Często piszecie, że dużo podróżuję i zawsze mnie to dziwi. Ja? Ja przecież ciągle siedzę w domu! Ale kiedy przyglądam się swoim miesiącom w zdjęciach (kliknij tutaj) dociera do mnie, że naprawdę sporo jeździmy. Na ogół po prostu odwiedzamy rodziców lub robimy sobie małe wypady do innych miast. Bardzo lubię te małe wyprawy i zawsze czekam z utęsknieniem na weekend poza domem.

Jakoś tak jest, że gdzieś daleko odpoczywa się inaczej. Będąc w trybie „wyjazd” nie myślę o lawinie prasowania, niedokończonym zadaniu w pracy i innych obowiązkach. Nie mam do nich fizycznie dostępu. Na czym zatem się skupiam? Na prostych przyjemnościach, na które czasami brakuje czasu w tygodniu. Weekend poza domem to radość z wygodnego łóżka, herbaty wypitej z rodzicami, wspólnej jazdy samochodem, pysznej kawy w przypadkowej kawiarni, spaceru po lesie… I przede wszystkim świetna okazja do efektywnego odpoczynku.

Jak zatem wykorzystać go w pełni i nie mieć poczucia zmarnowanego czasu? Co zrobić, aby weekend poza domem naładował nasze baterie niczym dużo dłuższy urlop?

 

 

Oczekiwania kontra rzeczywistość

Na początku chciałabym zaznaczyć, że:

a) nie mam dzieci, w związku z czym wszystkie wyjazdy odbywam w duecie z Szymonem lub sama;

b) nie każdy weekend poza domem jest dla nas udany.

Zdarzało się, że niezależne od nas czynniki pokrzyżowały nam plany albo po prostu mieliśmy wiele do załatwienia i mało czasu na relaks. Bywało tak, że czekałam na ten czas wolny jak na zbawienie i wyobrażałam sobie, że w dwa dni uda mi się zrobić wszystko. Myślę, że to naturalne, że chcielibyśmy tworzyć idealne momenty. Chcemy wykorzystać czas jak najlepiej, a jeśli weekend poza domem zdarza nam się rzadko, to lista rzeczy, które chciałybyśmy w nim zmieścić rośnie.

W takiej sytuacji łatwo samej wpuścić się w maliny. To ważne, żeby podejść do sprawy realistycznie, oszczędzając sobie bolesnego rozczarowania oraz… zmęczenia wywołanego gonieniem za wszystkimi zaplanowanymi aktywnościami. Nie musimy mieć wcale poczucia, że zmieściłyśmy dwa tygodnie urlopu w dwa dni, aby czuć się wypoczętą. Wprost przeciwnie! Ogrom rzeczy, którymi chciałam zajmować się w trakcie wyjazdów był dla mnie kiedyś źródłem sporego stresu. Na szczęście w pewnym momencie postanowiłam, że chcę, aby weekend poza domem zawsze kojarzył mi się miło. Chcę, aby był to czas regeneracji, a nie kolejna rzecz do perfekcyjnego ogarnięcia.

 

trójmiasto, blog, mikrożycie, mikrozycie, morze, plaża, sopot, weekend poza domemZdjęcie zrobione w Sopocie w trakcie naszego majowego, trzydniowego wypadu do Trójmiasta (tutaj przeczytasz, jak spędziliśmy czas i co nam się podobało).

 

Spontaniczne decyzje są fajne, kiedy… wszystko jest zaplanowane

Mój stres często zaczynał się jeszcze przed wyjazdem. Idea spontaniczności bardzo mnie pociąga, ale w życiu zazwyczaj lubię mieć wszystko zaplanowane. Tymczasem w większości wypadków weekend poza domem oznaczał nerwowe pakowanie przypadkowych czystych ubrań na pięć minut przed wyjściem. Trudno było mi się zorganizować, szczególnie jeśli miałam na głowie wiele zwyczajnych obowiązków.

Nauczyłam się jednak, że porządne planowanie pomaga ogarnąć wszystko, co potrzebne, nie wykluczając zarazem spontaniczności. Przygotowania do wyjazdu zaczynam dużo wcześniej. Jeśli to wycieczka, z dużym wyprzedzeniem rezerwujemy i potwierdzamy hotel oraz sprawdzamy jego wyposażenie. Kupuję rzeczy, które ewentualnie muszę zawieźć rodzicom, brakujące kosmetyki lub ubrania. Sprawdzam dojazd lub połączenia kolejowe, funkcjonowanie komunikacji miejskiej oraz położone w okolicy restauracje i atrakcje. Informuję też o przyjeździe znajomych, z którymi chcę się spotkać. Wreszcie robię listę ubrań do spakowania i sprawdzam, które muszę wyprać i uprasować. Dbam o to, by wszystkie niezbędne czynności i potrzebne przedmioty, na które mam wpływ, były dobrze zorganizowane i nie psuły nam nastroju.

 

Priorytety czyli Twoje must have na weekend poza domem

Wiadomo, że inaczej się jedzie na wiosenny wypad nad morze, inaczej poszwędać się po starówce w Toruniu (tutaj przeczytasz o tym więcej) a inaczej do rodziców na święta (kliknij tutaj). Jadąc do rodziców, nie mam się co nastawiać na jadanie na mieście. 🙂 Dlatego staram się tak sterować swoimi oczekiwaniami, żeby pokrywały się z tym, jakie możliwości niesie ze sobą konkretne miejsce.

Lubię o tym myśleć jak o ustalaniu priorytetów. Co jest dla mnie najważniejsze i chcę koniecznie to zrobić w trakcie wyjazdu? Czas spędzony z rodziną, cieszenie się widokiem morza a może dużo ruchu i obiad w ulubionym Manekinie (to ten)? Staram się zastanowić, co muszę zrobić, aby uznać ten weekend poza domem za udany. Następnie wpisuję te rzeczy na swoją wyimaginowaną bucket list i pilnuję, aby rzeczywiście je wykonać.

 

No to teraz będziemy spontaniczni!

Z doświadczenia wiem, że planowanie wyjazdów co do minuty nie ma sensu. Trochę zrobiliśmy tak w Gdańsku, a potem żałowałam, że nie spędziliśmy nad morzem więcej czasu. Teraz wyznaczamy sobie tylko dwa-trzy żelazne punkty a resztę czasu zostawiamy sobie na spontaniczne działania. Ten niezaplanowany bufor to miejsce na testowanie nowości, doświadczanie otoczenia i podążanie za tym, co wydaje nam się w nim atrakcyjne. Pozwala nam odpocząć od uporządkowanej codzienności, zebrać piękne wspomnienia i przeżyć razem przygodę.

 

weekend poza domem, zaszyć się, listopad, jesień, okno, storczyk, szarość, mikrożycie, blogListopad rok temu. Jedyne, czego chciałam to jechać do rodziców, pobyć na wsi i w moim dziecięcym pokoju, gdzie nikt i nic nie mogło mnie znaleźć. Dokładnie tego było mi wtedy trzeba.

 

Uważaj, by być uważną…

Spontaniczne działania bazują na naszych aktualnych zachciankach, uczuciach i potrzebach. Plusem takiej postawy jest większa uważność na to, co dzieje się wokół nas. Aby poznać otoczenie i to, jak na nie reagujemy, musimy prawdziwie skupić się na tu i teraz. Praktykowanie uważności zasługuje na osobny wpis, uwierzcie mi więc na razie na słowo, że naprawdę pomaga odprężyć się i uwolnić od natrętnych myśli. Poprzez świadomość tego, co się dzieje z nami i wokół nas mamy również poczucie, że lepiej wykorzystaliśmy czas i że upływał wolniej. Koniec z niemiłym poczuciem, że ostatnie 48 godzin gdzieś Wam umknęło!

 

Magia kontrastów

Kiedy przypominam sobie nasze najbardziej udane wyjazdy okazuje się, że każdy z nich opierał się na kontraście do tego, jak wygląda nasza codzienność. Jeśli jedziemy na wieś, staramy się pójść na spacer do lasu, pograć w badmintona w ogródku czy pojeździć na rowerze. Jadąc do innego miasta staramy się odwiedzić miejsca, których nie znajdziemy w Poznaniu. Na co dzień mieszkamy w małej kawalerce więc wybierając hotel stawiamy na coś bardzo wygodnego. Jeśli ostatnio ciągle siedzieliśmy w domu to szukamy znajomych, z którymi moglibyśmy miło spędzić czas. A jadąc do rodziców, których rzadko widujemy, dbamy o to, aby spędzić jak najwięcej czasu z rodziną. Lubimy się dużo śmiać, bawić i po prostu leniuchować. Takie różnorodne wspomnienia wzbogacają nasz weekend poza domem o wrażenia, których na co dzień nam brakuje. Przy okazji dają nam to miłe poczucie, że w pełni wykorzystaliśmy potencjał danego miejsca.

 

 

Zadbaj o swój komfort

Zarówno mini-wakacje, jak i odwiedziny w rodzinnym domu mogą być bardzo męczące i nudne, jeśli je takimi uczynimy. Zwracaj pilną uwagę na swoje samopoczucie i jeśli jesteś zmęczona, znudzona, smutna lub źle się czujesz, zaserwuj sobie to, czego potrzebujesz. W czasie naszej ostatniej wizyty w Toruniu bardzo chcieliśmy pójść wieczorem na piwo do pubu, żeby poczuć studencki klimat tego miasta. I co? Po całym dniu spacerowania byliśmy tak zmęczeni, że postanowiliśmy zostać w hotelu, wylegując się w ogromnym łóżku z widokiem na Mam Talent. Było fantastycznie, tym bardziej, że w domu nie mamy ani ogromnego łóżka, ani telewizora.

Lubię mieć pewność, że weekend poza domem spędzę czując się dobrze w swojej skórze i w ubraniach. Zaczynam go więc dzień wcześniej od domowego spa, dzięki któremu pozytywnie nastrajam się na czas poza domem. Kiedyś potrafiłam też udać się w podróż pociągiem (z przesiadką!) w spódniczce i kozakach na szpilkach. Dzisiaj staram się wybrać ubrania, w których czuję się dobrze, w których ładnie wyglądam i które są dostosowane do tego, co będę robić.

 

Klucz to dobre nastawienie

Czyli najważniejszy punkt programu. To, z jakim nastawieniem podejdziemy do wyjazdu ma ogromne znaczenie. Po raz kolejny chciałabym tu podkreślić, jak bardzo mogą nam go popsuć wygórowane oczekiwania. To przez nie będziemy się stresować przygotowaniami, a nawet tym, czy rzeczywiście odpoczniemy. To przez każda zmiana planów i opóźnienie urosną do rangi wiekopomnych problemów. To przez nie będziemy traktować partnera czy rodzinę jak aktorów z rolami do odegrania w spektaklu o naszych idealnych wakacjach. A jeśli trudno nam spojrzeć na weekend poza domem z tej strony, to może jest w naszym życiu takich momentów za mało? Może nadajemy mu tak ogromne znaczenie bo boimy się, że okazja do odpoczynku prędko się nie powtórzy? Do przemyślenia w zaciszu domowego ogniska. 🙂

 

To moje sposoby na to, aby z krótkich weekendowych wypadów czerpać jak najwięcej. Dopisałybyście coś do tej listy? Gdzie najbardziej lubicie spędzać weekend poza domem? Czekam na Wasze komentarze i ściskam!