To chyba takie moje kobiece zboczenie, że uwielbiam poradniki. Fajne są? Fajne! Najczęściej ładnie wydane, kolorowe i takie obiecujące… Trafiają prosto w te czułe punkty, z którymi walczę od dawna. Obietnica nowych porad czy patentów, które pomogą mi zmienić swoje życie to ogromny marketingowy magnes. A że nie wyobrażam sobie życia bez książek to prędzej czy później zawsze skuszę się na jakieś nowe cudeńko.

Czy poradniki pomagają? To już zupełnie inne pytanie. Najczęściej po prostu lądują na mojej półce a w moim życiu nie dzieje się nic. Czasami – czasami – natrafiam jednak na książki, które pozostawiają po sobie ślad. Chociaż na ogół się tego po nich nie spodziewam to po ich przeczytaniu coś już zawsze będzie inaczej. To książki, które naprawdę pomogły mi zmienić swoje życie. Wydaje mi się, że u Ciebie też mogą zadziałać. W końcu śmiało mogę potwierdzić ich skuteczność na jednej ludzkiej osobie – a to już sporo!

Regina Brett – Bóg nigdy nie mruga

Czasami chciałabym posłuchać rad od starszej, doświadczonej kobiety – kogoś, kto w pewnym sensie mógłby być moją babcią. Chciałabym, żeby ta kobieta powiedziała mi, że świat jest dobry, Bóg nade mną czuwa i mam się nie poddawać. Regina jest dokładnie taką osobą, której szukałam. Kiedy się pozna jej życiową historię nie sposób nie uwierzyć, że i w naszym życiu może w końcu pojawić się dobro. Ta książka to taka mój duchowy zestaw pierwszej pomocy – zresztą jej podtytuł to 50 lekcji na trudne chwile w życiu. Mamy tutaj zbiór felietonów – pełnych ciepła, spokoju i głębokiej mądrości – dzięki którym nasze życie może stać się pełne harmonii, pogody ducha i po prostu głębsze. Dużo w niej odniesień do religii i osoby, którym nie po drodze do treści zapamiętanych z lekcji katechezy mogą ją bardzo docenić. Jestem jednak przekonana, że każdy znajdzie w niej coś dla siebie.

Jak ta książka pomogła mi zmienić swoje życie? Dała mi mnóstwo spokoju, pozwoliła przestać się zamartwiać. Dzięki niej trochę uporządkowałam swoje podejście do wiary ale przede wszystkim zyskałam niezawodny sposób na pocieszenie w trudnych chwilach. Bóg nigdy nie mruga to manifest radości życia. Na nowo pokazała mi, jak wielkie szczęście może kryć się w zwykłych małych przyjemnościach.

Joseph Murphy – Potęga podświadomości

 To była pierwsza książka na temat rozwoju osobistego po jaką sięgnęłam. Byłam wtedy w liceum i śmiało mogę powiedzieć, że mój wewnętrzny krajobraz wyglądał jak bure pobojowisko. Wyobraźcie sobie, jak bardzo musiała mnie wtedy trafić książka o działaniu podświadomości i pozytywnego myślenia! Żadna inna pozycja na ten temat nie zrobiła na mnie później takiego wrażenia.

Na początku wcale nie było mi łatwo przyjąć przedstawione w niej poglądy, ale kiedy raz ją przeczytałam nie umiałam już o niej tak po prostu zapomnieć. Gdy zrozumiesz, jak Twoje nastawienie i Twoje myśli kształtują Twoje codzienne życie ciężko powrócić do narzekania, mentalności ofiary i czarnowidztwa. Coś tu zgrzyta i w tym sensie ta książka naprawdę wywróciła mój świat do góry nogami.

Jak ta książka pomogła mi zmienić swoje życie? Myślę, że wyrwała mnie z pętli postrzegania go jako czegoś poza moją kontrolą. Zmotywowała mnie do zmiany i dała narzędzia do jej dokonania. Przebudowała mi cały obraz siebie i świata – z niesprawiedliwego, ponurego miejsca, w którym nic nie zależy ode mnie na coś, co byłam w stanie ogarnąć, kształtować, polubić. Bardzo jestem jej za to wdzięczna – za to i wszystkie dobre rzeczy, które zaczęły mnie spotykać, gdy zmieniłam myślenie. Najwspanialsze jest w niej bowiem to, że naprawdę działa.

Anthony de Mello – Przebudzenie

To był drugi rok studiów i znowu efekt niczym przy Potędze podświadomości – pierwszy raz dowiedziałam się czym jest mindfulness. Chociaż w książce ani razu nie pada to słowo jest to chyba jedna z najważniejszych pozycji na temat uważności i świadomości siebie. Jest mądra taką szczególną, trudną mądrością – nie zawsze nam się podoba, ale za to przeważnie pomaga. Tak jest do dzisiaj, chociaż mój początkowy gorący zapał w stosunku do niej nieco już osłabł.

Jak ta książka pomogła mi zmienić swoje życie? Pozwoliła mi nabrać do niego dystansu. Sprzedała mi całkiem gładko wiele trudnych prawd o wartościach materialnych, naturze ludzkiej czy przemijaniu i dała narzędzia do radzenia sobie z powstałą po nich pustką. Dzięki nauce uważności pozwoliła mi lepiej zrozumieć siebie i świat dookoła. Stałam się dzięki temu szczęśliwsza i spokojniejsza, nauczyłam się lepiej kontrolować emocje i swoje myśli. Wreszcie – nauczyła mnie podejmować trudne życiowe decyzje z dużo większą łatwością. Warto? Warto!

Agnieszka Maciąg – Pełnia życia

Po tę pozycję sięgnęłam całkiem niedawno po miłych doświadczeniach, jakie zapewniły mi inne książki Agnieszki. Ta jest od nich zdecydowanie inna – przede wszystkim niesamowicie osobista. Przez całą jej lekturę czułam narastające poczucie ulgi. Skoro taka wspaniała, piękna, inspirująca kobieta jak Agnieszka w wielu momentach swojego życia czuła dokładnie to, co ja to może i dla mnie jest nadzieja?

Agnieszka dzieli się w tej książce wiedzą i praktykami, które pomogły jej uzdrowić swoje własne życie i odnaleźć samą siebie. Jest ich całe mnóstwo, zarówno pochodzących z naszej rodzimej tradycji jak i inspirowanych np. kulturą Wschodu. Joga, modlitwa, ostropest plamisty i Alicja w Krainie Czarów – i chyba dlatego ta książka tak do mnie przemawia. Jest po prostu do bólu prawdziwa a jej przesłanie to prosta, uniwersalna myśl o tym, że każdy z nas musi odnaleźć swoją własną drogę.

Jak ta książka pomogła mi zmienić swoje życie? Myślę, że przede wszystkim dała mi ogromne wsparcie i poczucie, że nie jestem ze swoimi wątpliwościami sama. Dla mnie jest to jednak przede wszystkim pozycja dotycząca stawania się kobietą, odkrywania siebie, wprowadzania spokoju oraz harmonii do swojego życia. Uświadomiła mi, jak wielka jest potęga wprowadzanych przeze mnie nawyków. Pokazała, że wszystko jest energią a moim zadaniem jest pilnowanie, aby w moim życiu panowały wyłącznie pozytywne wibracje. Dostarczyła mi również niesamowitych wrażeń estetycznych oraz pozytywnych inspiracji. W ostatnim czasie wracam do niej praktycznie non stop.

Dale Carnegie – Jak przestać się martwić i zacząć żyć

Żeby było śmieszniej, ja wcale tej książki nie przeczytałam! Prawda jest taka, że nawet nie musiałam jej kończyć, aby zadziałała. Znalazłam gdzieś w internecie jej darmowy fragment i postanowiłam sobie nim uprzyjemnić poranną jazdę tramwajem. Wcale nie przypuszczałam, że do biura dotrę jako zupełnie inny człowiek.

Jestem z tych, co się ciągle zamartwiają – z tych, co zawsze myślą o czarnej godzinie, z tych dzieci, co nie próbują, bo już wiedzą, że się nie uda. Nawet moja nauczycielka z podstawówki zdiagnozowała u mnie czarnowidztwo, kiedy już na początku roku zamartwiałam się końcowymi sprawdzianami. Chociaż teraz może powinnam opowiadać o tym w czasie przeszłym?

W trakcie jazdy tramwajem linii 13 zdążyłam przeczytać tylko o jednej zawartej w tej książce technice. Według autora kiedy się czymś martwisz powinnaś wyobrazić sobie, że już to się stało. Z tym obrazem w głowie spróbuj wyobrazić sobie wszystkie możliwe najgorsze konsekwencje danej sytuacji oraz to, jakie działanie podejmiesz, kiedy staną się rzeczywistością. Brzmi makabrycznie? Wiem, ale za to działa! Zamiast karcić samą siebie za to, że się czymś przejmujesz po prostu akceptujesz fakt, że to rzeczywiście może się zdarzyć, przygotowujesz się do niego, a potem uzbrojona w plan B wracasz do swoich spraw.

Jak ta książka pomogła mi zmienić swoje życie? Wierz mi lub nie, ale odkąd znam tę technikę martwię się zdecydowanie mniej. Wystarczyło, że przeczytałam 30 pierwszych stron – wyobrażasz sobie, co musiałoby się stać, gdybym skończyła ją całą? Polecam w ciemno!

Ta pierwsza przeczytana przeze mnie książka, której autora i okładki nie pamiętam

Prawda jest taka, że czytanie samo w sobie pomogło mi zmienić swoje życie – a właściwie je zdefiniować. Pozwoliło mi przetrwać kilkanaście lat edukacji oraz wiele nudnych wieczorów, kiedy na dworze była brzydka pogoda. Połączyło mnie z wieloma spośród moich przyjaciół. Czasami nawet zastępowało kawę z przyjaciółką. Całkowicie ukształtowało mój mózg, moją osobowość, moje preferencje a nawet to, w jaki sposób piszę dla Was na blogu. Potrafię czytać już od 23 lat. To kawał czasu, prawda?

Bardzo żałuję, że nie pamiętam, jaka była pierwsza książka, jaką kiedykolwiek przeczytałam. Po niej było już wiele innych, ważnych – od Harry’ego Pottera czy Ani z Zielonego Wzgórza przez Sapkowskiego, Orzeszkową, Cortazara… Coelho nawet! I tak aż do dzisiaj, gdy co chwila nowa książka podbija moje serce. Lub umysł. Czasem życie, tak jak te pięć, które właśnie opisałam. Wszystko jednak zaczęło się od tej jednej, której niestety nie pamiętam.

A jeszcze wcześniej od Taty, który cierpliwie rysował mi i pozwalał nazywać pierwsze literki.

Jakie książki zmieniły Wasze życie? Czytałyście którąś z tych, które są ważne dla mnie? A może pamiętacie jaka była pierwsza książka, którą przeczytałyście? Jestem bardzo ciekawa Waszych wspomnień i przeżyć – pogadajmy sobie w komentarzach!