Posprzątam mieszkanie dzień wcześniej i będę obmyślać, co podam do jedzenia, gdy się zobaczymy. To przecież święto! Pewnie ugotuję popisowe spaghetti z serem feta. Na talerzyk wyciągnę kruche ciasteczka i wysypię chipsy do miseczki.

Zrobię Ci kawę czy herbatę? Pewnie, że kawę! W zielonym, ogromnym kubku, który kupiła mi mama, gdy szłam na studia. Albo w kubku z napisem „Kraków”, pamiętasz? Ile mamy czasu? Bo wiesz, jeszcze ta nalewka porzeczkowa od cioci jest w szafce…

Zaleję ziarenka najpierw mlekiem a potem wrzątkiem i może nawet pamiętasz, kto mnie tego nauczył. Albo upiekę ciasto z kremem i jeżynami, takie, co to tylko kobieta doceni, że ładne.

Usiądziesz na kanapie ciężko, zmęczona, a ja będę uwijać się przy kuchence i słuchać Twoich opowieści. O tym całym dniu, który był nie taki – a może to był tydzień, miesiąc, nawet rok? O tym, że to chyba w końcu Ten. I że w pracy Cię zdenerwowali. Że chciałabyś, ale się boisz. Pośmiejemy się z tego żartu sprzed kilku lat, który nadal nas bawi, z tego faceta, który Cię zranił, z tego, że znowu ktoś Ci kazał żyć inaczej niż chcesz.

Może za oknem będzie słonecznie, wiosennie? A może będzie padał śnieg i obie założymy na nogi ciepłe, grube skarpetki. Może będzie jesień i ciasto będzie z jabłkami. A może lato i po ogromnej porcji obiadu zafundujemy sobie lody.

I nie będzie to kawiarnia ani park, ani telefon czy Facebook. Będzie dom i Twoja przyjaciółka.

To u mnie czy u Ciebie?

Follow my blog with Bloglovin