Kochani, wracam! Jak pewnie się domyślacie, wrzesień wcale nie okazał się spokojnym okresem przygotowań do zimowego snu. Niestety w ciągu ubiegłych kilku tygodni zwaliło mi się na głowę tyle spraw i obowiązków, że na blogu zapanowała przymusowa przerwa. A właściwie to remanent bo takie mini-wakacje dobrze mi zrobiły. Po pół roku pisania musiałam chyba nieco odpocząć i poukładać sobie w głowie, jak widzę to dalej. Na pewno jednak nie zamierzam rezygnować! 🙂 Zapraszam Was na zaległy wpis z cyklu radości miesiąca – bo choć bardzo zajęty, wrzesień wcale nie był pozbawiony miłych momentów!

Radości miesiąca – wrzesień #1: Natura

Udało mi się wykorzystać przepiękną, wrześniową pogodę w stu procentach. Dopóki tylko na dworze było dość jasno kontynuowaliśmy nasze rowerowe wycieczki po okolicy. Wisienką na torcie był jednak weekend spędzony na wsi, u moich rodziców, kiedy temperatura wzrosła do tego stopnia, że skończyliśmy kąpiąc się w jeziorze. Uwielbiam pływać, ale przede wszystkim uwielbiam robić to w naturalnych zbiornikach wodnych. Jest coś kojącego, niemal mistycznego w zanurzaniu się w chłodnej wodzie, unoszeniu na jej powierzchni na plecach, podziwianiu lasu dookoła, kiedy równomiernie rozcinasz wodę ramionami… Po takiej kąpieli zawsze czuję się wzmocniona, rześka i odprężona, a tego nie da mi żadna chlorowana woda w najwspanialszym nawet basenie.

jezioro, wieczór, zachód słońca

Kąpiel w jeziorze zakończyła się niebezpieczną wyprawą do miejsca nieodwiedzanego od wielu, wielu lat – pisałam o niej więcej w tym poście.

Radości miesiąca – wrzesień #2: Ludzie

Wrzesień był zdecydowanie miesiącem nadrabiania towarzyskich zaległości. Dodatkowo mam teraz z powrotem w Poznaniu bardzo lubianą przeze mnie osobę i wreszcie możemy porozmawiać nad kubkiem ulubionej kawy zamiast wyłącznie przez telefon. Była zatem dyniowa latte, kiedy w pośpiechu pojechałam po pracy do zupełnie innego Starbucksa, w którym się umówiłyśmy, mnóstwo rozmów i jeszcze więcej planów na jesień. Było wino na tarasie z moimi rodzicami, były pogaduchy z przyjaciółkami i pyszna pitna czekolada w Mount Blanc. Były naleśniki w Manekinie o 11.00 w sobotę (to tam zrobiłam zdjęcie tego pięknego wrzosu). Było dobrze.

Radości miesiąca – wrzesień #3: Wyzwania

Ja jestem z tych osób, które uważają, że strefa komfortu jest od tego, żeby w niej siedzieć. W tym miesiącu często musiałam działać poza jej granicami, a zanosi się na to, że dopiero listopad przyniesie mi więcej spokoju. Czy chciałabym to powtarzać codziennie? Nie! Czy było warto? Tak!

Na początku września wybrałam się do Berlina w celach służbowych. Kiedy pierwszy raz pojechałam tam rok temu Berlin mnie przeraził. Był ogromny, monumentalny, pełen świateł. Ciągle myślałam o tych żołnierzach, którzy byli prostymi chłopcami ze wsi i małych miasteczek, o tym, co musieli czuć na widok tak niezwyciężonego miasta. Tym razem Berlin był już moim starym znajomym. Miałam okazję zobaczyć urocze kamieniczki w jego zachodniej części i podziwiać Kościół Pamięci w blasku jesiennego słońca. Chciałabym tam kiedyś spędzić więcej czasu.

We wrześniu brałam też udział w dwóch blogowych wyzwaniach: wyzwaniu fit z Martą oraz wyzwaniu Oczyszczam Przestrzeń Niebałaganki. Z pierwszym z nich poszło mi tragicznie – do połowy miesiąca było wszystko ok, ale potem porwał mnie ten sam wir obowiązków, który wymiótł mnie też z bloga. Będę próbować dalej. Z oczyszczaniem przestrzeni idzie mi jednak znacznie lepiej, zwłaszcza, że wiele z tych punktów zrealizowałam sama jeszcze zanim Ania ogłosiła je na swoim blogu. Niedługo będę podsumowywać efekty także spodziewajcie się nowego postu. 🙂

Radości miesiąca – wrzesień #4: Nowe książki

Czasem mam wrażenie, że książki po prostu materializują się w moim domu. Kupiony kilka miesięcy temu regał jest już kompletnie pełny, my jednak nie przestajemy znosić do domu nowych księgarnianych lokatorów. Nie inaczej było również i w tym miesiącu, póki co nie będę Wam jednak zdradzać tytułów, planuję bowiem więcej postów czytelniczych w najbliższym czasie. W końcu jesienią i zimą czytanie sprawia najwięcej radości…

książki, kawa, regał, jesień, wrzesień, radości, blog, mikrożycie

Radości miesiąca – wrzesień #5: Dom

No właśnie. Wiecie przecież dobrze, że lubię siedzieć w domu. Teraz, kiedy na dworze jest już chłodno, mam nadzieję zaszyć się na nieco dłużej na przytulnej kanapie. We wrześniu rzadko znajdowałam czas na coś więcej niż odcinek ulubionego serialu, październik jednak powinien być pod tym względem lepszy, choć nadal przede mną mnóstwo pracy.

Wrzesień był również miesiącem dbania o dom. Oprócz wyzwania Niebałaganki zorganizowałam wielkie, generalne porządki i postanowiłam odświeżyć nieco wystrój naszego wynajmowanego mieszkanka. A potem cieszyłam się porządkiem, zapachem świeżego prania i złotawymi promieniami słońca wpadającymi przez umyte okna.

 

Radości miesiąca – wrzesień #6: Jesień

Tak po prostu, bo teraz już się na pewno zaczęła i już nie zniknie. Złote liście spadały już na ziemię, kiedy kąpaliśmy się w jeziorze. Codziennie rano jest odrobinę ciemniej, odrobinę bardziej mgliście, odrobinę bardziej kolorowo i nieco tylko chłodniej. Wyciągnęłam już z szafy botki i ulubiony szalik w kratkę. Wypiłam to dyniowe latte, ugotowałam leczo, a za miesiąc pojadę na mały cmentarzyk ze świeczką dla dziadka. Babcia już pali w starej westfalce – będę tam siedzieć z kubkiem herbaty a za oknem będzie listopad.

Zanim listopad czeka mnie jeszcze mnóstwo pracy… kolejna delegacja i egzamin już niedługo. Obiecuję, że nie zafunduję Wam już tak długiej przerwy, ale obawiam się, że może być mi trudno pisać częściej niż raz w tygodniu. Zrobię, co w mojej mocy – i wynagrodzę Wam to wszystko w listopadzie!

A jak Wam minął wrzesień? Co u Was słychać? Co sprawiało Wam radość w poprzednim miesiącu? Koniecznie dajcie znać w komentarzach!

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz