Styczeń to zawsze taki długi miesiąc, prawda? Mam wrażenie, że Nowy Rok dopiero nabiera w nim rozpędu. Po zawsze zbyt szybko kończącym się grudniu, po świętach, których nie jesteśmy gotowi porzucić, jest jak kolejny świeży start. Lubię tę energię nowego początku nawet jeśli może się wydawać, że postanowienia noworoczne nie mają sensu.

Ten powiew świeżości zdecydowanie pojawił się w tym miesiącu w naszej kuchni. Zimne miesiące zawsze sprawiają, że chętniej przebywam w kuchni, eksperymentując z kolejnymi potrawami, dzięki którym robi nam się cieplej na ciele i na duszy. Udało nam się nieco usprawnić naszą organizację zakupów i gotowania. Przez cały styczeń przygotowywałam jedzenie głównie w weekendy, w trakcie tygodnia ograniczając się do prostych, koniecznych czynności. Jestem ciekawa, czy chciałybyście wpis o tym, jak radzę sobie z gotowaniem na cały tydzień obecnie – dajcie koniecznie znać!

Poniżej efekty moich kreatywnych godzin spędzonych w kuchni: obiady na połowę tygodnia i drożdżowe rogaliki z marmoladą z dzikiej róży oraz pierwszy w życiu tort urodzinowy dla mojej Mamy. Krem i nadzienie pochodzą z tego przepisu a biszkopt to najlepszy czekoladowy z przepisu mojej Mamy.

tort, rogaliki, blog, styczeń, mikrożycie, mikrozyciePrzy planowaniu naszej codziennej rzeczywistości bardzo pomocny okazał się Bullet Journal. Kiedy pierwszy raz zobaczyłam na Instagramie zdjęcia samodzielnie przygotowywanych, kolorowych planerów, byłam przekonana, że to nie dla mnie. Potrzebowałam czegoś prostego, łatwego w obsłudze, mieszczące wszystkie potrzebne mi informacje. Nie mogłam jednak znaleźć idealnego planera na sklepowych półkach i tak BuJo dostał swoją szansę. Wykorzystałam do tego pięknych zeszyt od koleżanki z Amsterdamu – i jest! Pozbawiony pięknych rysunków, ale poręczny i przydatny w absolutnie każdej dziedzinie życia. Póki co sprawuje się świetnie.

książki, zeszyt, inkbook, czytnik, pościel, styczeń, blog, mikrożycie, mikrozycie

Jestem całkiem zadowolona z ilości przeczytanych w tym miesiącu książek. Skusiłam się wreszcie na „Dom polski. Meblościanka z pikasami.” – zbiór wywiadów z czołowymi projektantami polskich mebli i wyposażenia domów z okresu PRL-u oraz po transformacji. Zabrakło mi w tej książce zdjęć – ćmielowskiej porcelany, szkła Antico, pierwszych mebli z IKEA, które pojawiły się w Polsce. Jest jednak bardzo ciekawym spojrzeniem na to, jak my, Polacy, podchodzimy do naszych domów, w jaki sposób je ozdabiamy i jak na to wszystko wpływa nasza historia oraz różnice społeczne na przestrzeni kraju. Pochłonęłam ją w jeden wieczór. Podobnie jak „A lasy wiecznie śpiewają” – rodzinną sagę osadzoną w XVII-wiecznej Norwegii. Może to tęsknota za prawdziwą zimą sprawia, że co roku w okolicach świąt mam ochotę wracać do tej książki?

blog, mikrożycie, mikrozycie, styczeń, świece, okno, śnieg, zima

Skandynawskie opowieści zdominowały zresztą styczeń doszczętnie – zaczęłam oglądać „Wikingów„. Pewnie słyszałyście już o tym serialu. Jeśli nie to koniecznie obejrzyjcie kilka odcinków i sprawdźcie, czy to dla Was. Spodoba się wszystkim fanom seriali historycznych, ale też opowieści fantasy – mistyka i odniesienia do religii Wikingów pojawiają się tam bardzo często. Nie brakuje wyrazistych postaci takich jak Ragnar, główny bohater i legendarny wódz plemion skandynawskich, jego dwie żony czy przyjaciele tacy jak Floki, ekscentryczny budowniczy statków i Athelstan, pojmany w niewolę mnich, który prędko okazuje się być bratnią duszą Ragnara. Serial nacieszy też Wasze oko jeśli tęsknicie za pięknymi widokami i dziką przyrodą Północy.

W styczniu obejrzałam też „The End of the F**king World”, kolejną produkcję Netflixa, która jednak nie zachwyciła mnie tak, jak „Dark” czy „Stranger Things”. Historia dwóch uciekających z domu nastolatków, wplątujących się w jedno przestępstwo za drugim, nie do końca mnie do siebie przekonała. Mimo to śmiało mogę polecić go jako prosty i przyjemny serial, który nie odetnie Was od życia na długie dni.

Kolejną nowością, którą przyniósł ze sobą styczeń było odnalezienie wreszcie ukochanego rodzaju fitnessu, na który mam ochotę nawet wtedy, gdy jestem zmęczona. To pilates! Dopóki nie dorwało mnie przeziębienie, regularnie ćwiczyłam z Cassey Ho. Pisałam Wam o niej we wpisie o kobietach, które inspirują mnie do zdrowego stylu życia. Zdecydowanie polecam jej treningi!

No i nareszcie – na krótko, ale jednak odwiedziła nas zima! Przez kilka dni można było podziwiać za oknem takie widoki.

zima, noc, styczeń, śnieg, blog, mikrożycie, mikrozycie

Na „prawdziwą” zimę załapałam się także jadąc na weekend do rodziców. Zobaczcie jak tam pięknie! Zabawne, jak sto kilometrów dalej na polach może być biało, a w Poznaniu śnieg utrzymuje się maksymalnie kilka dni. Tym razem wyjątkowo jechałam pociągiem. Mogłam podziwiać zmieniające się za oknem krajobrazy, lasy, Wisłę i uciekające w popłochu dzikie zwierzęta. A na dworcu kolejowym, w małej kawiarence pełnej książek, kupiłam kawę z ręcznie napisanymi na kubku życzeniami „przyjemnej podróży”. kawa, sikorki, karmnik dla ptaków, blog, mikrożycie, mikrozycie

Mój tata postawił w tym roku za domem karmnik dla ptaków i tacy goście na obiedzie nie należą już teraz do rzadkości.

Wyjazd na wieś i czas spędzony z bliskimi był mi bardzo potrzebny. Podobnie jak kilka godzin spędzonych w pociągu na rozmyślaniach. Tym razem nie brałam ze sobą książki. Nie wyciągałam telefonu – odkąd zalałam moją Nokię, korzystam z niego zdecydowanie rzadziej. Zamiast tego udało mi się po prostu być, tu i teraz.

I tego właśnie życzę Wam na luty – zatrzymania, obecności, doceniania drobnych przyjemności w życiu. A jak Wam minął styczeń?