Mam na nogach stare adidasy. Porządne, mocne, zapinane na rzepy i bardzo, bardzo brudne. Tuż za nimi pachnie czarna ziemia. Najfajniejszą zabawą jest wybijanie w niej śladów kiedy biegam w górę i w dół, w górę i w dół. W górę, gdzie stoi dom, ciemny na tle nieba – żółto-niebieskiego, pokrytego smugami jasnych chmur. W dół, do okopów, w których nikt nigdy nie zginął, do krzewów czarnego bzu, bagien i rzeki.

Podobno miłość, jak każda kobieta, potrzebuje rzeczy. Nie tylko miłość i nie tylko kobieta! Szczęście podobnie potrzebuje pewnych przedmiotów – a może raczej konkretów? 

Każda z nas ma w szafie taką bluzkę czy sukienkę, po którą sięgamy niemal odruchowo. Czujemy się w niej nadzwyczaj dobrze i zupełnie bezwiednie uśmiechamy się, kiedy tylko zakładamy ją na siebie. Czy to kwestia przyjemnego w dotyku materiału, korzystnego kroju czy tego, że miałyśmy ją na sobie na pierwszej randce z ukochanym – nie ma znaczenia. Ten przedmiot skojarzony został przez nas ze szczęściem i sam jego widok wywołuje w nas pozytywne odczucia. 

Na takie skojarzenia składają się nie tylko przedmioty czy miejsca same w sobie, ale też różnorodne towarzyszące im wrażenia. Nie bez powodu Regina Brett opisuje szczęście jako zakładanie nowych skarpetek – któż z nas nie lubi czuć na stopach ich cudownej miękkości? Ze szczęściem może nam się kojarzyć muzyka, której słuchałyśmy na wakacjach, zapach piekącego się kruchego ciasta (to u mnie) albo smak świeżych owoców, który przypomina nam wakacje u babci. Najmocniejsze z nich łączą ze sobą wszystkie te wrażenia, bazując jednocześnie na naszych pozytywnych wspomnieniach.

Jak i czy możemy wykorzystać pozytywne skojarzenia w codziennym życiu? 

Zdecydowanie możemy. Większość z nas odruchowo to robi, sięgając po ulubione przysmaki na poprawę humoru lub słuchając radosnej muzyki po ciężkim dniu. Myślę jednak, że możemy wykorzystać moc skojarzeń w znacznie skuteczniejszy i bardziej świadomy sposób. To coś, co na swój prywatny użytek określam jako skrypty szczęścia.

Skrypt to inaczej pewien wzorzec, zakodowany sposób postępowania. Czyżby przepis? 

Wielu z nas swoje najszczęśliwsze wspomnienia wiąże z okresem dzieciństwa. Kodowane w tamtym czasie skojarzenia, ze względu na ich świeżość oraz wielokrotne powtarzanie tkwią w naszej świadomości bardzo mocno. Jako dorośli nierzadko próbujemy wrócić do tych powiązań. Mówimy o tym, że chleb smakuje jak z wiejskiego sklepiku trzydzieści lat temu albo pogoda na dworze przypomina nam letnie wieczory spędzane na grze w piłkę.

Aby móc wracać do tych wspomnień, trzeba zdawać sobie sprawę z ich różnorodnych elementów. O ile potrafimy bezbłędnie wskazać smaki czy przedmioty, które dawały nam szczęście w dzieciństwie, o tyle rzadziej analizujemy skojarzenia, które wytworzyliśmy jako dorośli lub traktujemy je wybiórczo, skupiając się np. tylko na doznaniach związanych z przebywaniem z bliskimi osobami.

Pierwszym krokiem byłoby zatem zidentyfikowanie większej ilości szczęśliwych skojarzeń.

Być może tym, co aktualnie wzbudza w nas pozytywne odczucia jest panująca w mieszkaniu w niedzielny poranek cisza. Być może są to kupione rok temu buty, w których przebiegłaś maraton. Lub widok z okna w Twoim nowym mieszkaniu. Warto skupić się na różnych wrażeniach, jakich może dostarczać nam dana sytuacja – na tym, co słyszymy, widzimy i czujemy, a co razem daje nam poczucie szczęścia.

Zidentyfikowane skojarzenia można wzmacniać, rozwijać. Zupełnie tak, jak Twoja mama, kiedy po Twoim powrocie ze szkoły zawsze stawiała przed Tobą talerz ciepłej zupy. Dzisiaj, będąc dorosłe, same możemy, a nawet powinnyśmy o siebie zadbać w taki sposób. Fajnym rozwiązaniem jest tworzenie rytuałów. Często powstają w naszym życiu samoistnie – bo jakoś tak wyszło, że dwa lata temu w Tłusty Czwartek spotkałyśmy się z przyjaciółką w kawiarni, powtórzyło się to też rok temu. Dlaczego zatem nie uczynić tego tradycją? Takie zwyczaje dodają naszej codzienności magii, utrwalają w nas dobre skojarzenia i czynią życie przyjemniejszym. Wyjście do kawiarni z przyjaciółką to nasz skrypt szczęścia na Tłusty Czwartek.

Skrypty szczęścia trudno wyłapać w chwili obecnej. Na ogół dostrzegamy je dopiero po czasie, wracając wspomnieniami do szczęśliwych chwil.

Największą moc mają jednak nie jednorazowe, ogromne wydarzenia a malutkie przyjemności, które regularnie powtarzają się w naszym życiu. To te ostatnie mają największy wpływ na naszą codzienność, pozwalając rozładować napięcie i doświadczyć komfortu niezależnie od zewnętrznych okoliczności. To drobiazgi jak właśnie nowe skarpetki, gorąca kawa o poranku i ładna, wygodna piżama. 

Często nie zdajemy sobie sprawy, że nasze obecne zachowania tworzą skrypty szczęścia dla bliskich nam osób. Warto zatrzymać się na chwilę i pomyśleć, jak możemy dostarczyć im radości na co dzień. Być może będzie to właśnie ciepła zupa zawsze po powrocie ze szkoły albo herbata, którą witamy męża już w progu. Może wracanie co roku do tej samej kawiarni. A może spokój i wsparcie, jakie będziemy im okazywać każdego dnia.

Każdy z nas posiada oraz tworzy nowe skrypty szczęścia przez całe swoje życie.

Skryptem jest ten moment, kiedy myślisz o idealnym piątkowym wieczorze i widzisz przed sobą cały obraz złożony z kanapy, książki i lampki wina. Powtarzanie tych skryptów, zauważanie ich, opieranie na nich codziennych rytuałów oraz świadome tworzenie szczęśliwych wspomnień u naszych bliskich to małe sposoby, dzięki którym możemy być szczęśliwsi na co dzień.

Moje skrypty szczęścia już znacie – to zapach ciemnej, mokrej ziemi na wiosnę. Ten moment, kiedy pierwszy raz zakładam cienką kurtkę i adidasy. Rowerowa przejażdżka przez zieleniący się las, malowanie pisanek i zapach piekącego się na grillu mięsa. Wszystko to, co niosą ze sobą nadchodzące miesiące.

A jakie są Twoje wiosenne skrypty szczęścia – najwspanialsze skojarzenia i wspomnienia?