To nie są zdjęcia z tego roku, ale wspomnienia z ubiegłorocznej, nieco bardziej białej zimy. Kiedyś Kasia Gosposia zapytała mnie, czy mogłabym pokazać Wam nieco zdjęć z tych moich magicznych miejsc z dzieciństwa, o których tyle Wam opowiadam. Zabrałam Was już w podróż nad jezioro, do miejsca gdzie stały nasze namioty. A dzisiaj ubierzcie się ciepło i koniecznie weźcie ze sobą rękawiczki – bo zabieram Was na zimowy spacer! Dokąd? Do krainy mojego dzieciństwa, miejsca zimowych zabaw, letniego bujania w obłokach, jesiennej zadumy i radosnego budzenia się do życia wiosną. 🙂

 

Mijamy dom sąsiada, ze smutno rozdartą bramą, której strzegą nerwowe psy. Idziemy wzdłuż drogi, by po chwili skręcić w lewo, zbiec z niewielkiej górki i znaleźć się w lesie rosnącym obok mojego rodzinnego domu. Kiedyś rosły tutaj wysokie sosny, a las oglądany z drogi wyglądał jak gobelin pełen gałęzi, liści, zielonych igieł i czających się w mroku zwierząt. Mój dziadek ma ponad dziewięćdziesiąt lat i pamięta, jak grał na tym placu w piłkę zanim wyrósł tu las. Ostatnio przeczytałam gdzieś, że przecież drzewa sadzi się po to, by kiedyś wyciąć. I tak pewnego dnia zniknęła połowa zagajnika, który był tu od zawsze. Dawna ścieżka z roku na rok zarasta coraz bardziej ale w miejsce starych drzew powoli pojawiają się młode.

zimowy spacer, las, zima, śnieg, styczeń, blog, mikrożycie, mikrozycie

zimowy spacer, las, zima, śnieg, styczeń, blog, mikrożycie, mikrozycie

Jeśli dokładnie przyjrzysz się cienkiej warstwie śniegu, zobaczysz odciśnięte w nim tropy. Psa? Zająca? Sarny? Idziemy za nimi a śnieg przy każdym kroku chrzęści pod butami. Jest bardzo cicho, ale na nasz widok niewidzialne ptaki błyskawicznie podrywają się z gałęzi.

zimowy spacer, las, zima, śnieg, styczeń, blog, mikrożycie, mikrozycie

Skręcamy w prawo, w malutki sosnowy zagajniczek. Drzewka rosną tam inaczej niż w reszcie lasu – posadzone równiutko w prostych rzędach. Mówiło się na to miejsce „mały lasek”, także dlatego, że sosny są tam widocznie młodsze od innych. Latem to najlepsze miejsce do zbierania podgrzybków. Kiedy byłam dzieckiem bez trudu przeciskałam się pomiędzy iglastymi gałęziami, omijając kotary pajęczyn. Dzisiaj trudno byłoby mi już wejść do środka. Zachodzące słońce znaczy moje dawne ścieżki. Chowam się za pniami sosen, aby móc popatrzeć na jego promienie bez mrużenia oczu.

zimowy spacer, las, zima, śnieg, styczeń, blog, mikrożycie, mikrozycie

Droga wzdłuż zagajnika prowadzi nas wreszcie do rzeki. Zawsze ilekroć idę na spacer, i tak docieram w końcu nad wodę.

zimowy spacer, las, zima, śnieg, styczeń, blog, mikrożycie, mikrozycie

Ostrożnie schodzimy w dolinę rzeki po stromym zboczu. Śnieg jest tutaj kruchy, zlodowaciały, ale pod nim śpią śliskie, zdradliwe trawy i zeszłoroczne liście. Nic z tego, co znajdujemy na naszej drodze nie jest przypadkowe i oczy muszą ponownie sobie o tym przypomnieć. O tym, że olcha również ma szyszki choć jest drzewem liściastym. O tym, że powalony pień to pozostałość po kolacji bobrów, które mają swoje żeremie sto metrów dalej. Ich obecność to znak, że woda jest czysta, choć trudno w to uwierzyć patrząc na jej brunatny kolor. To od butwiejącego drewna i gnijących wodorostów.

zimowy spacer, las, zima, śnieg, styczeń, blog, mikrożycie, mikrozycie

zimowy spacer, las, zima, śnieg, styczeń, blog, mikrożycie, mikrozycie, bobry

Tuż nad brzegiem trzeba bardzo uważać, gdzie stawia się kroki. Skrwa to dzika, nieuregulowana rzeka. Zamarznięte nawisy lodu do złudzenia przypominają stabilny grunt. W górę wznoszą się suche, ostre rośliny, które zawsze przypominają mi wyciągnięte do nieba ręce. W oddali majaczy otwarta śluza i most kolejowy, przez miejscowych zwany zielonym.

Idąc wzdłuż koryta rzeki, wychodzimy wreszcie z lasu na moją sekretną polankę – miejsce długich godzin spędzanych samotnie pod okiem bladej tarczy słońca. Najbardziej urokliwie jest tu w sierpniu, kiedy słońca rzuca plamy światła przez witraż gałęzi na suchą, spieczoną trawę. To stąd do drugiego brzegu rzeki jest najbliżej. Tutaj rosną najsłodsze, największe i najtrudniejsze do zdobycia jeżyny.

zimowy spacer, las, zima, śnieg, styczeń, blog, mikrożycie, mikrozycie

Dochodzimy do zakola – miejsca, w którym rzeka jest najgłębsza. Na drugim brzegu słabo widać starorzecze – niewielki staw, idealny do jazdy na łyżwach lecz nigdy nie odwiedzany. My jesteśmy z lewego brzegu rzeki. A tam, po przeciwnej stronie nikt o to nie dba.

zimowy spacer, las, zima, śnieg, styczeń, blog, rzeka, mikrożycie, mikrozycie

zimowy spacer, las, zima, śnieg, styczeń, blog, rzeka, mikrożycie, mikrozycie

zimowy spacer, las, zima, śnieg, styczeń, blog, rzeka, mikrożycie, mikrozycie

Tuż obok nasz nowy sąsiad zbudował drewniany pomost do łowienia ryb. Jest toporny i brzydki, ale właśnie tego zawsze było temu miejsca trzeba. Wokół pomostu widać porozrzucany chleb, na który nie skusiły się ani kaczki z kolorowymi główkami, ani dzikie łabędzie. Nie widziałam go jeszcze latem, kiedy drogę do rzeki trzeba wycinać sobie przez pokrzywy wyższe ode mnie.

zimowy spacer, śnieg, zima, rzeka, blog, mikrożycie, mikrozycie, styczeń

Wreszcie idziemy jeszcze dalej, na bagna. Mijamy topolę górującą nad całą okolicą i niewielkie oczko wodne, nad którym miałam swoją kryjówkę w konarach niskiego drzewa. Zimą można tu chodzić bezpiecznie, choć zamarznięta ziemia pozostaje sprężysta, nierówna od kładących się na niej długich kęp wodnej trawy. Nadal jednak ostrożnie dobieramy miejsca, w których stawiamy kroki, omijając kotlinki, gdzie śnieg już stopniał.

zimowy spacer, śnieg, zima, rzeka, blog, mikrożycie, mikrozycie, styczeń

Słońce zwiesza się coraz niżej a my dochodzimy do kolejnego zakola rzeki. Dalej już nie pójdziemy, chociaż robiłam to kiedyś, także zimą. Dziesięć metrów dalej, tuż przy brzegu, woda będzie szmaragdowa niczym w Morskim Oku. Nie chcę sprawdzać, czy nadal taka pozostała.

blog, mikrożycie, mikrozycie, zimowy spacer, śnieg, styczeń, rzeka

rzeka, zima, styczeń, blog, mikrożycie, mikrozycie, styczeń, rzeka, skrwa

Dopiero teraz spomiędzy drzew wyłaniają się sylwetki domów, brunatne na tle żółtawego nieba. Z ich kominów sączy się dym, a w ciemnych oknach przykucnęły bezdomne historie, o których nigdy nie wiadomo, czy naprawdę miały miejsce. Wspinamy się pod górkę, z której tyle lat temu – tak dawno temu – zjeżdżałam na sankach. Nogi mamy przemoczone po kostki od brodzenia w niewielkich zaspach, jesteśmy zasapani i zmarznięci. Myślimy o domu. Za kilka minut będzie już ciemno.

dom, wieś, mazowsze, zimowy spacer, zima, styczeń, śnieg

Jak Ci się podobał zimowy spacer po moich starych ścieżkach? Chciałabyś więcej takich wpisów? Dokąd zabrałabyś mnie na spacer, gdybyśmy miały się spotkać? Koniecznie daj znać, jeśli jest takie miejsce i jeśli chcesz, żebym dodawała takie wpisy częściej (lub rzadziej)! 🙂