Piszę do Was ze swojego ulubionego kącika pod oknem, tuż obok regału na książki. Są ze mną od zawsze – w większym lub mniejszym stopniu, ale towarzyszą mi już od wczesnego dzieciństwa. Zaczynałam od bajek i Kubusia Puchatka, żeby przejść do Harry’ego Pottera, Tolkien, Ani z Zielonego Wzgórza. No i Jeżycjady, oczywiście. Chyba większość polskich dziewczyn zna ten cykl Małgorzaty Musierowicz o losach czterech sióstr, córek filologa klasycznego i dzielnej, energicznej Mili. Do dzisiaj chodząc po Poznaniu, łapię się na tym, że przypominam sobie „a, to tutaj jest to liceum Gabrysi!”, „o, to tutaj pewnie mieszkała Aurelia!”. 🙂

Lubiłam Jeżycjadę, bo poza ciepłymi historiami i ogromną dawką humoru zawiera mnóstwo mądrych prawd i wskazówek. Dla dorastających dziewcząt to taka lekcja dobrego, szczęśliwego życia w pigułce. Każda z bohaterek mierzyła się przecież z różnymi problemami, a poprzez obserwowanie tego, jak sobie z nimi radzą, same mogłyśmy nauczyć się czegoś więcej o sobie i świecie.

Jedną z moich ulubionych bohaterek jest Ida Borejko, średnia z sióstr, obdarzona burzą rudych loków i wybuchowym temperamentem. Lubiłam ją chyba dlatego, że obie często czułyśmy się gorsze, nieprzystosowane, odrzucone i samotne. Źródłem kompleksów był nie tylko wygląd Idy, ale też nieśmiałość. Jak każda piętnastoletnia dziewczyna, Ida marzyła o tym, aby ładnie wyglądać, posiadać prawdziwą przyjaciółkę i chłopaka, piękne ciuchy i miło spędzać czas. Wszelkie próby poprawy sytuacji przynosiły jednak odwrotny skutek – przyjaciółki okazywały się fałszywymi zołzami, uroczy Klaudiusz uciekał w podskokach, a piegi, zgarbione plecy i chuda sylwetka nie chciały w magiczny sposób zniknąć.

Jednak już w następnej książce widzimy Idę pięknie ubraną, pewną siebie, marzącą o studiach medycznych i… świeżo zaręczoną z przystojnym Sławkiem. Jak do tego doszło?

 

Filozofia fake it till you make it

Gdyby mama Borejko znała współczesny angielski, mogłaby nazwać ten tajemy sposób właśnie w taki sposób. Zamiast tego powiedziała Idzie po prostu:

…jak cię widzą, tak cię piszą. Nikomu nie chce się wnikać w prawdziwą głębię naszej istoty.

Te proste zdania sprawiają, że Ida z zakompleksionej brzyduli zmienia się w pewną siebie piękność. Dlaczego nie miałyby zatem pomóc również nam?

Ludzie rzeczywiście przywiązują większą wagę do tego, jak się im zaprezentujemy niż do tego, jacy jesteśmy w środku. Nie ma tak naprawdę znaczenia, czy ta piękna dziewczyna też uważa, że jest ładna albo czy ten wykształcony człowiek czuje się mądry. Wszyscy mamy tendencję do oceniania innych ludzi na podstawie ich zachowania, wyglądu, osiągnięć. Nikt nie wnika w nasze rzeczywiste uczucia. Otoczenie będzie nas postrzegać zgodnie z tym, jak będziemy się zachowywać.

Co ciekawe i sprawdzone między innymi przez Idę, zewnętrzne atrybuty mogą wpłynąć również na to, w jaki sposób postrzegamy same siebie.

 

Jak to działa?

„Fake it till you make it” znaczy mniej więcej „udawaj tak długo, aż wejdzie Ci to w krew”. Im dłużej zachowujesz się w dany sposób, tym bardziej naturalnie Ci to przychodzi. Im dłużej prezentujesz postawę pewnej siebie, optymistycznej lub energicznej osoby tym bardziej czujesz się jak osoba pewna siebie, optymistyczna lub energiczna. Zamiast wyobrażać sobie, jakie to uczucie być z siebie zadowoloną, znacznie łatwiej jest zachowywać się tak, jakby to była prawda. Nie mamy dostępu do uczuć innych osób, ale obserwować ich zachowanie oraz naśladować je jest przecież stosunkowo łatwo.

Działa to na zasadzie pozytywnego sprzężenia zwrotnego. Początkowo nowe zachowania mogą nam przychodzić z trudnością, ale każda sytuacja, w której zastosujemy nową reakcję jest informacją dla nas samych. Udało mi się, znowu to zrobiłam, więc jednak potrafię, wow. Dzięki zbieraniu przykładów sytuacji, w której prezentujemy nowe zachowanie zmienia się też nasze postrzeganie samych siebie. Im bardziej widzimy samych siebie jako pewnych siebie, radosnych, dowcipnych, tym częściej będziemy zachowywać się w dany sposób. Aż w końcu uwierzymy i poczujemy, że właśnie takie jesteśmy. Koło się zamyka.

 

Taki sposób działania to nic innego jak trening umiejętności

Nasze zachowania nie zawsze sprawiają, że czujemy się dobrze. Wynikają z naszych przeszłych doświadczeń. Trudno, żeby osoba przyzwyczajona do ciągłego narzekania miała czuć się optymistą. Ona się tego po prostu nie nauczyła i choć może jej z tym być źle, trudno jej wykrzesać z siebie podobne uczucia. Jeżeli damy jej możliwość wyćwiczenia pewnych zachowań, z czasem będą jej przychodziły z większą łatwością. Dziecko ucząc się chodzić, robi wiele prób, początkowo nieudanych, by w końcu pewnie stanąć na nogach. Po jakimś czasie wykonuje tę czynność automatycznie. Podobnie my, poprzez powtarzanie pewnych zwrotów, reakcji i zachowań nabieramy coraz większej wprawy w ich stosowaniu – aż do momentu, kiedy poczujemy, że nowe zachowanie zastąpiło stare.

 

Czy to jest w porządku?

Część osób odrzuca postrzega ten sposób działania. Możemy mieć poczucie, że działamy wbrew sobie i przedstawiamy innym nieprawdziwy obraz siebie. Czy nie jesteśmy po prostu oszustkami, próbującymi przekonać innych, że jesteśmy tak naprawdę kimś innym? Moim zdaniem nie. Twoim celem nie jest oszukanie kogoś, wprowadzenie go w błąd, wykorzystanie. Ty po prostu chcesz czuć się lepiej. Nie ma nic złego w tym, że próbujesz zmienić swoje cechy, nawet jeśli na początku to, co robisz a to, jak się czujesz to dwie zupełnie inne kwestie.

Fakt, że wybieramy zewnętrzną zmianę jako początek naszej przemiany nie świadczy o naszej słabości. Nie oznacza to, że nie umiesz sobie poradzić sama ze sobą, bo nie zaczęłaś od przewartościowania sobie wszystkiego w głowie. Dzieci również nie spędzają swoich dni na rozmyślaniu o tym, że teraz już potrafią chodzić – one wstają i próbują, aż im się uda. I tak jest z nauką jakichkolwiek nowych umiejętności. Dlaczego nie mielibyśmy zatem skorzystać ze sposobu, który okazał się skuteczny wiele razy w przeszłości?

 

Ryzyko powierzchownej zmiany

Wielu z nas praca nad sobą kojarzy się z analizowaniem swoich odczuć, rozmyślaniem i przekonywaniem samego siebie do nowych, bardziej korzystnych dla nas przekonań. Też lubię korzystać z ćwiczeń, dzięki którym mogę zajrzeć w głąb siebie, a jedno z nich pokazywałam Wam nawet na blogu. Łatwo jednak popaść przy tym w pułapkę nadmiernego rozmyślania nad tym, czego nie chcemy. Nawet artykuły z poradami na temat odchudzania są skonstruowane w taki sposób – jak się nie przejadać, jak przestać jeść słodycze. To ważne, aby wiedzieć, jakie zachowania chcemy zmienić, jeszcze ważniejsze jest to, aby wiedzieć, czym chcemy je zastąpić. Poświęcając więcej wysiłku na opanowanie nowych umiejętności zmniejszamy ryzyko powrotu do starych nawyków. Nie można być przecież jednocześnie przebojowym i nieśmiałym! Ważne, aby rozwijać te zachowania, które reprezentują nasze pożądane cechy, a sprzężone z nimi uczucia na pewno się pojawią.

 

Najbardziej lubię w tej metodzie fakt, że pozwala nam doświadczyć zmiany niemal natychmiast. Wystarczy, że raz odpowiemy pewniejszym głosem, założymy sukienkę do pracy czy wstaniemy wcześniej rano by poćwiczyć. Nawet jeśli pewność siebie, poczucie atrakcyjności czy radość z ćwiczeń nie pojawią się od razu, to takie zachowanie od razu pozwoli nam zakosztować życia, w którym ta cecha jest dla nas naturalna. Aktywne działanie w kierunku zmiany wpływa na nas pozytywnie. Uświadamia nam nie tylko, że rezultat jest coraz bliżej, ale także, że zależy od nas i to my poprzez swoje własne działania wpływamy na nasze życie. To przecież tak niesamowite, potężne uczucie, że… aż chce się coś robić!

 

Wracając do Idy… chcesz wiedzieć, od czego zaczęła? Tradycyjnie, jak my wszystkie, od ścięcia włosów. 🙂 Potem od nowej, jedwabnej sukienki. Od zaprzyjaźnienia się z pewnym chłopakiem, nawet jeśli to jeszcze nie był ten, do którego po cichu wzdychała. Od wyjścia do kina.

A potem już wszystko potoczyło się samo.