza i mam nadzieję, że małymi kroczkami dojdę też do większej regularności.

Chciałybyście post o tym, jakie kosmetyki udało mi się przetestować i co polecam na co dzień?

Radości miesiąca – styczeń #5: Plany

Wyobraź sobie, że masz przed sobą cały rok. Rok, który możesz wypełnić czym chcesz. Czysty, niezapisany. Co w nim umieścisz? Plany? Marzenia?

Planuję, że skończę wreszcie kurs, że fundusz emerytalny, że w maju do Gdańska. Marzę o ładnym, niepraktycznym szlafroczku, wyprawie do groty solnej i ognisku latem. Cieszę się na myśl o wszystkich pysznych potrawach, które zjem w tym roku, o książkach i filmach, o rozmowach i śmiechu, który mnie czeka. I chociaż ostatnio przekonuję się, że rzeczywistość nie zawsze dorównuje naszym wyobrażeniom to i tak wolę je przenosić w życie.

A jak Wam upłynął styczeń? Co radosnego Was spotkało? Czekam na Wasze komentarze!