Jeśli musiałabyś wybrać tylko jedno miejsce, w które wolno byłoby Ci wyjeżdżać na wakacje to co byś wybrała? Ja Trójmiasto, serio. To takie moje miejsce mocy, w którym zawsze czuję się jak w domu – a nigdy tam nie mieszkałam. Mam swoje ulubione zakątki i to po nich chciałabym Cię dzisiaj oprowadzić. To będzie bardzo subiektywny przewodnik, zupełnie jak ten, który napisałam o Toruniu (klik).

Trójmiasto widniało w naszym kalendarzu już od kilku miesięcy. Planując ten mini-urlop kierowaliśmy się jednym kryterium – mamy odpocząć w trzy dni tak, jakby to były dwa tygodnie. Zdecydowaliśmy się zatem odwiedzić trzy z moich absolutnie ukochanych miejsc w Trójmieście oraz jedno nowe, w którym znaleźliśmy się zupełnie przypadkiem. Ale o tym za chwilę!

Stare Miasto w Gdańsku

Absolutnie wyjątkowe! Jeśli wyobrażasz sobie czworokątny ryneczek z kamieniczkami to… zapomnij. Starówka w Gdańsku to po prostu jedna bardzo długa ulica. Zaczyna się majestatyczną Złotą Bramą i pomiędzy rzędami kamieniczek wiedzie Cię nad rzekę Motławę. Mniej więcej w połowie drogi znajduje się Kościół Mariański, ratusz, Dwór Artusa i fontanna z Neptunem, a wzdłuż całej Starówki pełno jest urocze ogródków restauracyjnych, gablotek z bursztynem oraz małych straganików z pamiątkami. Najbardziej jednak lubię uliczki równoległe do Długiej. Są mniej zatłoczone, a równie piękne, całe w schodkach, stoliczkach i kwiatach. Moja ulubiona to Piwna!

trójmiasto, blog, mikrożycie, mikrozycie, starówka, gdańsk

Polecam udać się na Długą i nad Motławę także po zmroku – klimat jest wówczas wprost niesamowity. Jeszcze bardziej widać wtedy, że na Starym Mieście w Gdańsku czas się po prostu zatrzymał.

trójmiasto, blog, mikrożycie, mikrozycie, starówka nocą, gdańsk

motława, nocą, gdańsk, starówka, trójmiasto, blog, mikrożycie, mikrozycie

Jak dojechać?

Najlepiej dotrzeć na przystanek Brama Wyżynna i udać się w głąb za budynkiem z napisem „LOT”. Z Dworca Głównego tak naprawdę można przejść piechotą.

A morze Trójmiasto?

Przyjechaliśmy tu przecież po to, by spacerować po mokrym piasku, słuchać szumu fal i pokrzykiwania mew, wylegiwać się nad wodą i patrzeć, jak słońce rzuca na jej falującą powierzchnię srebrne refleksy… Jeśli macie tylko chwilkę, wybierzcie jedną z gdańskich plaż: Jelitkowo, Stogi lub Brzeźno. Tak zrobiliśmy w piątek, kiedy po tym, jak nasz pociąg załapał 3-godzinne opóźnienie marzyliśmy tylko o tym, aby położyć się na piasku. Kto nigdy nie jechał z Poznania do Gdańska przez Konin niech taktownie zamilknie. 🙂

Drugiego dnia ruszyliśmy do Gdyni Orłowa. Na miejscu czekał na nas nie tylko klif, ale też bardzo ładne molo, kilka budek z jedzeniem, kawał ładnej plaży oraz urocza nadbrzeżna zabudowa.

bałtyk, trójmiasto, blog, mikrożycie, mikrozycie, gdynia, klif, orłowo, morze

Zanim udało nam się znaleźć wiodące w góre drewniane schodki trochę pokluczyliśmy wśród niewielkich domków. W jednym z nich w każdym z okien stał duży model statku. Coś pięknego! Wyobraź sobie, że żyjesz w takim domu – słuchając szumu fal, wymiatając piasek ze szczelin w podłodze, układając muszle na półkach i parapetach… W jednym z nich mieszkał przez pewien czas Stefan Żeromski. Uśmiechnęłam się na myśl o tym, że sto lat temu pod oknem Żeromskiego też kwitły bratki i śpiewało morze a on pisał o ludziach z papieru i miastach, w których pokrywa ich kurz.

trójmiasto, blog, mikrożycie, mikrozycie, gdynia orłowo

Na klif zdecydowanie warto się wdrapać – widok zapiera dech w piersiach. Stamtąd postanowiliśmy wyruszyć pieszo do Jelitkowa.

trójmiasto, blog, mikrożycie, mikrozycie, widok z klifu orłowa, zatoka gdańska, panorama, morze, bałtyk

Już po kilku krokach wśród chłodnej, uciekającej co chwila wody poczułam się lepiej. Patrzyliśmy jak ślady naszych stóp co chwila pojawiają się i znikają. Wokół nas słychać było tylko mewy i szum fal. Piasek stawał się to mokry i zimny, to znów ciepły i suchy. Zapomniałam już, jak błękitne jest morze. Zapomniałam też o całym życiu, wszystkich problemach, zupełnie jakby woda miała moc ich pochłaniania. Liczył się tylko następny krok, morze po lewej stronie i las po prawej, słońce grzejące w plecy, ukochana osoba idąca przede mną. Czy to nie wszystko, czego tak naprawdę mi potrzeba? Nigdy nie byłam tego bardziej pewna niż w tamtej chwili.

Jak dojechać?

Do Jelitkowa jechaliśmy tramwajem, tak samo dostaniecie się też na Stogi czy do Brzeźna. Tramwaje są naprawdę świetnie oznaczone, na pewno traficie. Do Gdyni jechaliśmy SKM-ką czyli szybkim miejskim pociągiem. Po wyjściu z dworca nieco kluczyliśmy dlatego polecam zabrać ze sobą mapę lub telefon z GPSem.

Trójmiasto 1/3 czyli Sopot

Wcale nie planowaliśmy się tam udawać – po prostu Sopot wyrósł nagle przed nami w trakcie naszej wędrówki z Orłowa do Jelitkowa. Dosłownie wyrósł. Molo majaczyło przed nami z daleka ale dopiero kiedy podeszliśmy już całkiem blisko pojawił się przed nami majestatyczny, przypominający pałac hotel – a potem drugi i trzeci, coraz bardziej imponujące, jak ogromne zamki z piasku. Polecam Ci Sopot szczególnie jeśli jesteś typem romantyczki, która wyobraża sobie kolację przy świecach na środku plaży. Ja jestem i byłam całkiem usatysfakcjonowana! Wokół hoteli rozsiane są bowiem altanki całe spowite w białych, zwiewnych firankach czy też wiklinowe budki dla odpoczywających. Niewiele widziałam w swoim życiu równie urokliwych miejsc. Po raz kolejny miałam wrażenie, że jestem z powrotem w czasach, kiedy przechadzały się tutaj damy w secesyjnych, łabędzich sukniach a samą nazwę miasta wymawiało się przez Z.

trójmiasto, blog, mikrożycie, mikrozycie, morze, plaża, sopot, grand hotel

 

Wrażenie to uległo jeszcze spotęgowaniu kiedy z plaży przeszliśmy w głąb miasta. Ulica Bohaterów Monte Cassino to elegancki deptak otoczony starymi, poniemieckimi budynkami. Znajdziecie tam absolutnie każdą knajpę, jakiej tylko moglibyście zapragnąć (w przeciwieństwie do Gdańskiej Starówki, gdzie o fast food raczej trudno). Popularny Monciak jest jednak niesamowicie zatłoczony – chyba nawet bardziej niż Długa, a towarzystwo jest w wybitnie imprezowym nastroju. W trakcie naszego krótkiego spaceru natrafiliśmy na dwa wieczory kawalerskie i podobną liczbę wieczorów panieńskich! Warto wziąć to pod uwagę jeśli na wakacjach szukacie przede wszystkim spokoju.

Jak dojechać?

Też SKM-ką ale polecam piechotą, chociaż z Jelitkowa macie bliżej niż z Gdyni. 😉

Park Oliwski

Był w programie naszej wycieczki pod hasłem sobota rano. I słusznie – najpiękniejszy jest bowiem właśnie wtedy, kiedy jest w nim niewiele ludzi. Już sama droga do niego jest niezwykle obiecująca – Oliwa to stara, reprezentacyjna dzielnica Gdańska. O tej porze roku, jak całe Trójmiasto zresztą, aż pachnie od kwitnących w ogródkach willi bzów i kasztanów. Prawdziwa rozkosz dla oczu zaczyna się jednak tuż po przekroczeniu bramy parku.

trójmiasto, blog, mikrożycie, mikrozycie, park oliwski, gdańsk

trójmiasto, blog, mikrożycie, mikrozycie, park oliwski, gdańsk, aleja

Ma być woda? Proszę bardzo. Zieleń? Wiadomo – kwiaty, drzewa wyższe niż Twój blok, krzewy i żywopłoty. Miejsce do odpoczynku – wolisz romantyczny mosteczek czy ławeczkę z dedykacją dla zakochanych? A jeśli tego też jest Ci mało to w samym sercu parku znajdziesz przepiękne opactwo i katedrę. Zresztą zobacz sama.

trójmiasto, blog, mikrożycie, mikrozycie, park oliwski, gdańsk, opactwo

trójmiasto, blog, mikrożycie, mikrozycie, park oliwski, gdańsk

Jak dojechać?

Najlepiej wsiąść w SKM-kę i wysiąść na Dworcu w Oliwie a potem to już wiecie – mapka, GPS i za kilka kroków jesteście!

Trójmiasto – gdzie zjeść?

W czasie całego naszego pobytu jedliśmy w wielu miejscach, szczególnie chciałabym Wam jednak polecić dwa z nich.

Pierwsze z nich to klimatyczna włoska knajpka Sapore, która znajduje się w jednej z bocznych uliczek odchodzących od Długiej – na Tkackiej. Wybraliśmy ją przede wszystkim dlatego, że nie była zatłoczona a w ofercie miała lasagne – a na miejscu dostaliśmy znacznie, znacznie więcej. Po pierwsze wystrój – nowoczesny ale klimatyczny, nie przeładowany a jednocześnie ciekawy. Oczekiwanie na zamówione przez nas dania umilała nam współczesna włoska muzyka i pyszne przekąski, które dostaliśmy zupełnie za darmo. Ja zamówiłam spaghetti z cukinią i krewetkami (niebo w gębie) a Szymon kurczaka z pomidorami, mozzarellą i ryżem (jak wyżej). Do picia wybraliśmy dzbanek malinowej lemoniady, która okazała się jednym z najciekawszych i najsmaczniejszych wariacji na temat tego napoju, jakich miałam okazję spróbować. Warto również zaznaczyć, że ceny są całkiem przyjazne a obsługa bardzo miła. Zdecydowanie warto.

trójmiasto, blog, mikrożycie, mikrozycie, sapore, kuchnia włoska, gdańsk

Chleb i kawa

Kolejnego dnia pozwoliliśmy sobie na luksus wszechczasów i… wybraliśmy się na śniadanie do kawiarni. Nigdy wcześniej tego nie robiłam! Nasz wybór padł na niewielką knajpkę położoną o kilka kroków od miejsca, w którym spaliśmy. Mitte wygląda jak żywcem wyjęte z poranka w Sztokholmie, nawet jeśli to niewielki bar śniadaniowo-lunchowy przy Urzędzie Marszałkowskim. Usiedliśmy przy prostym drewnianym blacie na obrotowych krzesełkach, żeby pochłonąć pyszne kanapki (moja z wędliną, rukolą i suszonymi pomidorami, Szymona z zieleniną, fetą i orzechami). Zamówiliśmy do tego kawę, która okazała się przepyszna – a mnie ostatnio kawa przestała smakować więc rozumiecie, o jakiej skali mówię. Szymon zresztą stwierdził, że ta kawa smakuje tak, jak w Danii, co jest najwyższym możliwym odznaczeniem, jakiego mógłby udzielić. Obsługa również bardzo miła, wydaje się, że znają wszystkich swoich klientów poza nami. Przytulnego klimatu dopełniała jeszcze jedna z Pań, która ręcznie stemplowała kubeczki na kawę nazwą lokalu oraz zaparkowany przed wejściem Smart – mają catering.

trójmiasto, blog, mikrożycie, mikrozycie, mitte, chleb i kawa

Wolne miasto

Kiedy jestem w Trójmieście zawsze uderza mnie, jak bardzo adekwatna jest ta – historyczna bądź co bądź – nazwa. Być może to po prostu morze z całym jego bezkresem i spokojem. Może sunące po nim i stojące nad Motławą statki, świadomość tego, co mogły widzieć i dokąd mogłyby nas zabrać. Może to, że ludzie się nie śpieszą i nawet do tramwaju wsiadają wolniej. Na pewno też Stocznia z jej majestatycznymi dźwigami jak pochylone nad pracą, zastygłe w gotowości dłonie. Może tysiąc języków obcych, jakimi rozbrzmiewa Starówka, krzyk mew, niepokojący kurant Kościoła Mariackiego i muzyka ulicznych grajków. Są to też murale na blokach, brzydota falowców, które zawsze patrzą daleko w morze i wille, kamieniczki pamiętające dawne, niemieckie czasy.

 

Kiedy odwiedzam Trójmiasto, z mojej twarzy nie znika uśmiech. Nie przejmuję się psującymi się tramwajami, mokrymi od piwa spodniami, telefonem ze Skarbówki i figurą daleką od ideału. Może to po prostu przez ten urlop? Kto wie.

Byłyście kiedyś w Trójmieście a może się tam wybieracie? Jeśli znacie inne piękne miejsca, które można tam odwiedzić koniecznie dajcie znać – my już planujemy kolejny wyjazd. 🙂

Zapisz