Uwielbiam takich ludzi, jak moja ciocia Danka, która zmieniła całe swoje życie po siedemdziesiątce. Nic dziwnego, że pokochałam książki Reginy Brett. Jej felietony dopadają mnie zawsze wtedy, kiedy są mi najbardziej potrzebne – by poprawić humor, rozwikłać zagwozdkę, dostarczyć zasobów, o których nawet nie wiedziałam, że mogę z nich korzystać.

W swojej najnowszej książce Regina opisuje, jak pod okiem trenerki uczyła się odczytywać sygnały ze swojego ciała. Podczas medytacji miała rozpoznać, w jaki sposób jej ciało okazuje tak, a jak nie. Pierwsze było wyraźnie pozytywne, jasne – wypełniła ją lekkość, rozluźniła się, a na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Nie okazało się mniej oczywiste. Zamiast oczekiwanej ostrej, awersyjnej reakcji pojawiło się nieokreślone napięcie, wątpliwości, strach i zwątpienie. Żadnego sprzeciwu. Żadnego gromu z jasnego nieba. Tylko wątpliwości, które przecież tak łatwo jest ignorować. To właśnie było dla Reginy najcenniejszym doświadczeniem. Zrozumiała wtedy, że jej ciało nie musi krzyczeć, aby przekazać jej coś niezwykle istotnego.

Po przeczytaniu tej historii moje życie nie zmieniło się drastycznie. Co nie znaczy, że nie wywarła na mnie wpływu.

Sądziłam, że dopóki nie jestem czegoś w 100% pewna, dopóty przekaz nie jest krystalicznie wyraźny to po prostu jeszcze nie to. Kiedy natrafię na odpowiedniego mężczyznę, parę butów czy krem do twarzy, poczuję to od razu. Po prostu będę wiedzieć i wszystko stanie się jasne.

Trafiłam na właściwego faceta. Na kilka udanych par butów. Krem do twarzy też dobrałam po wielu przejściach. A żadnego gromu oczywistości nie było. Któregoś dnia zauważyłam, że zupełnie inaczej czuję się, odkąd ten mężczyzna/krem/sandałek na koturnie jest w moim życiu. Zamiast fajerwerków i momentów iluminacji wypełnia mnie spokój. Taka delikatna, pogodna radość, jak budzenie się bez budzika w sobotni poranek. Jest po prostu dobrze i łatwo.

Moje nie i tak nie muszą być piorunujące. Operują moim poczuciem spokoju jak busolą. Aby odczytać te sygnały, trzeba wsłuchać się w siebie wyraźniej, nie jestem jednak pozostawiona bez drogowskazu. Bez względu na to, jaką przybiera postać, muszę go szanować i podążać za nim. Sięgać po rzeczy, które przychodzą po cichu, a czynią ogromną różnicę. Wystarczy, by dać sobie radę w życiu.

Może Ty też potrzebujesz zauważyć, jak dobrze działa na Ciebie kawa o poranku. Spacer na świeżym powietrzu. Pogłaskanie ukochanej osoby po głowie. Film z Charliem Chaplinem i nowe skarpetki. Wizyta u rodziców i napisanie dwóch stron tekstu dziennie. Pierwszy pogodny wieczór od tygodnia i wiadomość na Facebooku od przyjaciółki. Tanie, ale ładne buty. Zabawa z małym pieskiem. Świeża pościel i kawa zbożowa, gdy za późno na zwykłą. Zwyczajna niedziela.

Zacznij od poniedziałku.