Zdarza Ci się tęsknić za życiem blisko natury? Ja z tego powodu nawet założyłam bloga. 😉 Po wyjeździe na studia do dużego miasta ogromnie brakowało mi przyrody. Czułam się oddzielona od korzeni, pozbawiona energii, którą do tej pory czerpałam ze spacerów po lesie lub przesiadywania nad rzeką. Takich samych ludzi obserwowałam wokół siebie – wychowanych wśród bloków, nie potrafiących odróżniać kwitnących na wiosnę drzew owocowych. Ludzi, dla których jedyna różnica pomiędzy porami roku znajdowała się na osi zimno-ciepło. Miałam wrażenie, że wielu z nas postrzega naturę jako coś, co można spotkać tylko w dalekich, dzikich ostępach. Nie dziwcie mi się zatem, że wpadłam od razu, kiedy wydawnictwo Vivante zwróciło się do mnie z prośbą o zrecenzowanie książki o tytule Sekrety roślin i zwierząt w miejskiej dżungli.

W przypadku autora książki impulsem dla obserwowania przyrody w jej miejskim wydaniu stały się spacery z malutką córeczką. Chcąc zainteresować dwuletnią Jo światem przyrody, udało mu się dotrzeć do swojej własnej pasji.Stało się nią zgłębianie tajemnic elementów miejskiej flory i fauny, jakie codziennie widywał w pobliżu swojego domu.

Każdy z kilku rozdziałów książki poświęcony jest innemu gatunkowi zwierząt lub roślin.

Tym, co najbardziej spodobało mi się w sposobie, w jaki autor je opisuje, jest połączenie perspektywy laika z naukowymi informacjami z dziedziny biologii a nawet… historii. Nathanel Johnson przedstawia nam swoje spostrzeżenia na temat przyrody w mieście w niemalże dziecięcych, prostych słowach. Nie poszukuje jednak informacji na Wikipedii, ale aktywnie obserwuje zwierzęta i rośliny, a także spotyka się z ekspertami w zakresie poszczególnych gatunków. Za kilka stron odnajdziemy zatem interesujące informacje dotyczące biologicznej różnorodności opisywanych stworzeń. W wielu przypadkach autor nakreśla również historię miejskiej symbiozy poszczególnych gatunków z ludźmi. Dzięki temu książka ani przez chwilę nie staje się nudna, umożliwiając nam obserwowanie zwykłych-niezwykłych zwierząt lub roślin z różnych perspektyw. Przypomina nie tyle podręcznik do przyrody, co pamiętnik bardzo ciekawego świata mężczyzny. Ta forma bardzo przypadła mi do gustu.

Autor mieszka w San Francisco, wobec czego część z opisywanych przez niego gatunków – jak sępniki różowogłowe czy miłorzęby japońskie – nie występuje w Polsce. Możemy jednak pochylić się głębiej nad takimi stworzeniami jak pospolite w naszych miastach gołębie czy wiewiórki lub dziko rosnące rośliny jadalne, na które ostatnio panuje u nas prawdziwy boom. Jak wyglądają młode gołębie? Czy przyklejony do liścia do góry nogami ślimak spadnie? Czy jedzenie roślin rosnących wśród smogu i zanieczyszczeń ma sens? To pytania, które stawia sobie autor i którymi próbuje wzbudzić w swojej córeczce ciekawość świata przyrody. Mogą być idealne dla większości z nas, u których nudne informacje przekazywane w szkole oraz codzienna wielkomiejska gonitwa doprowadziły do uśpienia zainteresowania tym, co nas otacza.

Sekrety roślin i zwierząt w miejskiej dżungli niosą ze sobą ukryte przesłanie dotyczące postrzegania świata natury przez ludzi.

Przyjęło się, że miasto i przyroda to dwie sprzeczności. Jeśli przyroda to tylko ta pierwotna, nieskażona obecnością człowieka. Jeśli miasto to wieżowce ze szkła i stali. A przecież w miejskich parkach, pustostanach czy przedmieściach aż roi się od rozmaitych zwierząt i interesujących roślin. Sama postrzegałam Poznań jako pustkowie bez śladu przyrody, chociaż posiada on jeziora i piękne parki, a spotkanie lisa, wiewiórki i ptaków podczas spaceru nie jest niczym niezwykłym. Sekrety roślin i zwierząt w miejskiej dżungli dały mi pod tym względem wiele do myślenia.

Tym, co naprawdę wyniosłam z lektury tej książki jest świadomość, że w naszych miastach żyje wiele dzikich zwierząt oraz roślin, a jedyne co musimy zrobić, aby przestać czuć się oddzieleni od natury to otworzyć oczy.

Odkąd skończyłam ją czytać kilka dni temu rzeczywiście patrzę na swoje otoczenie inaczej. Pokazywałam Wam już na Instagramie rodzinkę kwiczoła, który zagnieździł się na drzewie tuż naprzeciw naszego okna. Wczoraj taszcząc ciężkie zakupy z Biedronki natknęłam się na szpaka. Nie mogłam się napatrzeć na to, jakie piękne są jego czarne, nakrapiane na złoto i opalizujące zielenią piórka. Choć przez większość dorosłego życia mieszkałam na wsi to w Poznaniu po raz pierwszy widziałam węża, lisa czy wiele nietypowych ptaków z bliska.

Jeżeli jednak z jakiegoś powodu ta książka nie skłoni Cię do zmiany myślenia o swojej okolicy, zawsze może być po prostu źródłem rozrywki i inspiracji. Być może zechcesz powtórzyć któryś z eksperymentów autora lub postanowisz przyjrzeć się bliżej gatunkom występującym obok Twojego domu? Może również marzysz o tym, aby Twoja córka zaczęła interesować się czymś więcej niż byciem baletnicą? Spróbuj potraktować Sekrety roślin i zwierząt w miejskiej dżungli jako inspirację odnośnie spędzania wolnego czasu – samotnie lub z dzieckiem. Gwarantuję, że się nie zawiedziesz.

Książek opowiadających o naturze w prosty sposób, budzących naszą wrażliwość na nią jest coraz więcej.

Jest zupełnie tak, jakbyśmy ochłonęli nieco z zafascynowania technologią i luksusem oraz pragnęli powrócić do zwykłych spraw. Tęsknimy za tym, co zagubiliśmy, co jest bliskie i widoczne gołym okiem. To podejście leży tak blisko mojej filozofii życiowej jak to tylko możliwe. Sekrety roślin i zwierząt w miejskiej dżungli to następna udana pozycja z nurtu książek, które ponownie otwierają nas na naturę. Uświadamia nam, jak bardzo jesteśmy z nią związani nawet żyjąc w centrum miasta. Z pewnością dostarczy Ci rozrywki oraz wiedzy, a także pomoże spojrzeć na swoje otoczenie w inny sposób – nawet jeżeli to tylko niewielki trawnik przed blokiem.

Premiera książki będzie miała miejsce 16-ego maja. Jeśli zaciekawiła Cię tak, jak mnie, warto uzbroić się w cierpliwość i zaznaczyć tę datę w kalendarzu. 🙂

Czy tęsknicie za naturą na co dzień? Mieszkacie w mieście czy może na wsi? Chętnie dowiem się czegoś więcej o Was i o tym, jak blisko świata przyrody czujecie się na co dzień!