Nie widzieliśmy w tej Warszawie za wiele. Nie jedliśmy w żadnej restauracji, nie byliśmy na żadnej imprezie, w żadnym muzeum, właściwie w prawie żadnym miejscu poza wynajętym mieszkaniem, w którym spaliśmy. A jednocześnie ta Warszawa na czterdzieści osiem godzin to był jeden z najfajniejszych weekendów od dawna.

 

Przeczytaj też inne moje wpisy z cyklu Subiektywny przewodnik:

–> Toruń – co zobaczyć, co przeżyć? Subiektywny przewodnik.

–> Trójmiasto – co zobaczyć, co przeżyć? Subiektywny przewodnik.

 

Chyba nauczyłam się wreszcie tego, na czym polega dobry wyjazd.

Kiedyś zawsze musiałam mieć plan, milion miejsc w okolicy przygotowanych do odwiedzenia, sprawdzone rekomendacje i line-up wycieczki, który realizowałam minuta po minucie. Tym razem byliśmy w tej Warszawie przypadkiem, z okazji uroczystości rodzinnej i postanowiliśmy wrócić do Poznania dopiero następnego dnia. Większość soboty spędziliśmy z rodziną i dopiero po południu stanęliśmy przed wizją jednego wieczoru i jednego poranka w centrum Warszawy. Jak sobie z tym poradziliśmy?

 

okno, zachód słońca, blog, mikrożycie, mikrozycie

Warszawa zawsze była miastem, do którego nastawiałam się na „nie”.

Nie wybrałam żadnej z tutejszych uczelni i zdecydowałam się na studia w oddalonym od domu, ale znacznie mniejszym Poznaniu. Warszawa kojarzyła mi się z ogromnym molochem, hałasem, tłokiem i pędem. Nasz przyjazd w piątkowy wieczór tylko utwierdził mnie w tej opinii – przywitała nas masa świateł, wieżowców i samochodów. Jednocześnie w ten weekend udało mi się doświadczyć bycia w mieście w bardzo spokojnej i przyjemnej formie.

Zatrzymaliśmy się w wynajętym mieszkanku na Woli. Udało mi się wreszcie spełnić moje małe marzenie i chociaż na dwa dni zamieszkać w starej kamienicy. Pomimo bliskości ruchliwej ulicy, w mieszkaniu panowała cisza, przerywana niekiedy śpiewem ptaków i kojącym szumem kursujących tramwajów. Przed oknami rozpościerały się gałęzie potężnych, starych drzew. Sprawiało mi radość przymykanie oczu na to, co było w tym mieszkaniu nieidealne i rozkoszowanie się małymi udogodnieniami jak wanna czy wygodne łóżko. Odpoczywając na nim po całodziennej uroczystości czułam, że mieszkając w takim miejscu mogłabym czuć się jak w domu.

 

warszawa, wola, kamienica, wieczór, lato, przewodnik, blog, mikrożycie, mikrozycie

Proste rzeczy i proste przyjemności.

Wszędzie chodziliśmy na piechotę – niezależnie, czy chodziło nam o zakupy, nocny spacer po okolicy czy wycieczkę na oddalone o pół godziny Stare Miasto. Mogliśmy lepiej przyjrzeć się miastu. Choćby tylko po to, by znajdować wciąż te same powody do zachwytu – stare budynki, zielone skwerki i małe sklepiki.

 

Warszawa to dla mnie miasto, w którym historia pozostaje żywa.

Mam wrażenie, że funkcjonuje się w nim w dwóch rzeczywistościach jednocześnie. Ślady przeszłości czają się na każdym kroku. Co chwila natrafialiśmy na neonowe reklamy i szyldy, z których wynikało, że sobotnie kolejki po świeży, pachnący chleb zaczęły się tu ustawiać tuż po wojnie. Przyjemnie było popatrzeć na klasycystyczne, zupełnie inne od poznańskiej architektury budowle. Inaczej niż w Poznaniu, tutaj wciąż natrafialiśmy na ślady wojny – wyrastające pośrodku chodnika pamiątki po istniejących tu kiedyś budowlach, linię dawnego muru getta i kamienice poznaczone kulami. Nawet drzewa rosnące przed naszą kamienicą były tak stare, że pewnie pamiętały jeszcze walki na Woli w Powstaniu Warszawskim. Jedno z nich opasano nawet biało-czerwoną opaską, która przypomina zakrwawiony bandaż. Kiedy na nie patrzyłam, przechodziły mnie ciarki.

warszawa, przewodnik, wola, blog, mikrożycie, mikrozycie

Oprócz tego związanego z II wojną światową, Warszawa ma dla mnie jeszcze jeden wymiar – miasta, które kojarzę ze światem PRLu i młodością moich rodziców. Chociaż żadne z nich nie miało ze stolicą nic wspólnego to w mojej pamięci zapisał się sztandarowy obraz tego miasta ze starych seriali i filmów, jakie oglądałam jako dziecko w latach 90-tych. Myśląc o Warszawie widzę pastelowe samochody, górujący nad miastem Pałac Kultury i śliczne aktorki jak Grażyna Błęcka-Kolska w Kogel-mogel. Tęsknię za tym obrazem i za tamtymi czasami, jak chyba całe moje pokolenie, dla których PRL to nie „za komuny było lepiej” ale paradoksalnie czas radości, możliwości, wspólnoty. Wypatrywałam oznak tamtego czasu w Warszawie i nie zawiodłam się – może jedynie tym, że zdjęcie Pałacu Kultury wyszło nieostre.

 

hala mirowska, warszawa, blog, mikrożycie, mikrozycie

Początkowo mieliśmy nie wybierać się na Stare Miasto. Po naszym zwykłym, niedzielnym śniadaniu zapragnęliśmy jednak przejść się na Stare Miasto. I zrobiliśmy to, pomimo upału, ciążącego na ramieniu aparatu, po to, żeby pobłądzić przez godzinę wśród starych kamieniczek.

 

warszawa, stare miasto, krakowskie przedmieście, blog, przewodnik, mikrożycie, mikrozycie

zamek królewski, warszawa, przewodnik, stare miasto, blog, mikrożycie, mikrozycie

kolumna zygmunta, warszawa, przewodnik, stare miasto, blog, mikrożycie, mikrozycie

Grób Nieznanego Żołnierza widziałam po raz pierwszy.

Zrobił na mnie niesamowite wrażenie – szczególnie otaczający go ogromny, pusty plac, który kiedyś był wspaniałym pałacem. Dziś jedyne co z niego zostało to osłaniające pomnik kolumny. Stojąc w tym miejscu czułam się, jakbym odnalazła dawno niewidzianych krewnych. Kto wie, jak wielu z nich upamiętnia to miejsce…

 

grób nieznanego żołnierza, warszawa, mikrożycie, mikrozycie, przewodnik, blog

Ogród Saski wydawał się z kolei łączyć w jedno wszystkie najpiękniejsze zakątki z poznańskich parków. Gdybym mieszkała w Warszawie na pewno bywałabym tu bardzo często!

 

ogród saski, warszawa, grób nieznanego żołnierza, przewodnik, blog, mikrożycie, mikrozycie

ogród saski, warszawa, park, przewodnik, blog, mikrożycie, mikrozycie

Gdybym miała wybrać jedno słowo, którym opisałabym ten weekend…

Powiedziałabym, że był prawdziwy. Z przyzwoleniem na ból nóg po spędzeniu całego dnia w butach na obcasach, z momentami nudy i zwyczajnego lenistwa. Bez wyszukiwania rozrywek – z korzystaniem z tego, co było tuż pod ręką. Bez silenia się na specjalne przeżycia ale z sięganiem po sprawdzone przyjemności. Z dużą dozą cierpliwości i uważności na swoje potrzeby. Wreszcie z otwartością wobec tego nieznanego nam miasta, w którym chcieliśmy się zanurzyć ze świadomością, że i tak nie poznamy go w całości.

Myślę, że właśnie dlatego udało nam się doświadczyć autentycznego klimatu Warszawy i posmakować tego, jak naprawdę wygląda życie w tym mieście. Dzisiaj wiemy już, że Warszawa nie jest dla nas. Ugościła nas, ukoiła i pozwoliła wypocząć ale też docenić nasze kameralne, zielone miasteczko, w którym wieżowce można policzyć na palcach jednej ręki. W ostatnim czasie tęskniłam za zmianą – Warszawa pokazała mi, jak cieszyć się z tego, co mam.

 

I tylko tego widoku z okna będzie mi brakować…

okno, warszawa, miasto, zieleń, zachód słońca, przewodnik, blog, mikrożycie, mikrozycie

Mam nadzieję, że miło spacerowało Ci się po Warszawie moimi śladami – jeśli tak, będzie mi miło, jeśli zechcesz udostępnić ten post dalej. Chętnie przeczytam też o Twoich odczuciach więc śmiało zostawiaj komentarz. 🙂 A jeżeli chcesz opowiedzieć mi o Twoich ulubionych miejscach lub wrażeniach z pobytu w Warszawie to świetnie – bo to pewnie nie nasza ostatnia wizyta w tym mieście!